poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 2 ~~ "Prawda ma smak wina, amour.."

Czasem jest coś nie na miejscu. Robisz coś i wydaje się że o czymś zapomniałaś, że nie wykonałaś czegoś wystarczająco, że coć powinno wyglądać zupełnie inaczej. Masz wrażenie że spośród tylu możliwości wyboru, ty wzięłaś tą wersje niepełną, gorszą. A co jeśli się okaże że twoje dotychczasowe życie bylo czymś takim? Zyjesz, a nagle bum! wszystko zmienia się o 180`. Nijak nie da się przystosować, ciągle pojawia się pytanie "co by było gdyby..?". Wersji jest tyle ile ktoś ma wyobraźni, jednak nawet najgorsza moze okazać się być tą lepszą, bo ciekawszą od stabilnej stagnacji którą również miało się do wyboru. Działasz albo rezygnujesz. 
----------------------------
 Obudziłam się w wielkim łóżku z kolumnami i puchową szkarłatną pościelą. Czułam się jakbym miała wielkiego kaca, opcjonalnie jakby mnie przejechał walec drogowy. Leżałam i wpatrywałam się w sufit. Gdzie ja do cholery trafiłam? Kim był ten facet w czerwonym płaszczu? Jak zdołał zabić w kilka sekund całą armię zombie? Czy naprawdę przeniósł mnie do tego Hellsing (czymkolwiek to było)?  Czując się tak jakbym właśnie zmartwychwstała, pomarudziłam jeszcze przez parę minut, aż końcu postanowiłam wygrzebać się z pościeli, a przynajmniej spróbować podnieść się do pozycji siedzącej.
            Ziewając i przeczesując zmierzwione włosy rozejrzałam się po pokoju. Cały był w odcieniach czerni, bieli i szkarłatu. Po prawej znajdowało się okno z zasuniętymi czerwonymi zasłonami, przez które wpadało przytłumione światło zachodzącego słońca. Po lewej było wyjście z pokoju, a naprzeciwko łóżka łazienka. Poza tym mieściła się tu szafa, stolik, dwa fotele, komoda i szafka nocna z małą lampką. Podłoga, drzwi i inne meble były z ciemnego dębowego drewna. Wyglądało to trochę jak jakiś pokój hotelowy.
            Wysunęłam się z łóżka i postawiłam stopy na puchatym białym dywanie. Z konsternacją zauważyłam że wciąż mam na sobie zakrwawione ciuchy. Skrzywiłam się, zniesmaczona. Wolno wstałam, a gdy stwierdziłam, że zawroty głowy zupełnie minęły powędrowałam do łazienki.
            To pomieszczenie było całe w bieli. Na szafce zauważyłam ręczniki i ubranie złożone w kostkę, a na niej karteczkę z dopiskiem ,,tymczasowo ubierz to”. Prychnęłam widząc żółtozielony mundur policyjny na który składała się krótka spódnica, koszula i gruby pasek. Buty miałam własne – czarne vansy.
            Spojrzałam w lustro odchylając materiał stroju przy lewym ramieniu. Rany nie było widać, została tylko blizna. W zamyśleniu potarłam tamto miejsce; teraz miałam wobec wampira dług. Ocalił mi życie więc muszę respektować co powie, ewentualnie to jakiej ceny zażąda.. Wzdrygnęłam się i weszłam pod gorący strumień wody, z obrzydzeniem zrzucając z siebie zniszczony strój bojowy. Był już do niczego, zostały same zakrwawione strzępy. Teraz musiałam zmyć z siebie cały ten brud, oczyścić z chaosu wewnętrznego i zewnętrznego.
            Nie miałam już nic. Moja grupa łowców została pewnie przemieniona w zombie, opcjonalnie zabita, moje rzeczy są niewiadomo gdzie, raczej już ich nie odzyskam, zaginęła moja stela, a bez niej jestem jak bez ręki – nie mogę narysować sobie  runów leczniczych, obronnych, dodających rożnych umiejętności, wzmacniających..  Nie mam nawet telefonu. No pięknie.
            Ze złością owinęłam się ręcznikiem wychodząc z kąpieli, drugim zaczęłam wycierać włosy. Wyszłam do pokoju i zauważyłam na łóżku list. Uniosłam brwi. Ewidentnie do mnie, jest nawet podpis: ,,Katy”. Otworzyłam go z ciekawością a moim oczom ukazało się cienkie, pochyłe ozdobne pismo. Przeczytałam następującą treść:
,,Lady Katherine,
Pragnę przeprosić za zbyt duży rozlew krwi. Mam nadzieję, że to Cię nie przeraziło.
Na stoliku masz wzmacniający napój, nie jest niebezpieczny – świadczę, że Ci nie zaszkodzi.
Gdy poczujesz się lepiej wyjdź na korytarz i wejdź w ostatnie drzwi po lewej; Walter przygotuje Ci coś do jedzenia – nie jadłaś od dwóch dni przez czas, gdy byłaś nieprzytomna.
Chcę się z Tobą potem widzieć.
~~Alucard
PS Na stoliku masz też parę owoców – nie chcę żebyś padła z wycieńczenia w drodze do mnie.
~~A. ‘’
            Uniosłam wyżej brwi i przeniosłam wzrok z kartki na stolik. Był tam kubek z parującym naparem oraz miska pełna słodkich owoców. Napój nie pachniał źle. Spróbowałam; smakował jak grzane wino. Co do owoców to nie miałam ochoty ich na razie ruszać. Miałam wrażenie, że mnie zemdli gdy coś zjem. Postanowiłam się jednak ubrać.   Nałożyłam firmowy policyjny mundur i wytarłam niedbale włosy. Były długie do pasa wiec miałam nadzieję że znajdę suszarkę, bo samoistnie będą schnąć wieczność. Owinęłam je ręcznikiem i chwyciłam na chybił trafił owoc z miski. Nigdy takiego nie jadłam, widać że był jakiś egzotyczny. Pachniał nieziemsko – czuć było mango, banana, ananas..  Nagle  przerwało mi pukanie do drzwi.
- Hm, proszę wejść! – krzyknęłam odrzucając owoc w miskę tak, że zachwiała się niebezpiecznie, a ja rzuciłam się ku niej by ją przytrzymać. No świetnie, najlepiej rozwalić im cały dom na wejście. To tak bardzo w moim stylu..
            Do pokoju wszedł starszy mężczyzna z poprzetykanymi siwizną ciemnymi włosami zaczesanymi do tyłu i jasnymi oczami. Spostrzegłam, że ma monokl na nosie zamiast tradycyjnych okularów. Styl miał elegancki, jego ubranie przypominało trochę strój lokaja. Odezwał się głębokim głosem:
- Jestem Walter, Sir Alucard kazał mi sprawdzić jak się czujesz.
- Dziękuję, już jest w porządku. – odpowiedziałam – Ale byłabym wdzięczna za informację gdzie jestem i dlaczego. – wyjaśniłam krzyżując ręce na piersi.
- Oh, Lady Integra wszystko wyjaśni. Chce się spotkać z tobą, gdy odzyskasz siły – powiedział Walter – Rozumiemy jednak, że możesz być wyczerpana. Na końcu korytarza jest kuchnia, przyjdź, damy ci coś do jedzenia. Sir Alucard nie byłby zadowolony, że głodujesz.
- W porządku.. Ale co on ma do tego, co go obchodzi czy coś jem czy nie? – usiadłam w fotelu i objęłam rękoma kubek z resztą gorącego naparu, aby ogrzać dłonie.
            Walter założył ręce za siebie i uśmiechnął się spuszczając wzrok na podłogę.
 - Nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia, przykro mi, ale.. jedzenie polepsza jakość krwi. Stąd jego zainteresowanie tym.
            Z niewyraźną miną przełknęłam ślinę i mocniej ścisnęłam kubek z parującym napojem. Żądza krwi i wampir zaintrygowany mną, a raczej moim układem krwionośnym. Miałam ochotę w tamtym momencie stamtąd wybiec. Ciekawość jednak zwyciężyła – musiałam dowiedzieć się o co tu chodzi, kim oni są i czym jest organizacja Hellsing.
***
            Gdy wysuszyłam i ułożyłam włosy oraz ogarnęłam się, wyszłam z pokoju  i skierowałam się w lewo szukając kuchni. Na końcu korytarza było kamienne rozwidlenie prowadzące w dół  – na prawo były schody prowadzące w długi korytarz, a na lewo kilka schodków kończących się ciężkimi, drewnianymi drzwiami.  
            Pełna napięcia wolno zeszłam po kamiennych stopniach i wślizgnęłam się przez uchylone drzwi do pomieszczenia. Oparłam się plecami o dębowe wrota i zlustrowałam wzrokiem pokój. To rzeczywiście była kuchnia. Czego się spodziewałam? Średniowiecznego pokoju tortur? Celi więziennej? Kaplicy? Odetchnęłam spokojniej.
            Pomieszczenie nie było specjalnie duże. Na środku stał stół z  4 krzesłami, a przy ścianach były blaty i szafki z ciemnego drewna. Po lewej stronie niedaleko drzwi był duży kominek – piec; ten element był jak ze średniowiecznego zamku. Za stołem, pod przeciwległą do drzwi ścianą stały dwa fotele i mały stolik. Cała kuchnia miała swego rodzaju klimat. Zbliżyłam się do kominka by się trochę ogrzać.
            Chwilę potem do pokoju weszła jakaś kobieta. Była może w wieku Waltera. Włosy miała siwe, spięte w  kok. Oczy dobrotliwie spoglądały na świat, a usta były ułożone w serdeczny uśmiech. Zmarszczki na twarzy zdradzały jednak, że dużo przeszła i wiele widziała.
- Witaj Katherine, Walter mówił, że przyjdziesz. Jestem Elaine. – uśmiechnęła się.
- Uhm dzień dobry, miło mi panią poznać, ale proszę niech pani mówi Katy, nie lubię pełnej wersji imienia, Katherine jest zbyt oficjalne. – powiedziałam ostrożnie.
- W porządku, nie ma problemu Katy – odparła – Pracuję tu jako kucharka, pomagają mi Sophie i Anna.
            Od razu czujnie zapytałam:
- Przepraszam.. To ludzie czy wampiry?
            Kobieta zaśmiała się.
- Tak, to normalne dziewczyny. Wampirem jest tutaj tylko Sir Alucard – jego imię wypowiedziała z pewnym dystansem w głosie. Raczej nie była do niego nastawiona pozytywnie. – No ale pewnie jesteś głodna, blado wyglądasz moje dziecko.. Zaraz zrobię coś do jedzenia.
- Pomogę pani – zaoferowałam się. Weganizm zobowiązuje. Gdy Elanie dowiedziała się o mojej diecie, upomniała mnie oczywiście, że jestem niedożywiona i tak dalej.. Szkoda, że zamiast trochę o tym poczytać, wszyscy wolą wierzyć w bzdury. Dostałam kanapki i kakao (mleko sojowe zapożyczone z zapasów mlek do kawy Integry).
- Chodźmy do salonu, zjesz tam. – powiedziała Elanie stawiając talerz i kubek na tacy. Dołożyła do tego jeszcze dwa wysokie kieliszki i coś opakowane szarym papierem. – Takie dostałam zlecenia.. – wyjaśniła gdy napotkała mój pytający wzrok. Westchnęła patrząc na mnie z troską w oczach.
            Z niewyraźną miną ruszyłam za nią. Przeszłyśmy przez parę schodków i korytarzy aż znalazłyśmy się pod drzwiami pomalowanymi na biało, przyozdobionymi złotymi elementami. Weszłyśmy do środka. Elaine od razu skierowała się na prawo, a ja ogarnęłam wzrokiem pokój. Ściany były obite do połowy ciemną boazerią, na górnej części znajdowała się  złoto-biała tapeta z wzorzystymi, delikatnymi ornamentami. Lewą stronę pomieszczenia zajmowały półki z książkami. Naprzeciwko drzwi były trzy wielkie okna. Po prawej znajdował się kominek, ława, fotele i sofa na której leżał, a raczej BYŁ ROZWALONY Alucard. Z leniwym uśmiechem na ustach bawił się sztyletem. Tam właśnie skierowała się Elaine. W fotelu koło okna przy biblioteczce, koło fortepianu siedział Walter i pił kawę czytając coś. Widząc mnie uśmiechnął się i skinął głową wstając. Odwzajemniłam gest.
            Podeszłam do mebli przed kominkiem. Alucard spojrzał na mnie uśmiechając się i odsłaniając jednocześnie kły. Dojrzałam, że znów nie miał kapelusza ani okularów.
- No nareszcie, jeszcze chwila a sam bym do ciebie poszedł – powiedział rzucając sztyletem w ramę obrazu naprzeciwko niego. Wytrzeszczyłam oczy.
- Alucard. – skarciła go Elanie. – Lady Integra nie będzie zadowolona.
- Tak tak – machnął ręką wampir podnosząc się do pozycji siedzącej i zakładając nogę na nogę – ,,Alucard! Co ty sobie wyobrażasz?! TO MACHOŃ!” – zaczął parodiować kobiecy głos i przewrócił oczami.
            Uśmiechnęłam się lekko.
- A ty możesz usiąść, Łowczyni Demonów – powiedział wampir mierząc mnie wzrokiem i odchylając się na oparcie kanapy z założonymi pod głowę rękami – Nie lubię, gdy ktoś nade mną stoi, a nie chcę jeszcze używać na tobie siły.
            Uśmiech zastąpiłam podejrzliwym wyrazem twarzy. Kątem oka zobaczyłam jak Elaine wycofuje się i idzie w kierunku Waltera. Oboje wymienili kilka słów i wyszli z pokoju. Czyli zostałam z tym świrem sama. Świetnie.
            Patrząc badawczo na wampira usiadłam na skraju fotela.
- Nie bój się, mebel cię nie ugryzie – powiedział na wstępie Alucard, odsłaniając rząd ostrych zębów.
- Niczego się nie boję – prychnęłam i usiadłam wygodniej.
- Mógłbym Cię przekonać, że jednak potrafisz się bać, ale nie chcę marnować czasu. Teraz.. musimy porozmawiać. – mówiąc to wstał i podszedł do regału skąd wyjął butelkę wina. Otworzył ją i nalał ciemnoczerwonego płynu do kieliszków. Jeden podsunął do mnie. Popatrzyłam obojętnie na alkohol. Nagle coś mi zaświtało w głowie.
- Alucard, skąd wiesz, że jestem Nocnym Łowcą? – zapytałam.
- To proste, widziałem twoją broń, to jak walczyłaś i znaki na twoim ciele. – odparł.
- Dobra, a dlaczego mnie uratowałeś? – wyrzuciłam z siebie. Najwyższy czas się dowiedzieć. Miał w tym jakiś szczególny, własny cel..?
            Alucard upił łyk wina i zamyślił się wbijając wzrok w krwistą ciecz na dnie kielicha. W końcu spojrzał na mnie i  odpowiedział:
- Szczerze to  nie wiem. Może dla zabawy.. Bo się nudziłem.. Dla towarzystwa… Dla..krwi. – odstawił naczynie na stolik znów uśmiechając się szatańsko – Powodów jest mnóstwo, wszystkie mają w sobie trochę prawdy.
- Powiedziałeś.. – zaczęłam z trudem, siedząc jak na szpilkach – coś o krwi. Mojej krwi. Wtedy gdy ratowałeś mnie w fabryce.
- Ach tak, pamiętam – powiedział przeciągając sylaby i znowu odchylając się na oparcie kanapy. Wbił we mnie wzrok i przesunął językiem po zębach.- Ma w sobie coś.. wyjątkowego.
- Dlaczego? Co w niej takiego jest? – odsunęłam się od niego cała spięta.
- Cóż krew dziewic jest najlepsza – zaczął, a ja zaczerwieniłam się lekko, na co Alucard zaśmiał się cicho – Masz w żyłach krew aniołów, Nocny Łowco. To zapewne poprawia jakość. Piłem już taką krew ale smakowała gorzej niż twoja, musi być coś jeszcze.. – zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- Sposób odżywiania ma wpływ? – podsunęłam.
- Oh tak – mruknął – domyśliłaś się gdy zostawiłem Ci wino i słodkie owoce, tak?
- Owszem.. – zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Kiedyś krew była wyśmienita, teraz ludzie są.. –  nie dokończył krzywiąc się.
            Ja spojrzałam w bok. No i mamy odpowiedź. To, że nie jadłam śmieci dodatkowo poprawiało mój stan krwi. Poczułam pęd powietrza wokół siebie i zamrugałam. Sekundę wcześniej siedziałam w fotelu i rozmyślałam, a teraz półleżę odchylona na oparcie, podczas gdy jakiś psycho-wampir pochyla się nade mną trzymając mnie za ramię. Popatrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.
~~Słyszę co myślisz – usłyszałam w głowie – I mogę powiedzieć, że to jak się odżywiasz ma na pewno wpływ na krew. Ale naprawdę minimalny, musi być coś jeszcze..
            Serce podskoczyło mi do gardła gdy wampir ujął mój podbródek, zmuszając mnie bym lekko odchyliła głowę. Wampir pochylił się, aż poczułam jego oddech w zagłębieniu mojej szyi. Przesunął nosem po skórze wdychając mój zapach.
- Alucard.. – wycedziłam z trudem – Nie..
            Poczułam jak zaciska dłonie na moich ramionach i odsuwa się lekko tak bym mogła zobaczyć jego diabelski uśmiech.
- Nie mam w zwyczaju słuchać kogoś innego prócz Integry.. – zaznaczył.
- Chcesz mnie zabić? – spytałam cicho – Czy wykończyć? Słaba na nic ci się nie przydam.
            Chwilę patrzyłam w czerwone tęczówki wampira. W końcu odsunął się, ale wkurzający uśmieszek wciąż był widoczny na jego ustach.
- Zjedz coś i napij się. Masz rację – nie przydasz mi się będąc cieniem człowieka. – znów usiadł i założył nogę na nogę.
            Odetchnęłam i stwierdziłam że naprawdę musze coś zjeść bo padnę, a bycie w tej chwili nieprzytomną to najgorsze co mogłoby mi się przytrafić. Chwyciłam więc jedną kanapkę z talerza i podwinęłam nogi pod siebie na siedzenie fotela. Wampir mruknął coś niewyraźnie, obserwując mnie. Wziął opakowaną paczkę z tacy i odwinął z papieru. Zemdliło mnie, gdy zobaczyłam, że to krew medyczna.
- Tak, mnie też mdli, ale nie mam wyjścia. – prychnął Alucard i rozerwał zębami woreczek. Upił łyk.
- Jaka grupa? – spytałam lekko ciekawa biorąc w dłonie kubek z kakao.
- Najlepsza. Tylko taką zamawia mi Lady Integra. – oświadczył.
- Czyli?
- B Rh-. Jest najsłodsza i można powiedzieć najmniej spotykana.
            Zacisnęłam usta. Cholera, ja mam taką grupę krwi.. Wampir zmrużył oczy uśmiechając się.
– No i mamy kolejny czynnik świadczący o jakości i atrakcyjności krwi. – pstryknął palcami.
- Czytasz w myślach? -  wycelowałam w niego łyżeczką.
- Odruch – wzruszył ramionami.
- Nie rób tego – warknęłam.
            Wampir parsknął śmiechem patrząc na mnie pobłażliwie.
            Cholera nie da się nie myśleć o niczym.
            Alucard uśmiechał się coraz szerzej.
- Nie zapominaj: widzę, słyszę i wiem wszystko co chcę. Nie ukryjesz niczego, jeśli będę chciał się o tym dowiedzieć.
            Zadrżałam. Chciałam pomyśleć o Szarej Księdze. Tam były wszystkie runy, może znalazłabym jakiś ochronny, żeby ustrzec się przed taką wampiryczną mocą. Zasępiłam się. Nie mogło mi to nawet przejść przez myśl, bo wampir zaraz by to wyłapał. Tymczasem Alucard wrócił do tematu krwi.
- Wiesz dlaczego jestem tak chętnie nastawiony do akurat tej grupy?
- B Rh-? – mruknęłam pijąc kakao.
- Tak. Kiedyś, dekady temu sam miałem krew tego rodzaju. – wyjaśnił patrząc w ogień i znów trzymając w jednej ręce kieliszek wina – To dlatego mój organizm domaga się najbardziej tej grupy, to ona jest najlepiej przyswajalna, najwspanialej smakuje. Ciało pamięta krew krążącą kiedyś w moich żyłach, nic więc dziwnego, że domagam się tej, którą kiedyś sam posiadałem.
            Słuchałam w milczeniu. To miało jakiś sens.
- A co z konfliktem serologicznym i aglutynacją krwi? – zapytałam, z czystej naukowej ciekawości. Wampir pijąc krew dzięki niej funkcjonuje. Musi być więc ona jakoś przyswajana przez organizm. A jeśli napije się dwóch różnych rodzajów jeden po drugim..? Nie wspominając o resztkach na których funkcjonował organizm przed dostarczeniem nowej porcji. Czy nie powinno się coś stać? Nie umrze, fakt, ale taka krew powinna się ,,pozlepiać”..
            Alucard przewrócił oczami. Odezwał się z niechęcią:
- Ja nie żyję, więc to mi nie zaszkodzi. Nie wiem jak to funkcjonuje.
- Ale.. – zaczęłam.
- Milcz. – rozkazał gromiąc mnie spojrzeniem – I skończ temat.
            Uciszyłam się. Bardzo wrażliwie zareagował.
- Za to.. omówimy inne warunki – zmierzył mnie wzrokiem – Cena za uratowanie życia.
            Otworzyłam szerzej oczy. No tak, mogłam się domyśleć, że nie ratuje mnie z czystej przekory i że co ważniejsze nie robi tego ZA DARMO. To było jasne, że zechce wyciągnąć z tej akcji najwięcej ile tylko się da.
- Słucham – założyłam ręce na piersiach.
- Nie możesz odmówić, masz wobec mnie dług, który musisz spłacić robiąc to co ci powiem – oznajmił wyraźnie rozkoszując się tą informacją – Warunki są takie, że pozwolisz mi napić się swojej krwi.
            Osłupiałam.
- Co? – warknęłam prostując się i napinając odruchowo wszystkie mięśnie – Nie ma mowy!
- Umowa to umowa – oświadczył wampir chwytając butelkę wina i odkorkowując ją zębami.
- Mam ci posłużyć za posiłek? – spytałam z przekąsem patrząc jak ciemnoczerwona ciecz przepływa z butelki do wysokiego kieliszka. – Może jakaś druga opcja? – zasugerowałam.
- Nie ma drugiej opcji, dziewczyno! – zirytował się Alucard – Zapłata musi być sowita,  adekwatna do wykonanego czynu, a tylko krew ma dość wysoką cenę.
- Czyli… - przełknęłam ślinę – Kiedy to zrobisz?
- Kiedy wydobrzejesz – odpowiedział wampir – Teraz Sir Integra zabroniła mi tego. Wie o układzie i o tym, że cię uratowałem, już jej wszystko opowiedziałem. Była oczywiście oburzona, chciała we mnie rzucać wszystkim czym miała pod ręką.. – uśmiechnął się krzywo.
- A jeśli odmówię? – zapytałam.
 - Przekonam cię – Alucard uśmiechnął się wyniośle.
- Rozumiem, że nie mam wyjścia? – wpatrzyłam się w płomienie w kominku.
- Dokładnie, Łowco. – przytaknął.
            Westchnęłam kierując na niego swoje płonące gniewem oczy.
- Ale nie zabijesz mnie?
- Nie, jak już wspomniałem jesteś mi potrzebna. – odparł - Dlatego dałem Ci możliwość wyboru tam w fabryce. Chciałem zabrać cię ze sobą, tu, do siedziby Hellsing. Będziesz ze mną cały czas. Żywa. Dopóki oczywiście nie zdarzy się coś przez co będę musiał uczynić cię nieśmiertelną. – dodał nonszalancko.
- Nie będę wampirem – oświadczyłam kategorycznie.
- Nie pociąga cię to? – zapytał Alucard, układając usta w coś na kształt półuśmiechu i zerkając na mnie z ukosa – Fascynacja, potem pragnienie.. Sama zobaczysz.
- Mam rozumieć że jestem więźniem, tak? – burknęłam.
            Czy kiedykolwiek mnie stąd wypuszczą? Czy jeszcze kiedykolwiek zobaczę moich bliskich przyjaciół Łowców z Instytutu? Czy odzyskam choć część swoich rzeczy?
- Jeśli będziesz się dobrze zachowywać to tak, pozwolę ci iść pożegnać się do Instytutu i wziąć swoje rzeczy. – oznajmił niedbale Alucard.
            Zacisnęłam pięści. Znowu to robił! Czytał mi w myślach. To było chore i cholernie mnie wkurzało. A co więcej, odnosił się do mnie jakbym naprawdę była więźniem na jego łasce.
- Wynocha z mojej głowy! – wrzasnęłam i rzuciłam w niego łyżeczką trafiając w jego policzek. Alucard uniósł brwi zaskoczony, gdy krwawa pręga jak po oparzeniu, po dotknięciu łyżeczki zostawiła ślad na jego skórze.
            Srebro. Rani wampiry.
            Oczywiście nietrwale, bo rana zaraz się zagoiła i kilka sekund potem nie było śladu po otarciu.
            Alucard spojrzał na mnie. Przeraziłam się tego wzroku.
- Nigdy więcej nie podnoś na mnie ręki – warknął – Powinnaś zostać ukarana..
- Ale.. mam jeszcze nietykalność osobistą – zaprotestowałam niemrawo.
            Wampir momentalnie stanął nade mną, pochylił się i wbił palce w moją szyję. Jęknęłam.
- Głupia – syknął, a ja popatrzyłam na niego ze złością. Poczułam przypływ siły. Powiedziałam żeby nie czytał w myślach, nie posłuchał; poza tym traktował mnie po chamsku, jak jakąś rzecz.. To wystarczyłoby żeby ktokolwiek stracił panowanie nad sobą.
- Dupek z ciebie – zaczęłam – Zachowujesz się jak arogancki władca świata, a jak ktoś ci radzi, żebyś spuścił trochę powietrza ze swojego nadętego ego, to już rzucasz się na niego z łapami i zębami.
            Alucard puścił mnie z beznamiętnym wyrazem twarzy. Serce trzepotało mi w piersi jak wystraszony ptak. Umysł miałam jednak chłodny i spokojny. Potrafiłam wyciszyć nerwy i emocje. Może przez znaki, a może wystarczyła tylko silna wola.
- Przepraszam – powiedział wolno cofając się. Czyżby naprawdę wzbudził w sobie poczucie winy? Nie zdążyłam zapytać bo coś nam przerwało.
- Alucard, robisz się stary i sentymentalny – odezwał się czyjś głos spod drzwi wejściowych. Stała tam kobieta ubrana po męsku - w garnitur. Miała jasne długie włosy, okrągłe okulary na nosie i cygaro w ustach.
            Wampir odwrócił się do niej i rzekł:
- Zdefiniuj proszę słowo ,,stary”, mam prawie 600 lat.
            Kobieta wykrzywiła usta w uśmiechu.
- Nie przeszkadzajcie sobie, wezmę tylko jedną książkę. Jutro chcę was widzieć w moim gabinecie – oznajmiła blondynka i podeszła do regału z książkami.
- Ależ oczywiście moja pani Integro. – Alucard skłonił się lekko, ale charakterystyczny uśmiech wciąż błądził na jego ustach.
- I zachowuj się sługo, nie zamęcz jej – Integra wskazała na mnie – Jest już późno w nocy, ludzie potrzebują snu.
- Ona jest moja, nie twoja – uciął wampir, a ja przewróciłam oczami.
- Nie jestem niczyja – uściśliłam – Niech pani go pod tym względem nie słucha, ubzdurał coś sobie.
            Integra wykrzywiła usta w uśmiechu.
- Cóż, podoba mi się – powiedziała – oczekuję was niedługo. Musimy omówić twoje przyjęcie do organizacji. – zwróciła się do mnie.
- Moje przyjęcie do organizacji? – powtórzyłam jak echo.
- Organizacja Hellsing – wyjaśnił nonszalancko Alucard.
- Możesz jej powiedzieć coś niecoś o ile zechce Cię słuchać – powiedziała Integra i wyszła zamykając za sobą drzwi.
            Byłam pozytywnie zaskoczona. Nie myślałam, że wyskoczą z taką propozycją. Zakładałam, że zrobią mnie pokojówką, przenośną spiżarnią, sprzątaczką czy nawet kucharką.. A tu takie wyróżnienie.
- Przyjmiecie mnie do organizacji? – spytałam żeby usłyszeć to jeszcze raz i się upewnić.
- Oczywiście, tak jak słyszałaś. – oznajmił Alucard i zamieszał winem w kieliszku.
- Co bym miała tu robić? – spytałam.
- Oh no wiesz.. walka, jazda na misje.. Ze mną oczywiście. Po to Cię zabrałem, wydałaś mi się odpowiednią osobą. – odpowiedział, a zaraz kontynuował – Zajmujemy się głównie zabijaniem ghouli.. To twoje zadanie, dla mnie zostają przypadki cięższego kalibru. – zaznaczył.
            Spojrzałam na niego sceptycznie.
- Dla mnie zostają jakieś nudne zombie, a Ty zabierasz sobie ciekawe przypadki i zgarniasz całą rozrywkę? Wątpisz w moje umiejętności?
            Wampir uniósł lekko kąciki ust spoglądając na mnie.
- Dobrze, zrobimy test. Sprawdzę cię jeśli tak bardzo chcesz. – oznajmił – I tak.. – dodał po chwili – wątpię w twoje umiejętności.
            Sapnęłam z irytacji i odwróciłam się od niego w kierunku okna. W ciemności widać było przez nie kawałek terenu wokół posiadłości i dalekie latarnie przy bramie. Zerkając to na okno to na ogień w kominku dokończyłam ,,kolację” i zwinęłam się  w kłębek w fotelu. Myślałam, że zostałam sama w pomieszczeniu, wampir nie dawał znaku życia przez ostatnie minuty. Chciałam wstać i trochę się rozejrzeć, może przejrzeć kilka książek.. Odwróciłam się powoli wstając i zaklęłam.
- Cholera, Alucard.. – spojrzałam na niego ze złością – Nie czaj się tak.
            Wampir siedział na kanapie i uważnie mnie obserwował. Gdy się odezwałam uniósł brew.
- Myślałem, że zamierzasz  tu spać. – odparł leniwie.
- A Ty chciałeś tu siedzieć całą noc i patrzeć jak śpię? – spytałam z przekąsem zakładając ręce na piersi.
- A co tu innego można robić – wzruszył ramionami.
- Możesz przynieść mi jakiś koc – zaproponowałam. Nie chciało mi się wracać do pokoju. Lubiłam siedzieć przy kominku, a śpiąca aż tak nie byłam; wystarczyło mi snu przez ten wypadek i ostatnią prawie śpiączkę.
- Nie sądzę – Wampir zlustrował mnie spojrzeniem. – Co bym z tego miał?
- Moją sympatię. – odparłam.
- Do diabła, żartujesz sobie ze mnie? – prychnął wampir.
- Wiem co byś chciał i nie zamierzam przehandlować pół litra krwi przez jakąś głupotkę. – burknęłam i znów się od niego odwróciłam. Zadrżałam z zimna. Noce są chłodne szczególnie w starych wielkich budowlach o zimnych kamiennych murach. Wtem usłyszałam zrezygnowane westchnięcie i kroki. Kątem oka zauważyłam jak wampir wnika w ścianę. Gapiłam się parę sekund w tamto miejsce. Naraz potrząsnęłam głową i otrzeźwiałam. Wróciłam wzrokiem do płomieni na kominku. Ziewnęłam i przymknęłam oczy czując ciepło ognia na powiekach.
            Obudziło mnie miarowe kołysanie. Półsenna zamrugałam i spostrzegłam że Alucard znowu mnie gdzieś niesie. Nie trzęsłam się już z zimna – dotarło do mnie, że jestem opatulona jego płaszczem. Nie chciało mi się wyrywać i z nim kłócić. Było mi tak ciepło, a płaszcz pachniał prochem strzelniczym, krwią, miętą, wyczuwalnie słodkim zapachem wina oraz nutą czegoś wspaniałego, czego nie potrafiłam nazwać. Była to magnetyzująca mieszanka zapachów, miała w sobie coś upajającego.. Otrząsnęłam się niezauważalnie i zacisnęłam usta. Zaciągać się jego zapachem? Ja? Nie ma mowy! Odwróciłam nieznacznie głowę i po chwili znowu zapadłam w sen.
.
Alucard’s pov.
            Ta mała Łowczyni ma w sobie coś irytującego i zabawnego jednocześnie. Muszę za nią teraz biegać, cholera.. ale poniekąd sam tego chciałem.
            Może zrobiłem błąd..?
            Zamyśliłem się. Nie, myślę że jest warta tego i odpowiednio mi się przyda. Ciekawie będzie mieć po swojej stronie, pod swoimi rozkazami Nocnego Łowcę.
            Zerknąłem w dół na dziewczynę w moich ramionach. Oddychała miarowo i spokojnie wtulając nos w mój płaszcz. Zaśmiałem się cicho. Tak, wdychaj mój zapach, może wtedy łatwiej będzie cię do mnie przekonać byś była bardziej mi posłuszna.
            Doszedłem do jej pokoju i otworzyłem drzwi. Nie mogłem jej zostawić śpiącej w salonie, inaczej mógłbym się już przygotowywać na wrzaski Integry. Ułożyłem Łowczynię na łóżku i spróbowałem odzyskać swój płaszcz, ale kurczowo ściskała fragment w dłoniach. Warknąłem z irytacją.
-Katherine, no dalej, puść.. Tego akurat nie mogę ci dać.
            Dziewczyna otworzyła powoli oczy.
- Alucard? – spytała sennie i rozluźniła uścisk. Wyjąłem płaszcz z jej rąk i zarzuciłem na siebie.
- Nie gryź… - wymamrotała niewyraźnie, a kły wysunęły mi się odruchowo.
- Hm.. – mruknąłem mrużąc oczy i uśmiechając się – pozwolę ci tej nocy spać, nie ugryzę. – zbliżyłem się do jej twarzy siadając na łóżku. Wzrok skupiłem na szyi. Wolno przesunąłem palcem po tętnicy wyczuwając stabilny puls tłoczący przepyszną słodką krew silnymi falami w każdy zakątek jej organizmu. Bardziej wyostrzyły mi się zęby i bezwiednie przesunąłem nosem po skórze jej szyi tuż nad tętnicą, upajając się zapachem. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest w niej coś znajomego, coś co wyróżnia ją spośród innych moich dawczyń.
***
            To na pewno był sen. A jeśli nie to.. Musiałam to przerwać o ile nie chcę skończyć jako wysuszona mumia. Leżałam, udając, że śpię. Wampir ewidentnie na mnie wpływał, czułam się senna, bezwolna i jak naćpana.
            Przypomniałam sobie o naszyjniku który wciąż miałam na sobie. W wisiorku był fragment steli. Nie miałam pojęcia czy zadziała, ale warto spróbować. Postanowiłam zaryzykować.
            Gdy wampir przysunął się bliżej mnie, delikatnie przesunęłam rękami tak by jedną dosięgnąć łańcuszka na szyi. Modląc się żeby nie zdążył mnie ugryźć chwyciłam kamień i szybko nakreśliłam na skórze w okolicy mostka run tarczy ochronnej. Poczułam ciepło rozchodzące się po ciele a zaraz potem zdjęcie ,,ciężaru” z okolic mojej szyi i większą swobodę ruchów. Alucard błyskawicznie odsunął się ode mnie. Siedział teraz zdystansowany, ale jednocześnie rozbawiony. Uniósł jedną brew patrząc na mnie.
- Jestem pod wrażeniem – odezwał się – Znalazłaś na mnie sposób.
            Oddychałam szybko wpatrując się w niego dzikim wzrokiem.
- Miałeś jeszcze nic nie robić w sprawie upominania się o spłacenie długu. – burknęłam – A bronić się jakoś muszę. To naturalny odruch Łowców  w styczności z potworami.
            Alucard zaniósł się lekko psychopatycznym śmiechem.
- Niczego Ci jeszcze nie zrobiłem, jesteś przecież cała. – powiedział wstając. Pochylił się nade mną i dwoma palcami ujął mnie pod brodę i uniósł ją tak bym na niego spojrzała - Niemniej jednak.. Musisz być gotowa.

            Zacisnęłam usta robiąc kwaśną minę. Wampir szczerząc się odsunął się ode mnie i wniknął w ścianę pozostawiając mnie samą w nieokreślonym stanie psychicznym. Zaciskając dłonie w pięści słyszałam jego cichy śmiech. 
-------------------------------
Przepraszam za wstawkę o weganizmie ale jak pisałam ten rozdział miałam wielką zajawkę na zdrowe odzywianie. Poza tym.. to naprawdę ma wpływ na jakość i zapewne smak krwi :D 
W następnym rozdziale w końcu będzie rozmowa z Integrą i pojawi się coś istotnego o przeszłości Katy ;)

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 1 ~~ ,,Każdy zabójca zasługuje na trochę rozrywki."

Pierwszy rozdział można  traktować jako Prolog. Jest to podobna akcja do tej znanej z anime (gdy Alucard pierwszy raz spotyka Seras), też jest akcja ratunkowa tylko że.. inna. No i główną postacią nie jest Seras tylko Katy, bohaterka opowiadania, Nocna Łowczyni. :p Jest jednak sporo zmienione, dużo istotnych szczegółów. 
Piszę na próbę, bo lubię, co z tego wyjdzie to zobaczymy.
---------------
            Ze zdeterminowaną miną ruszyłam w kierunku fabryki. Pod podeszwami moich czarnych vansów zachrzęścił gruz – resztki zburzonych ścian i okolicznych budynków.  Wszystko był totalną ruiną; w rejonie panowała pandemia, tajemnicza choroba rozprzestrzeniała się w zatrważającym tempie. Świadkowie mówili że ludzie zachowują się i wyglądają jak zombie. Z pewnymi wyjątkami.. Inaczej wyglądali i zachowywali się przywódcy - bladzi i nadludzko silni. Nasza diagnoza była jasna: wampiry i ghoule. 
            Poprawiłam pas z bronią i obciągnęłam bluzkę z czarnego obcisłego materiału. Mój strój bojowy był cały w czerni. Jestem Nocnym Łowcą, więc żaden wampirzy zombie mnie nie zaskoczy. Ścisnęłam w dłoni miecz z anielskiego tworzywa, o ostrzu nasączonym wodą święconą. Miałam jej w dodatku dwie buteleczki, tak na wszelki wypadek.
            Z daleka słyszałam jak inni członkowie grupy wykańczają po kolei ghoule-zombie. Ja zajęłam się przywódcą klanu. Zlokalizowałam więc cel na piętrze opuszczonej fabryki i rozglądając się czujnie na boki, wspięłam się po schodach. Powoli otworzyłam drzwi głównej hali, wślizgnęłam się do środka i omiotłam wzrokiem pomieszczenie. Pełne było odłamków szkła, papierów, kawałków mebli i jakichś maszyn. Wzdłuż sali stały nawy z półkami, na które padało blade światło księżyca wpadające przez okna z resztkami szyb w okiennicach. 
            Nagle dojrzałam jakiś ruch za jedną z półek na końcu pomieszczenia. Zmarszczyłam groźnie brwi; to była jakaś  postać. Brudne, plugawe stworzenie zabijające wszystko co popadnie. Stwór był  daleko,  więc schowałam miecz, jednocześnie wyciągając błyskawicznie pistolet ze srebrno-żelaznymi kulami. Usłyszałam jak wampir się zaśmiał. Długie kły błysnęły w bladym świetle księżyca.
- Nie jesteś w stanie mnie zabić, Łowco – powiedział, powoli podchodząc bliżej mnie.
- Zdziwisz się – wycedziłam unosząc broń również idąc w jego kierunku by mieć pewniejszy strzał.
            Nagle zniknął. Zamrugałam zaskoczona. Obejrzałam się za siebie. Pustka i cisza. Wtem usłyszałam dźwięk od którego włosy zjeżyły mi się na głowie – ociężały odgłos wielu kroków i oddechy dużej grupy.. osób? Z powrotem obróciłam się ku miejscu gdzie widziałam wampira i otworzyłam szerzej oczy. Z naw zaczęły wychodzić ghoule – strażnicy swojego Pana. Było ich całe mnóstwo. Przełknęłam ślinę, a broń w mojej dłoni zadrżała. Cofnęłam się o krok wpadając na kogoś. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, gdy czyjeś ramiona oplotły mnie od tyłu i skutecznie unieruchomiły. Broń wypadła mi z ręki i z głuchym odgłosem uderzyła w posadzkę.
- Mówiłem, że mnie nie zabijesz – usłyszałam tuż obok mojego ucha złośliwy głos Przywódcy.  Stojący nieopodal strażnicy-zombie zaśmiali się szyderczo.
            Dłonie wampira przesunęły się – jedna na moją talię obejmując mnie wpół, a druga przez moje piersi na szyję.
- Puszczaj mnie! – jęknęłam próbując się wyrwać i dosięgnąć mojego sztyletu, wody święconej, czegokolwiek…
-Siedź grzecznie i nie wyrywaj się, jesteś mi potrzebna. – zastrzegł wampir zaciskając ręce na moim ciele. – I nie radzę krzyczeć..
            Warknęłam z bezsilnej złości i kopnęłam go w kolano. Syknął i wbił palce w moje ciało.
- Głupia, zapłacisz za to. Zabiję cię.. Powoli i boleśnie.. Ale najpierw.. – zaczął syczeć  złowieszczo, delektując się  groźbą. Zacisnęłam zęby. Czułam już jego oddech na szyi i paznokcie rozrywające materiał mojej koszulki na obojczykach.  
            Zacisnęłam powieki przygotowana na najgorsze..
            W tej samej chwili usłyszałam jak z hukiem otwierają się drzwi wejściowe do hali. Otworzyłam oczy i zamarłam. Stał tam wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Elegancko, aczkolwiek trochę nietypowo ubrany. Wzrok przykuwał czerwony płaszcz, kapelusz i okulary z pomarańczowobrązowymi szkłami. Twarz miał ukrytą w cieniu pod kapeluszem, trudno więc było ocenić jego wiek. Na pierwszy plan wysuwał się srebrny pistolet trzymany w jego prawej ręce .. wymierzony centralnie we mnie. Przełknęłam ślinę. Ratunek? Gość nie wygląda na wybawiciela. Mimo wszystko..  Mam zacząć skręcać mój naszyjnik nadziei..?
- No no, nie radzę w ten sposób marnować krwi – odezwał się człowiek w szkarłacie i wciągnął powietrze – w dodatku tak dobrej jakości.. Puść ją, nie będę powtarzał dwa razy.
- Kim ty jesteś żeby wpadać tu i mieć czelność mi rozkazywać? – prychnął Przywódca nadal trzymając mnie w żelaznym uścisku.    
            Nowoprzybyły uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów.. i wyraźnie widoczne, ostre kły. Rozszerzyły mi się źrenice. Wampir? Kolejny Przywódca? Wbijałam w niego wzrok, zszokowana.
- Jestem Alucard – przedstawił się– więcej nie musisz wiedzieć, do niczego już ci się to nie przyda – skwitował podchodząc bliżej na co strażnicy-zombie unieśli broń.
- Alucardzie, przeszkadzasz mi, dam ci szansę przeżycia jeśli teraz odejdziesz.. w szybkim tempie. – wycedził podenerwowany Przywódca.
            Alucard zaśmiał się złoswieszczo, przez co przebiegł mnie dreszcz. Przywódca warknął coraz bardziej rozeźlony swobodnym zachowaniem przybysza. Szkarłatny Łowca nic sobie z tego nie robił. Zaczął mówić:
- Czy ty naprawdę sądzisz ze twoje groźby robią na mnie wrażenie? Że mógłbym negocjować  z kimś takim jak ty? Że, co najważniejsze – parsknął śmiechem – ty i twoja grupka ghouli jesteście w stanie mnie zniszczyć?
- Mam dość, zabić go! – warknął wampir- Przywódca dając rozkaz swojemu klanowi.          Alucard dalej stał w lekceważącej pozie, uśmiechając się pobłażliwie; nawet gdy z karabinów zombie posypał się na niego grad pocisków. Otworzyłam usta teraz już całkiem przerażona. Kule przeszywały wampira na wylot, a on mimo tego wciąż uśmiechał się złowieszczo. W końcu padł na ziemię ( albo raczej to co z niego zostało), a Przywódca zaczął się triumfalnie śmiać. Szarpnęłam się, zaciskając pięści. Teraz naprawdę nic mnie już nie uratuje. Odpalenie karabinów tylko zacisnęło mentalny naszyjnik nadziei na mojej szyi. Zacisnęłam wargi i spuściłam głowę. Płakać nie będę, nigdy tego nie robiłam – było to oznaką słabości, niepożądaną i eliminowaną cechą u Łowców.
            Odetchnęłam głęboko i lekko uniosłam głowę. Zaraz potem zmarszczyłam brwi. Coś było nie w porządku.. Przez okna wlewał się intensywny blask promieni księżyca. W ich świetle kawałki ciała i kałuże krwi zaczęły się scalać ze sobą. Zamrugałam. ,,Wampiry mające dużą moc mogą się przecież regenerować, no tak.. Musi to być potężny wampir” – myślałam śledząc ruchy czarnej mgły oplatającej zregenerowanego już wampira.
~~,,Nie mylisz się” – usłyszałam w głowie. To był ten sam głęboki głos Szkarłatnego Łowcy słyszany przed hukiem strzałów broni zombie. Stał przed nami w prawie nienaruszonym stanie, z kpiącym uśmieszkiem na ustach. Jedyna różnicą było to że nie miał okularów i kapelusza; szczerze mówiąc, teraz wyglądał o wiele lepiej. Można było też teraz stwierdzić że ma jakieś 30 lat, może mniej. Spod ciemnych kosmyków włosów opadających na czoło i okalających twarz można było dostrzec jarzące się czerwienią oczy. Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie na chwilę. Wampir wykrzywił usta w uśmiechu... a potem zaczął rozwalać zombie wokół nas. Jednym pociskiem sprawiał, że ghoul rozsypywał się w drobny pył. Ruchy miał szybkie i precyzyjne, mój ludzki wzrok nie był w stanie za nimi nadążyć.
- Nie, to niemożliwe… - mamrotał Przywódca, całkiem skonfundowany – Dlaczego..?
- To kule zrobione ze stopu srebrnych krzyży z katedry Lanchester – wyjaśnił Alucard gdy wykończył ostatniego zombie i zwrócił się ku nam. – To najsilniejsza i najskuteczniejsza broń przeciwko wampirom, nawet tym najstarszym, no.. z pewnymi wyjątkami - przeczesał dłonią włosy.
            Wyczułam, że Wampir przyciągnął mnie mocniej do siebie. Skrzywiłam się i spojrzałam na Alucarda wysyłając mu wzrokiem niemą, niemal błagalną prośbę o ratunek.
- Chcesz ją żywą prawda? – zaczął Przywódca, Alucard obdarzył nas beznamiętnym spojrzeniem – A ja chcę tylko stąd bezpiecznie wyjść. Możemy uniknąć dalszego rozlewu krwi. Ponegocjujmy…
 - Nie mamy o czym dyskutować – stwierdził Szkarłatny Łowca podchodząc bliżej nas i przeładowując pistolet.
- Nie dostaniesz jej żywej w takim razie – syknął Wampir.
            Alucard mierzył nas spojrzeniem, milcząc przez jakiś czas. W końcu uśmiechnął się diabelsko i zapytał:
- Jesteś dziewicą, moja droga?
            Zamurowało mnie. 
- Eee.. – wyjąkałam. Twarz spłonęła mi rumieńcem. Mogę się założyć że wyglądałam w tamtej chwili jak burak albo pomidor schwytany w sidła.
- Spytałem cię o coś i żądam odpowiedzi – znów odezwał się Alucard unosząc  broń.
- Skąd takie pytanie?! – rzuciłam rozpaczliwie.
- Mów – warknął Szkarłatny Łowca, jego oczy błysnęły złowrogo.
- Tak.. – powiedziałam odwracając z zażenowania wzrok – Tak, jestem.
            Wtedy usłyszałam znowu jego głos w swojej głowie.
~~,, Muszę zabić tego parszywego szkodnika trzymającego cię. Niestety postrzelę także i ciebie, nie wiem jednak na ile twoja rana będzie poważna. Spróbujesz się szarpnąć, wyswobodzić, a ja strzelę. Jest szansa, że postrzał dosięgnie cię w małym stopniu, wtedy Cię wyleczę. Ale może też być śmiertelny. Wybieraj więc, mam pozwolić ci wtedy umrzeć czy zmienić cię abyś do mnie dołączyła?  Pamiętaj, w każdym przypadku będziesz musiała iść ze mną, nie mogę pozwolić Ci odejść. Zgadzasz się na warunki?”
            Odetchnęłam. Patrzyliśmy sobie w oczy  a ja rozważałam to co powiedział. Nic nie ryzykuję. Jeśli się nie zgodzę, zginę i tak, i tak, a jeśli przystanę na to co powiedział jest szansa na ratunek mojego życia. Wolno kiwnęłam głową.
            Zaraz po tym gwałtownie szarpnęłam się próbując się wyrwać z uścisku Przywódcy. W tym samym momencie usłyszałam huk wystrzału. Jęknęłam gdy poczułam ból w okolicy obojczyka i ramienia. Trysnęła krew. Przywódca wrzasnął przeraźliwie i rozsypał się w drobny mak a ja bez jakiegokolwiek oparcia zachwiałam się. Zanim upadłam podtrzymały mnie czyjeś silne dłonie. Obraz zaczął mi się zamazywać, ale rozpoznałam czerwone rękawy płaszcza. Nie czułam lewego ramienia, a głowa pulsowała tępym bólem. Poczułam jak Alucard układa mnie na posadzce. Uniósł mi głowę tak bym na niego spojrzała.
- Rana nie jest bardzo poważna, mogę Cię wyleczyć – powiedział. Jego głos słyszałam jakby dochodził spod wody; powoli traciłam przytomność.  – Wybieraj – nachylił się nade mną i wciągnął z lubością zapach krwi – umierasz albo pozwalasz mi cię wyleczyć i idziesz ze mną.
            Chciałam żyć bez względu na warunki jakie postawił. Nie wiedziałam gdzie mnie zabierze, ale w tamtej chwili nie obchodziło mnie to. Ból rozchodzący się od ramienia oszołamiał mnie.
- Zgadzam się – powiedziałam z wysiłkiem, ciężko oddychając – ulecz mnie.. Przystaję na warunki.
- Mądra dziewczynka – zamruczał Alucard i dotknął ustami skóry niedaleko moich warg zlizując z niej krew. Zadrżałam słysząc jego pomruk zadowolenia, kiedy posmakował mojej krwi.
            Wampir wyjął z kieszeni jakąś buteleczkę i szybko wylał parę kropel na ranę. Przymknęłam oczy w chwili słabości. Cholera, runy uzdrowienia bolały już mniej, ten lek piekł, miałam wrażenie że wypala mi skórę zamiast ją leczyć. Za chwilę jednak czułam już tylko przyjemne ciepło. Tkanki zaczęły mi się odbudowywać, a skóra goić. Po paru chwilach rana przestała pulsować tępym bólem. Otworzyłam oczy i spotkałam się ze spojrzeniem Alucarda. Zarumieniłam się - jego oczy były kilka centymetrów od moich. Spróbowałam cos powiedzieć ale nie byłam w stanie, tylko lekko otworzyłam usta.
            Wampir uśmiechnął się a zaraz potem przejechał nosem po mojej szyi.
- Taka delikatna.. – mruknął – Masz zadziwiająco dobrą krew, nigdy się z czymś takim nie spotkałem.. Jak Ci na imię?
- Katy.. – wymamrotałam sennie
- Katherine? – usłyszałam pytanie i już chciałam zaoponować – nienawidziłam tej wersji imienia. Osłabienie jednak zwyciężyło; pozwoliłam powiekom opaść całkowicie. Zanim zasnęłam usłyszałam w głowie:
~~,,zaśnij, będzie mniej bolalo”.
***
            Czułam jak wampir mnie podnosi i otula czymś miękkim i ciepłym. Odpłynąć nie dało mi tylko równomierne kołysanie spowodowane marszem. Gdy poczułam lekki powiew wiatru i usłyszałam dalekie pokrzykiwania oraz huki strzałów, otworzyłam oczy. Zobaczyłam na niebie ogromny czerwonawy księżyc.
- Piękna noc, prawda? – usłyszałam cichy głos Alucarda. – A teraz śpij, jesteś osłabiona.
- Nie, mogę iść sama, czuję się lepiej – zaoponowałam niemrawo, lekko się wyrywając. Mimo wszystko dłuższy bliski kontakt wampira i Nocnego Łowcy zawsze kończy się niechęcią i potrzebą oddalenia od siebie. –  I powiedz teraz gdzie mnie niesiesz. Słyszałeś?  Serio, postaw mnie!
- Milcz głupia! – warknął – Uciszysz się sama czy ja mam to zrobić?
            Mimo wszystko wyrwałam się z jego uścisku. Postawił mnie na ziemi chwytając mocno za ramiona. Popatrzył na mnie ze złością.
 - Co za uparte stworzenie – mruknął gniewnie, czerwień błysnęła w jego oczach.
            Gwałtowna zmiana położenia i ciśnienia spowodowała znów zawroty głowy. Zachwiałam się i oparłam na nim.
- Przepraszam – bąknęłam niechętnie patrząc gdzieś w bok. Jednak potrzebna mi była jego pomoc. Wciąż było mi niedobrze, a ziemia falowała pod moimi stopami.
- Ni wyrywaj się już i milcz – rzucił sucho wampir biorąc mnie z powrotem na ręce. – niosę Cię do Hellsing i do Integry.
            Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale on położył dwa palce na moich powiekach.  Gwałtownie zmorzył mnie sen. 
.
Alucard’s pov
            Niosłem śpiącą dziewczynę do helikoptera Hellsing. Dlaczego ona do cholery ładowała się do tej fabryki? Myślała że zabije Przywódcę? Cud, że przeżyła, że zdołałem ją ocalić. Musiałem ją zabrać, bo dowiedziała się o nas, widziała co potrafię. Jeśli rozpowiedziałaby, że wampir o nieprzeciętnych umiejętnościach działa jako łowca ghouli i innych potworów, zaczęto by coś podejrzewać, węszyć.. Ludzie tacy są, muszą wszystko wybadać, uwielbiają wtykać nos w nie swoje sprawy. Zaszkodziłoby to tajnej organizacji Hellsing.  Poza tym.. Katherine sama w sobie  mnie zaintrygowała. Jej zapach krwi miał w sobie coś z czym jeszcze nigdy się nie spotkałem.. Miałem wobec niej plany. Jednakże to Integra zadecyduje co z nią dalej zrobić. Akurat stała przy namiocie policji. Widząc mnie uniosła brwi i wypuściła tytoniowy dym z ust. Zmierzyła wzrokiem mnie oraz dziewczynę w moich ramionach i powiedziała:
- Myślałam, że wiesz co robić. Nie sądziłam że muszę rozkazywać Ci nawet w przypadku tak błahych spraw.  Zanieś ją do namiotu lekarskiego i oczyść pamięć.
- Ona idzie z nami. – oświadczyłem a Integra otworzyła szerzej oczy patrząc na mnie podejrzliwie – To była jej decyzja. I poniekąd konieczność, opowiem ci wszystko w Hellsing.
- Jak chcesz, Alucardzie. Jeśli to jej decyzja to nie mogę zaoponować, a co do owej konieczności.. Czekam na szczegóły. 

Wprowadzenie

Historia jest oparta na anime Hellsing, są tam bohaterowie Alucard, Integra, Walter, Seras itd. Opowiadanie będzie zawierać coś niecoś z książek Cassandry Clare o Nocnych Łowcach, będzie parę charakterystycznych rzeczy, które opiszę żeby ktoś nieznający jej książek w miarę sie orientował :P
- Stela - przedmiot służący Nocnym Łowcom do rysowania run wzmacniających, leczniczych, tworzących, wspomagających i tak dalej.
- Instytut - siedziba Nocnych Łowców, budynek w którym  odbywają się ich okoliczne spotkania, gdzie mieszkają, trenują.. Są każdym zakątku świata.
- Nocny Łowcy - ich krew jest zmieszana z krwią anielską, stąd mają umiejętności rysowania run, a tym samym bycie silniejszym i ,,ponad" zwykłymi ludźmi.
- Wampiry - w moim opowiadaniu od ugryzienia człowiek nie staje sie wampirem. Proces jest jak w większości książek/filmów. Ugryzienie wampira, potem picie jego krwi przez człowieka, śmierć i cudowne ,,zmartwychwstanie" jako Dziecko Nocy.
.
Notkę pewnie będę edytować i z czasem uzupełniać, więc w razie niejasności tu powinno się wszystko znaleźć.
Enjoy. ^^