Czasem jest coś nie na miejscu. Robisz coś i wydaje się że o czymś zapomniałaś, że nie wykonałaś czegoś wystarczająco, że coć powinno wyglądać zupełnie inaczej. Masz wrażenie że spośród tylu możliwości wyboru, ty wzięłaś tą wersje niepełną, gorszą. A co jeśli się okaże że twoje dotychczasowe życie bylo czymś takim? Zyjesz, a nagle bum! wszystko zmienia się o 180`. Nijak nie da się przystosować, ciągle pojawia się pytanie "co by było gdyby..?". Wersji jest tyle ile ktoś ma wyobraźni, jednak nawet najgorsza moze okazać się być tą lepszą, bo ciekawszą od stabilnej stagnacji którą również miało się do wyboru. Działasz albo rezygnujesz.
----------------------------
Obudziłam się w wielkim łóżku z kolumnami i puchową
szkarłatną pościelą. Czułam się jakbym miała wielkiego kaca, opcjonalnie jakby
mnie przejechał walec drogowy. Leżałam i wpatrywałam się w sufit. Gdzie ja do
cholery trafiłam? Kim był ten facet w czerwonym płaszczu? Jak zdołał zabić w kilka
sekund całą armię zombie? Czy naprawdę przeniósł mnie do tego Hellsing
(czymkolwiek to było)? Czując się tak
jakbym właśnie zmartwychwstała, pomarudziłam jeszcze przez parę minut, aż końcu
postanowiłam wygrzebać się z pościeli, a przynajmniej spróbować podnieść się do
pozycji siedzącej.
Ziewając i
przeczesując zmierzwione włosy rozejrzałam się po pokoju. Cały był w odcieniach
czerni, bieli i szkarłatu. Po prawej znajdowało się okno z zasuniętymi
czerwonymi zasłonami, przez które wpadało przytłumione światło zachodzącego
słońca. Po lewej było wyjście z pokoju, a naprzeciwko łóżka łazienka. Poza tym
mieściła się tu szafa, stolik, dwa fotele, komoda i szafka nocna z małą lampką.
Podłoga, drzwi i inne meble były z ciemnego dębowego drewna. Wyglądało to
trochę jak jakiś pokój hotelowy.
Wysunęłam
się z łóżka i postawiłam stopy na puchatym białym dywanie. Z konsternacją
zauważyłam że wciąż mam na sobie zakrwawione ciuchy. Skrzywiłam się,
zniesmaczona. Wolno wstałam, a gdy stwierdziłam, że zawroty głowy zupełnie minęły
powędrowałam do łazienki.
To
pomieszczenie było całe w bieli. Na szafce zauważyłam ręczniki i ubranie
złożone w kostkę, a na niej karteczkę z dopiskiem ,,tymczasowo ubierz to”.
Prychnęłam widząc żółtozielony mundur policyjny na który składała się krótka spódnica,
koszula i gruby pasek. Buty miałam własne – czarne vansy.
Spojrzałam
w lustro odchylając materiał stroju przy lewym ramieniu. Rany nie było widać,
została tylko blizna. W zamyśleniu potarłam tamto miejsce; teraz miałam wobec
wampira dług. Ocalił mi życie więc muszę respektować co powie, ewentualnie to
jakiej ceny zażąda.. Wzdrygnęłam się i weszłam pod gorący strumień wody, z
obrzydzeniem zrzucając z siebie zniszczony strój bojowy. Był już do niczego,
zostały same zakrwawione strzępy. Teraz musiałam zmyć z siebie cały ten brud,
oczyścić z chaosu wewnętrznego i zewnętrznego.
Nie miałam
już nic. Moja grupa łowców została pewnie przemieniona w zombie, opcjonalnie
zabita, moje rzeczy są niewiadomo gdzie, raczej już ich nie odzyskam, zaginęła
moja stela, a bez niej jestem jak bez ręki – nie mogę narysować sobie runów leczniczych, obronnych, dodających
rożnych umiejętności, wzmacniających.. Nie
mam nawet telefonu. No pięknie.
Ze złością
owinęłam się ręcznikiem wychodząc z kąpieli, drugim zaczęłam wycierać włosy.
Wyszłam do pokoju i zauważyłam na łóżku list. Uniosłam brwi. Ewidentnie do
mnie, jest nawet podpis: ,,Katy”. Otworzyłam go z ciekawością a moim oczom
ukazało się cienkie, pochyłe ozdobne pismo. Przeczytałam następującą treść:
,,Lady Katherine,
Pragnę przeprosić za zbyt duży rozlew krwi. Mam nadzieję, że
to Cię nie przeraziło.
Na stoliku masz wzmacniający napój, nie jest niebezpieczny –
świadczę, że Ci nie zaszkodzi.
Gdy poczujesz się lepiej wyjdź na korytarz i wejdź w
ostatnie drzwi po lewej; Walter przygotuje Ci coś do jedzenia – nie jadłaś od
dwóch dni przez czas, gdy byłaś nieprzytomna.
Chcę się z Tobą potem widzieć.
~~Alucard
PS Na stoliku masz też parę owoców – nie chcę żebyś padła z
wycieńczenia w drodze do mnie.
~~A. ‘’
Uniosłam
wyżej brwi i przeniosłam wzrok z kartki na stolik. Był tam kubek z parującym
naparem oraz miska pełna słodkich owoców. Napój nie pachniał źle. Spróbowałam;
smakował jak grzane wino. Co do owoców to nie miałam ochoty ich na razie
ruszać. Miałam wrażenie, że mnie zemdli gdy coś zjem. Postanowiłam się jednak
ubrać. Nałożyłam firmowy policyjny mundur i wytarłam
niedbale włosy. Były długie do pasa wiec miałam nadzieję że znajdę suszarkę, bo
samoistnie będą schnąć wieczność. Owinęłam je ręcznikiem i chwyciłam na chybił
trafił owoc z miski. Nigdy takiego nie jadłam, widać że był jakiś egzotyczny.
Pachniał nieziemsko – czuć było mango, banana, ananas.. Nagle przerwało mi pukanie do drzwi.
- Hm, proszę wejść! – krzyknęłam odrzucając owoc w miskę
tak, że zachwiała się niebezpiecznie, a ja rzuciłam się ku niej by ją
przytrzymać. No świetnie, najlepiej rozwalić im cały dom na wejście. To tak
bardzo w moim stylu..
Do pokoju
wszedł starszy mężczyzna z poprzetykanymi siwizną ciemnymi włosami zaczesanymi
do tyłu i jasnymi oczami. Spostrzegłam, że ma monokl na nosie zamiast
tradycyjnych okularów. Styl miał elegancki, jego ubranie przypominało trochę
strój lokaja. Odezwał się głębokim głosem:
- Jestem Walter, Sir Alucard kazał mi sprawdzić jak się
czujesz.
- Dziękuję, już jest w porządku. – odpowiedziałam – Ale
byłabym wdzięczna za informację gdzie jestem i dlaczego. – wyjaśniłam krzyżując
ręce na piersi.
- Oh, Lady Integra wszystko wyjaśni. Chce się spotkać z tobą,
gdy odzyskasz siły – powiedział Walter – Rozumiemy jednak, że możesz być
wyczerpana. Na końcu korytarza jest kuchnia, przyjdź, damy ci coś do jedzenia.
Sir Alucard nie byłby zadowolony, że głodujesz.
- W porządku.. Ale co on ma do tego, co go obchodzi czy coś
jem czy nie? – usiadłam w fotelu i objęłam rękoma kubek z resztą gorącego
naparu, aby ogrzać dłonie.
Walter
założył ręce za siebie i uśmiechnął się spuszczając wzrok na podłogę.
- Nie mam w tej
sprawie nic do powiedzenia, przykro mi, ale.. jedzenie polepsza jakość krwi.
Stąd jego zainteresowanie tym.
Z
niewyraźną miną przełknęłam ślinę i mocniej ścisnęłam kubek z parującym napojem.
Żądza krwi i wampir zaintrygowany mną, a raczej moim układem krwionośnym.
Miałam ochotę w tamtym momencie stamtąd wybiec. Ciekawość jednak zwyciężyła –
musiałam dowiedzieć się o co tu chodzi, kim oni są i czym jest organizacja
Hellsing.
***
Gdy
wysuszyłam i ułożyłam włosy oraz ogarnęłam się, wyszłam z pokoju i skierowałam się w lewo szukając kuchni. Na
końcu korytarza było kamienne rozwidlenie prowadzące w dół – na prawo były schody prowadzące w długi korytarz,
a na lewo kilka schodków kończących się ciężkimi, drewnianymi drzwiami.
Pełna
napięcia wolno zeszłam po kamiennych stopniach i wślizgnęłam się przez uchylone
drzwi do pomieszczenia. Oparłam się plecami o dębowe wrota i zlustrowałam
wzrokiem pokój. To rzeczywiście była kuchnia. Czego się spodziewałam?
Średniowiecznego pokoju tortur? Celi więziennej? Kaplicy? Odetchnęłam
spokojniej.
Pomieszczenie
nie było specjalnie duże. Na środku stał stół z
4 krzesłami, a przy ścianach były blaty i szafki z ciemnego drewna. Po
lewej stronie niedaleko drzwi był duży kominek – piec; ten element był jak ze
średniowiecznego zamku. Za stołem, pod przeciwległą do drzwi ścianą stały dwa
fotele i mały stolik. Cała kuchnia miała swego rodzaju klimat. Zbliżyłam się do
kominka by się trochę ogrzać.
Chwilę
potem do pokoju weszła jakaś kobieta. Była może w wieku Waltera. Włosy miała
siwe, spięte w kok. Oczy dobrotliwie
spoglądały na świat, a usta były ułożone w serdeczny uśmiech. Zmarszczki na
twarzy zdradzały jednak, że dużo przeszła i wiele widziała.
- Witaj Katherine, Walter mówił, że przyjdziesz. Jestem Elaine.
– uśmiechnęła się.
- Uhm dzień dobry, miło mi panią poznać, ale proszę niech
pani mówi Katy, nie lubię pełnej wersji imienia, Katherine jest zbyt oficjalne.
– powiedziałam ostrożnie.
- W porządku, nie ma problemu Katy – odparła – Pracuję tu
jako kucharka, pomagają mi Sophie i Anna.
Od razu
czujnie zapytałam:
- Przepraszam.. To ludzie czy wampiry?
Kobieta
zaśmiała się.
- Tak, to normalne dziewczyny. Wampirem jest tutaj tylko Sir
Alucard – jego imię wypowiedziała z pewnym dystansem w głosie. Raczej nie była
do niego nastawiona pozytywnie. – No ale pewnie jesteś głodna, blado wyglądasz
moje dziecko.. Zaraz zrobię coś do jedzenia.
- Pomogę pani – zaoferowałam się. Weganizm zobowiązuje. Gdy
Elanie dowiedziała się o mojej diecie, upomniała mnie oczywiście, że jestem
niedożywiona i tak dalej.. Szkoda, że zamiast trochę o tym poczytać, wszyscy
wolą wierzyć w bzdury. Dostałam kanapki i kakao (mleko sojowe zapożyczone z
zapasów mlek do kawy Integry).
- Chodźmy do salonu, zjesz tam. – powiedziała Elanie
stawiając talerz i kubek na tacy. Dołożyła do tego jeszcze dwa wysokie
kieliszki i coś opakowane szarym papierem. – Takie dostałam zlecenia.. –
wyjaśniła gdy napotkała mój pytający wzrok. Westchnęła patrząc na mnie z troską
w oczach.
Z
niewyraźną miną ruszyłam za nią. Przeszłyśmy przez parę schodków i korytarzy aż
znalazłyśmy się pod drzwiami pomalowanymi na biało, przyozdobionymi złotymi
elementami. Weszłyśmy do środka. Elaine od razu skierowała się na prawo, a ja
ogarnęłam wzrokiem pokój. Ściany były obite do połowy ciemną boazerią, na
górnej części znajdowała się złoto-biała
tapeta z wzorzystymi, delikatnymi ornamentami. Lewą stronę pomieszczenia zajmowały
półki z książkami. Naprzeciwko drzwi były trzy wielkie okna. Po prawej znajdował
się kominek, ława, fotele i sofa na której leżał, a raczej BYŁ ROZWALONY Alucard.
Z leniwym uśmiechem na ustach bawił się sztyletem. Tam właśnie skierowała się
Elaine. W fotelu koło okna przy biblioteczce, koło fortepianu siedział Walter i
pił kawę czytając coś. Widząc mnie uśmiechnął się i skinął głową wstając.
Odwzajemniłam gest.
Podeszłam
do mebli przed kominkiem. Alucard spojrzał na mnie uśmiechając się i
odsłaniając jednocześnie kły. Dojrzałam, że znów nie miał kapelusza ani
okularów.
- No nareszcie, jeszcze chwila a sam bym do ciebie poszedł –
powiedział rzucając sztyletem w ramę obrazu naprzeciwko niego. Wytrzeszczyłam
oczy.
- Alucard. – skarciła go Elanie. – Lady Integra nie będzie
zadowolona.
- Tak tak – machnął ręką wampir podnosząc się do pozycji
siedzącej i zakładając nogę na nogę – ,,Alucard! Co ty sobie wyobrażasz?! TO
MACHOŃ!” – zaczął parodiować kobiecy głos i przewrócił oczami.
Uśmiechnęłam
się lekko.
- A ty możesz usiąść, Łowczyni Demonów – powiedział wampir
mierząc mnie wzrokiem i odchylając się na oparcie kanapy z założonymi pod głowę
rękami – Nie lubię, gdy ktoś nade mną stoi, a nie chcę jeszcze używać na tobie
siły.
Uśmiech
zastąpiłam podejrzliwym wyrazem twarzy. Kątem oka zobaczyłam jak Elaine
wycofuje się i idzie w kierunku Waltera. Oboje wymienili kilka słów i wyszli z
pokoju. Czyli zostałam z tym świrem sama. Świetnie.
Patrząc
badawczo na wampira usiadłam na skraju fotela.
- Nie bój się, mebel cię nie ugryzie – powiedział na wstępie
Alucard, odsłaniając rząd ostrych zębów.
- Niczego się nie boję – prychnęłam i usiadłam wygodniej.
- Mógłbym Cię przekonać, że jednak potrafisz się bać, ale
nie chcę marnować czasu. Teraz.. musimy porozmawiać. – mówiąc to wstał i
podszedł do regału skąd wyjął butelkę wina. Otworzył ją i nalał
ciemnoczerwonego płynu do kieliszków. Jeden podsunął do mnie. Popatrzyłam
obojętnie na alkohol. Nagle coś mi zaświtało w głowie.
- Alucard, skąd wiesz, że jestem Nocnym Łowcą? – zapytałam.
- To proste, widziałem twoją broń, to jak walczyłaś i znaki
na twoim ciele. – odparł.
- Dobra, a dlaczego mnie uratowałeś? – wyrzuciłam z siebie.
Najwyższy czas się dowiedzieć. Miał w tym jakiś szczególny, własny cel..?
Alucard
upił łyk wina i zamyślił się wbijając wzrok w krwistą ciecz na dnie kielicha. W
końcu spojrzał na mnie i odpowiedział:
- Szczerze to nie
wiem. Może dla zabawy.. Bo się nudziłem.. Dla towarzystwa… Dla..krwi. –
odstawił naczynie na stolik znów uśmiechając się szatańsko – Powodów jest
mnóstwo, wszystkie mają w sobie trochę prawdy.
- Powiedziałeś.. – zaczęłam z trudem, siedząc jak na
szpilkach – coś o krwi. Mojej krwi. Wtedy gdy ratowałeś mnie w fabryce.
- Ach tak, pamiętam – powiedział przeciągając sylaby i znowu
odchylając się na oparcie kanapy. Wbił we mnie wzrok i przesunął językiem po
zębach.- Ma w sobie coś.. wyjątkowego.
- Dlaczego? Co w niej takiego jest? – odsunęłam się od niego
cała spięta.
- Cóż krew dziewic jest najlepsza – zaczął, a ja
zaczerwieniłam się lekko, na co Alucard zaśmiał się cicho – Masz w żyłach krew
aniołów, Nocny Łowco. To zapewne poprawia jakość. Piłem już taką krew ale
smakowała gorzej niż twoja, musi być coś jeszcze.. – zmarszczył brwi w
zamyśleniu.
- Sposób odżywiania ma wpływ? – podsunęłam.
- Oh tak – mruknął – domyśliłaś się gdy zostawiłem Ci wino i
słodkie owoce, tak?
- Owszem.. – zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Kiedyś krew była wyśmienita, teraz ludzie są.. – nie dokończył krzywiąc się.
Ja
spojrzałam w bok. No i mamy odpowiedź. To, że nie jadłam śmieci dodatkowo
poprawiało mój stan krwi. Poczułam pęd powietrza wokół siebie i zamrugałam.
Sekundę wcześniej siedziałam w fotelu i rozmyślałam, a teraz półleżę odchylona
na oparcie, podczas gdy jakiś psycho-wampir pochyla się nade mną trzymając mnie
za ramię. Popatrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.
~~Słyszę co myślisz – usłyszałam w głowie – I mogę
powiedzieć, że to jak się odżywiasz ma na pewno wpływ na krew. Ale naprawdę
minimalny, musi być coś jeszcze..
Serce
podskoczyło mi do gardła gdy wampir ujął mój podbródek, zmuszając mnie bym
lekko odchyliła głowę. Wampir pochylił się, aż poczułam jego oddech w
zagłębieniu mojej szyi. Przesunął nosem po skórze wdychając mój zapach.
- Alucard.. – wycedziłam z trudem – Nie..
Poczułam
jak zaciska dłonie na moich ramionach i odsuwa się lekko tak bym mogła zobaczyć
jego diabelski uśmiech.
- Nie mam w zwyczaju słuchać kogoś innego prócz Integry.. –
zaznaczył.
- Chcesz mnie zabić? – spytałam cicho – Czy wykończyć? Słaba
na nic ci się nie przydam.
Chwilę
patrzyłam w czerwone tęczówki wampira. W końcu odsunął się, ale wkurzający
uśmieszek wciąż był widoczny na jego ustach.
- Zjedz coś i napij się. Masz rację – nie przydasz mi się
będąc cieniem człowieka. – znów usiadł i założył nogę na nogę.
Odetchnęłam
i stwierdziłam że naprawdę musze coś zjeść bo padnę, a bycie w tej chwili
nieprzytomną to najgorsze co mogłoby mi się przytrafić. Chwyciłam więc jedną
kanapkę z talerza i podwinęłam nogi pod siebie na siedzenie fotela. Wampir
mruknął coś niewyraźnie, obserwując mnie. Wziął opakowaną paczkę z tacy i
odwinął z papieru. Zemdliło mnie, gdy zobaczyłam, że to krew medyczna.
- Tak, mnie też mdli, ale nie mam wyjścia. – prychnął
Alucard i rozerwał zębami woreczek. Upił łyk.
- Jaka grupa? – spytałam lekko ciekawa biorąc w dłonie kubek
z kakao.
- Najlepsza. Tylko taką zamawia mi Lady Integra. –
oświadczył.
- Czyli?
- B Rh-. Jest najsłodsza i można powiedzieć najmniej
spotykana.
Zacisnęłam
usta. Cholera, ja mam taką grupę krwi.. Wampir zmrużył oczy uśmiechając się.
– No i mamy kolejny czynnik świadczący o jakości i
atrakcyjności krwi. – pstryknął palcami.
- Czytasz w myślach? - wycelowałam w niego łyżeczką.
- Odruch – wzruszył ramionami.
- Nie rób tego – warknęłam.
Wampir
parsknął śmiechem patrząc na mnie pobłażliwie.
Cholera nie
da się nie myśleć o niczym.
Alucard
uśmiechał się coraz szerzej.
- Nie zapominaj: widzę, słyszę i wiem wszystko co chcę. Nie
ukryjesz niczego, jeśli będę chciał się o tym dowiedzieć.
Zadrżałam. Chciałam
pomyśleć o Szarej Księdze. Tam były wszystkie runy, może znalazłabym jakiś
ochronny, żeby ustrzec się przed taką wampiryczną mocą. Zasępiłam się. Nie mogło
mi to nawet przejść przez myśl, bo wampir zaraz by to wyłapał. Tymczasem
Alucard wrócił do tematu krwi.
- Wiesz dlaczego jestem tak chętnie nastawiony do akurat tej
grupy?
- B Rh-? – mruknęłam pijąc kakao.
- Tak. Kiedyś, dekady temu sam miałem krew tego rodzaju. –
wyjaśnił patrząc w ogień i znów trzymając w jednej ręce kieliszek wina – To
dlatego mój organizm domaga się najbardziej tej grupy, to ona jest najlepiej
przyswajalna, najwspanialej smakuje. Ciało pamięta krew krążącą kiedyś w moich
żyłach, nic więc dziwnego, że domagam się tej, którą kiedyś sam posiadałem.
Słuchałam w
milczeniu. To miało jakiś sens.
- A co z konfliktem serologicznym i aglutynacją krwi? –
zapytałam, z czystej naukowej ciekawości. Wampir pijąc krew dzięki niej
funkcjonuje. Musi być więc ona jakoś przyswajana przez organizm. A jeśli napije
się dwóch różnych rodzajów jeden po drugim..? Nie wspominając o resztkach na
których funkcjonował organizm przed dostarczeniem nowej porcji. Czy nie powinno
się coś stać? Nie umrze, fakt, ale taka krew powinna się ,,pozlepiać”..
Alucard
przewrócił oczami. Odezwał się z niechęcią:
- Ja nie żyję, więc to mi nie zaszkodzi. Nie wiem jak to
funkcjonuje.
- Ale.. – zaczęłam.
- Milcz. – rozkazał gromiąc mnie spojrzeniem – I skończ
temat.
Uciszyłam
się. Bardzo wrażliwie zareagował.
- Za to.. omówimy inne warunki – zmierzył mnie wzrokiem –
Cena za uratowanie życia.
Otworzyłam
szerzej oczy. No tak, mogłam się domyśleć, że nie ratuje mnie z czystej
przekory i że co ważniejsze nie robi tego ZA DARMO. To było jasne, że zechce
wyciągnąć z tej akcji najwięcej ile tylko się da.
- Słucham – założyłam ręce na piersiach.
- Nie możesz odmówić, masz wobec mnie dług, który musisz
spłacić robiąc to co ci powiem – oznajmił wyraźnie rozkoszując się tą
informacją – Warunki są takie, że pozwolisz mi napić się swojej krwi.
Osłupiałam.
- Co? – warknęłam prostując się i napinając odruchowo
wszystkie mięśnie – Nie ma mowy!
- Umowa to umowa – oświadczył wampir chwytając butelkę wina
i odkorkowując ją zębami.
- Mam ci posłużyć za posiłek? – spytałam z przekąsem patrząc
jak ciemnoczerwona ciecz przepływa z butelki do wysokiego kieliszka. – Może
jakaś druga opcja? – zasugerowałam.
- Nie ma drugiej opcji, dziewczyno! – zirytował się Alucard
– Zapłata musi być sowita, adekwatna do
wykonanego czynu, a tylko krew ma dość wysoką cenę.
- Czyli… - przełknęłam ślinę – Kiedy to zrobisz?
- Kiedy wydobrzejesz – odpowiedział wampir – Teraz Sir
Integra zabroniła mi tego. Wie o układzie i o tym, że cię uratowałem, już jej
wszystko opowiedziałem. Była oczywiście oburzona, chciała we mnie rzucać
wszystkim czym miała pod ręką.. – uśmiechnął się krzywo.
- A jeśli odmówię? – zapytałam.
- Przekonam cię –
Alucard uśmiechnął się wyniośle.
- Rozumiem, że nie mam wyjścia? – wpatrzyłam się w płomienie
w kominku.
- Dokładnie, Łowco. – przytaknął.
Westchnęłam
kierując na niego swoje płonące gniewem oczy.
- Ale nie zabijesz mnie?
- Nie, jak już wspomniałem jesteś mi potrzebna. – odparł -
Dlatego dałem Ci możliwość wyboru tam w fabryce. Chciałem zabrać cię ze sobą,
tu, do siedziby Hellsing. Będziesz ze mną cały czas. Żywa. Dopóki oczywiście
nie zdarzy się coś przez co będę musiał uczynić cię nieśmiertelną. – dodał nonszalancko.
- Nie będę wampirem – oświadczyłam kategorycznie.
- Nie pociąga cię to? – zapytał Alucard, układając usta w
coś na kształt półuśmiechu i zerkając na mnie z ukosa – Fascynacja, potem
pragnienie.. Sama zobaczysz.
- Mam rozumieć że jestem więźniem, tak? – burknęłam.
Czy
kiedykolwiek mnie stąd wypuszczą? Czy jeszcze kiedykolwiek zobaczę moich
bliskich przyjaciół Łowców z Instytutu? Czy odzyskam choć część swoich rzeczy?
- Jeśli będziesz się dobrze zachowywać to tak, pozwolę ci
iść pożegnać się do Instytutu i wziąć swoje rzeczy. – oznajmił niedbale
Alucard.
Zacisnęłam
pięści. Znowu to robił! Czytał mi w myślach. To było chore i cholernie mnie
wkurzało. A co więcej, odnosił się do mnie jakbym naprawdę była więźniem na
jego łasce.
- Wynocha z mojej głowy! – wrzasnęłam i rzuciłam w niego
łyżeczką trafiając w jego policzek. Alucard uniósł brwi zaskoczony, gdy krwawa
pręga jak po oparzeniu, po dotknięciu łyżeczki zostawiła ślad na jego skórze.
Srebro.
Rani wampiry.
Oczywiście
nietrwale, bo rana zaraz się zagoiła i kilka sekund potem nie było śladu po
otarciu.
Alucard
spojrzał na mnie. Przeraziłam się tego wzroku.
- Nigdy więcej nie podnoś na mnie ręki – warknął – Powinnaś
zostać ukarana..
- Ale.. mam jeszcze nietykalność osobistą – zaprotestowałam
niemrawo.
Wampir momentalnie
stanął nade mną, pochylił się i wbił palce w moją szyję. Jęknęłam.
- Głupia – syknął, a ja popatrzyłam na niego ze złością. Poczułam
przypływ siły. Powiedziałam żeby nie czytał w myślach, nie posłuchał; poza tym
traktował mnie po chamsku, jak jakąś rzecz.. To wystarczyłoby żeby ktokolwiek
stracił panowanie nad sobą.
- Dupek z ciebie – zaczęłam – Zachowujesz się jak arogancki
władca świata, a jak ktoś ci radzi, żebyś spuścił trochę powietrza ze swojego
nadętego ego, to już rzucasz się na niego z łapami i zębami.
Alucard
puścił mnie z beznamiętnym wyrazem twarzy. Serce trzepotało mi w piersi jak
wystraszony ptak. Umysł miałam jednak chłodny i spokojny. Potrafiłam wyciszyć
nerwy i emocje. Może przez znaki, a może wystarczyła tylko silna wola.
- Przepraszam – powiedział wolno cofając się. Czyżby
naprawdę wzbudził w sobie poczucie winy? Nie zdążyłam zapytać bo coś nam
przerwało.
- Alucard, robisz się stary i sentymentalny – odezwał się
czyjś głos spod drzwi wejściowych. Stała tam kobieta ubrana po męsku - w
garnitur. Miała jasne długie włosy, okrągłe okulary na nosie i cygaro w ustach.
Wampir
odwrócił się do niej i rzekł:
- Zdefiniuj proszę słowo ,,stary”, mam prawie 600 lat.
Kobieta
wykrzywiła usta w uśmiechu.
- Nie przeszkadzajcie sobie, wezmę tylko jedną książkę.
Jutro chcę was widzieć w moim gabinecie – oznajmiła blondynka i podeszła do
regału z książkami.
- Ależ oczywiście moja pani Integro. – Alucard skłonił się
lekko, ale charakterystyczny uśmiech wciąż błądził na jego ustach.
- I zachowuj się sługo, nie zamęcz jej – Integra wskazała na
mnie – Jest już późno w nocy, ludzie potrzebują snu.
- Ona jest moja, nie twoja – uciął wampir, a ja przewróciłam
oczami.
- Nie jestem niczyja – uściśliłam – Niech pani go pod tym
względem nie słucha, ubzdurał coś sobie.
Integra
wykrzywiła usta w uśmiechu.
- Cóż, podoba mi się – powiedziała – oczekuję was niedługo.
Musimy omówić twoje przyjęcie do organizacji. – zwróciła się do mnie.
- Moje przyjęcie do organizacji? – powtórzyłam jak echo.
- Organizacja Hellsing – wyjaśnił nonszalancko Alucard.
- Możesz jej powiedzieć coś niecoś o ile zechce Cię słuchać
– powiedziała Integra i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Byłam
pozytywnie zaskoczona. Nie myślałam, że wyskoczą z taką propozycją. Zakładałam,
że zrobią mnie pokojówką, przenośną spiżarnią, sprzątaczką czy nawet kucharką..
A tu takie wyróżnienie.
- Przyjmiecie mnie do organizacji? – spytałam żeby usłyszeć
to jeszcze raz i się upewnić.
- Oczywiście, tak jak słyszałaś. – oznajmił Alucard i
zamieszał winem w kieliszku.
- Co bym miała tu robić? – spytałam.
- Oh no wiesz.. walka, jazda na misje.. Ze mną oczywiście.
Po to Cię zabrałem, wydałaś mi się odpowiednią osobą. – odpowiedział, a zaraz
kontynuował – Zajmujemy się głównie zabijaniem ghouli.. To twoje zadanie, dla
mnie zostają przypadki cięższego kalibru. – zaznaczył.
Spojrzałam
na niego sceptycznie.
- Dla mnie zostają jakieś nudne zombie, a Ty zabierasz sobie
ciekawe przypadki i zgarniasz całą rozrywkę? Wątpisz w moje umiejętności?
Wampir
uniósł lekko kąciki ust spoglądając na mnie.
- Dobrze, zrobimy test. Sprawdzę cię jeśli tak bardzo
chcesz. – oznajmił – I tak.. – dodał po chwili – wątpię w twoje umiejętności.
Sapnęłam z
irytacji i odwróciłam się od niego w kierunku okna. W ciemności widać było
przez nie kawałek terenu wokół posiadłości i dalekie latarnie przy bramie.
Zerkając to na okno to na ogień w kominku dokończyłam ,,kolację” i zwinęłam
się w kłębek w fotelu. Myślałam, że zostałam
sama w pomieszczeniu, wampir nie dawał znaku życia przez ostatnie minuty.
Chciałam wstać i trochę się rozejrzeć, może przejrzeć kilka książek..
Odwróciłam się powoli wstając i zaklęłam.
- Cholera, Alucard.. – spojrzałam na niego ze złością – Nie
czaj się tak.
Wampir
siedział na kanapie i uważnie mnie obserwował. Gdy się odezwałam uniósł brew.
- Myślałem, że zamierzasz
tu spać. – odparł leniwie.
- A Ty chciałeś tu siedzieć całą noc i patrzeć jak śpię? –
spytałam z przekąsem zakładając ręce na piersi.
- A co tu innego można robić – wzruszył ramionami.
- Możesz przynieść mi jakiś koc – zaproponowałam. Nie
chciało mi się wracać do pokoju. Lubiłam siedzieć przy kominku, a śpiąca aż tak
nie byłam; wystarczyło mi snu przez ten wypadek i ostatnią prawie śpiączkę.
- Nie sądzę – Wampir zlustrował mnie spojrzeniem. – Co bym z
tego miał?
- Moją sympatię. – odparłam.
- Do diabła, żartujesz sobie ze mnie? – prychnął wampir.
- Wiem co byś chciał i nie zamierzam przehandlować pół litra
krwi przez jakąś głupotkę. – burknęłam i znów się od niego odwróciłam.
Zadrżałam z zimna. Noce są chłodne szczególnie w starych wielkich budowlach o
zimnych kamiennych murach. Wtem usłyszałam zrezygnowane westchnięcie i kroki.
Kątem oka zauważyłam jak wampir wnika w ścianę. Gapiłam się parę sekund w tamto
miejsce. Naraz potrząsnęłam głową i otrzeźwiałam. Wróciłam wzrokiem do płomieni
na kominku. Ziewnęłam i przymknęłam oczy czując ciepło ognia na powiekach.
Obudziło
mnie miarowe kołysanie. Półsenna zamrugałam i spostrzegłam że Alucard znowu
mnie gdzieś niesie. Nie trzęsłam się już z zimna – dotarło do mnie, że jestem
opatulona jego płaszczem. Nie chciało mi się wyrywać i z nim kłócić. Było mi
tak ciepło, a płaszcz pachniał prochem strzelniczym, krwią, miętą, wyczuwalnie
słodkim zapachem wina oraz nutą czegoś wspaniałego, czego nie potrafiłam
nazwać. Była to magnetyzująca mieszanka zapachów, miała w sobie coś
upajającego.. Otrząsnęłam się niezauważalnie i zacisnęłam usta. Zaciągać się
jego zapachem? Ja? Nie ma mowy! Odwróciłam nieznacznie głowę i po chwili znowu
zapadłam w sen.
.
Alucard’s pov.
Ta mała
Łowczyni ma w sobie coś irytującego i zabawnego jednocześnie. Muszę za nią
teraz biegać, cholera.. ale poniekąd sam tego chciałem.
Może
zrobiłem błąd..?
Zamyśliłem
się. Nie, myślę że jest warta tego i odpowiednio mi się przyda. Ciekawie będzie
mieć po swojej stronie, pod swoimi rozkazami Nocnego Łowcę.
Zerknąłem w
dół na dziewczynę w moich ramionach. Oddychała miarowo i spokojnie wtulając nos
w mój płaszcz. Zaśmiałem się cicho. Tak, wdychaj mój zapach, może wtedy łatwiej
będzie cię do mnie przekonać byś była bardziej mi posłuszna.
Doszedłem
do jej pokoju i otworzyłem drzwi. Nie mogłem jej zostawić śpiącej w salonie,
inaczej mógłbym się już przygotowywać na wrzaski Integry. Ułożyłem Łowczynię na
łóżku i spróbowałem odzyskać swój płaszcz, ale kurczowo ściskała fragment w
dłoniach. Warknąłem z irytacją.
-Katherine, no dalej, puść.. Tego akurat nie mogę ci dać.
Dziewczyna
otworzyła powoli oczy.
- Alucard? – spytała sennie i rozluźniła uścisk. Wyjąłem
płaszcz z jej rąk i zarzuciłem na siebie.
- Nie gryź… - wymamrotała niewyraźnie, a kły wysunęły mi się
odruchowo.
- Hm.. – mruknąłem mrużąc oczy i uśmiechając się – pozwolę
ci tej nocy spać, nie ugryzę. – zbliżyłem się do jej twarzy siadając na łóżku.
Wzrok skupiłem na szyi. Wolno przesunąłem palcem po tętnicy wyczuwając stabilny
puls tłoczący przepyszną słodką krew silnymi falami w każdy zakątek jej
organizmu. Bardziej wyostrzyły mi się zęby i bezwiednie przesunąłem nosem po
skórze jej szyi tuż nad tętnicą, upajając się zapachem. Nie mogłem oprzeć się
wrażeniu, że jest w niej coś znajomego, coś co wyróżnia ją spośród innych moich
dawczyń.
***
To na pewno
był sen. A jeśli nie to.. Musiałam to przerwać o ile nie chcę skończyć jako
wysuszona mumia. Leżałam, udając, że śpię. Wampir ewidentnie na mnie wpływał,
czułam się senna, bezwolna i jak naćpana.
Przypomniałam
sobie o naszyjniku który wciąż miałam na sobie. W wisiorku był fragment steli.
Nie miałam pojęcia czy zadziała, ale warto spróbować. Postanowiłam zaryzykować.
Gdy wampir
przysunął się bliżej mnie, delikatnie przesunęłam rękami tak by jedną dosięgnąć
łańcuszka na szyi. Modląc się żeby nie zdążył mnie ugryźć chwyciłam kamień i
szybko nakreśliłam na skórze w okolicy mostka run tarczy ochronnej. Poczułam
ciepło rozchodzące się po ciele a zaraz potem zdjęcie ,,ciężaru” z okolic mojej
szyi i większą swobodę ruchów. Alucard błyskawicznie odsunął się ode mnie.
Siedział teraz zdystansowany, ale jednocześnie rozbawiony. Uniósł jedną brew
patrząc na mnie.
- Jestem pod wrażeniem – odezwał się – Znalazłaś na mnie
sposób.
Oddychałam
szybko wpatrując się w niego dzikim wzrokiem.
- Miałeś jeszcze nic nie robić w sprawie upominania się o
spłacenie długu. – burknęłam – A bronić się jakoś muszę. To naturalny odruch
Łowców w styczności z potworami.
Alucard
zaniósł się lekko psychopatycznym śmiechem.
- Niczego Ci jeszcze nie zrobiłem, jesteś przecież cała. –
powiedział wstając. Pochylił się nade mną i dwoma palcami ujął mnie pod brodę i
uniósł ją tak bym na niego spojrzała - Niemniej jednak.. Musisz być gotowa.
Zacisnęłam
usta robiąc kwaśną minę. Wampir szczerząc się odsunął się ode mnie i wniknął w
ścianę pozostawiając mnie samą w nieokreślonym stanie psychicznym. Zaciskając dłonie
w pięści słyszałam jego cichy śmiech.
-------------------------------
Przepraszam za wstawkę o weganizmie ale jak pisałam ten rozdział miałam wielką zajawkę na zdrowe odzywianie. Poza tym.. to naprawdę ma wpływ na jakość i zapewne smak krwi :D
W następnym rozdziale w końcu będzie rozmowa z Integrą i pojawi się coś istotnego o przeszłości Katy ;)
