wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 1 ~~ ,,Każdy zabójca zasługuje na trochę rozrywki."

Pierwszy rozdział można  traktować jako Prolog. Jest to podobna akcja do tej znanej z anime (gdy Alucard pierwszy raz spotyka Seras), też jest akcja ratunkowa tylko że.. inna. No i główną postacią nie jest Seras tylko Katy, bohaterka opowiadania, Nocna Łowczyni. :p Jest jednak sporo zmienione, dużo istotnych szczegółów. 
Piszę na próbę, bo lubię, co z tego wyjdzie to zobaczymy.
---------------
            Ze zdeterminowaną miną ruszyłam w kierunku fabryki. Pod podeszwami moich czarnych vansów zachrzęścił gruz – resztki zburzonych ścian i okolicznych budynków.  Wszystko był totalną ruiną; w rejonie panowała pandemia, tajemnicza choroba rozprzestrzeniała się w zatrważającym tempie. Świadkowie mówili że ludzie zachowują się i wyglądają jak zombie. Z pewnymi wyjątkami.. Inaczej wyglądali i zachowywali się przywódcy - bladzi i nadludzko silni. Nasza diagnoza była jasna: wampiry i ghoule. 
            Poprawiłam pas z bronią i obciągnęłam bluzkę z czarnego obcisłego materiału. Mój strój bojowy był cały w czerni. Jestem Nocnym Łowcą, więc żaden wampirzy zombie mnie nie zaskoczy. Ścisnęłam w dłoni miecz z anielskiego tworzywa, o ostrzu nasączonym wodą święconą. Miałam jej w dodatku dwie buteleczki, tak na wszelki wypadek.
            Z daleka słyszałam jak inni członkowie grupy wykańczają po kolei ghoule-zombie. Ja zajęłam się przywódcą klanu. Zlokalizowałam więc cel na piętrze opuszczonej fabryki i rozglądając się czujnie na boki, wspięłam się po schodach. Powoli otworzyłam drzwi głównej hali, wślizgnęłam się do środka i omiotłam wzrokiem pomieszczenie. Pełne było odłamków szkła, papierów, kawałków mebli i jakichś maszyn. Wzdłuż sali stały nawy z półkami, na które padało blade światło księżyca wpadające przez okna z resztkami szyb w okiennicach. 
            Nagle dojrzałam jakiś ruch za jedną z półek na końcu pomieszczenia. Zmarszczyłam groźnie brwi; to była jakaś  postać. Brudne, plugawe stworzenie zabijające wszystko co popadnie. Stwór był  daleko,  więc schowałam miecz, jednocześnie wyciągając błyskawicznie pistolet ze srebrno-żelaznymi kulami. Usłyszałam jak wampir się zaśmiał. Długie kły błysnęły w bladym świetle księżyca.
- Nie jesteś w stanie mnie zabić, Łowco – powiedział, powoli podchodząc bliżej mnie.
- Zdziwisz się – wycedziłam unosząc broń również idąc w jego kierunku by mieć pewniejszy strzał.
            Nagle zniknął. Zamrugałam zaskoczona. Obejrzałam się za siebie. Pustka i cisza. Wtem usłyszałam dźwięk od którego włosy zjeżyły mi się na głowie – ociężały odgłos wielu kroków i oddechy dużej grupy.. osób? Z powrotem obróciłam się ku miejscu gdzie widziałam wampira i otworzyłam szerzej oczy. Z naw zaczęły wychodzić ghoule – strażnicy swojego Pana. Było ich całe mnóstwo. Przełknęłam ślinę, a broń w mojej dłoni zadrżała. Cofnęłam się o krok wpadając na kogoś. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, gdy czyjeś ramiona oplotły mnie od tyłu i skutecznie unieruchomiły. Broń wypadła mi z ręki i z głuchym odgłosem uderzyła w posadzkę.
- Mówiłem, że mnie nie zabijesz – usłyszałam tuż obok mojego ucha złośliwy głos Przywódcy.  Stojący nieopodal strażnicy-zombie zaśmiali się szyderczo.
            Dłonie wampira przesunęły się – jedna na moją talię obejmując mnie wpół, a druga przez moje piersi na szyję.
- Puszczaj mnie! – jęknęłam próbując się wyrwać i dosięgnąć mojego sztyletu, wody święconej, czegokolwiek…
-Siedź grzecznie i nie wyrywaj się, jesteś mi potrzebna. – zastrzegł wampir zaciskając ręce na moim ciele. – I nie radzę krzyczeć..
            Warknęłam z bezsilnej złości i kopnęłam go w kolano. Syknął i wbił palce w moje ciało.
- Głupia, zapłacisz za to. Zabiję cię.. Powoli i boleśnie.. Ale najpierw.. – zaczął syczeć  złowieszczo, delektując się  groźbą. Zacisnęłam zęby. Czułam już jego oddech na szyi i paznokcie rozrywające materiał mojej koszulki na obojczykach.  
            Zacisnęłam powieki przygotowana na najgorsze..
            W tej samej chwili usłyszałam jak z hukiem otwierają się drzwi wejściowe do hali. Otworzyłam oczy i zamarłam. Stał tam wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Elegancko, aczkolwiek trochę nietypowo ubrany. Wzrok przykuwał czerwony płaszcz, kapelusz i okulary z pomarańczowobrązowymi szkłami. Twarz miał ukrytą w cieniu pod kapeluszem, trudno więc było ocenić jego wiek. Na pierwszy plan wysuwał się srebrny pistolet trzymany w jego prawej ręce .. wymierzony centralnie we mnie. Przełknęłam ślinę. Ratunek? Gość nie wygląda na wybawiciela. Mimo wszystko..  Mam zacząć skręcać mój naszyjnik nadziei..?
- No no, nie radzę w ten sposób marnować krwi – odezwał się człowiek w szkarłacie i wciągnął powietrze – w dodatku tak dobrej jakości.. Puść ją, nie będę powtarzał dwa razy.
- Kim ty jesteś żeby wpadać tu i mieć czelność mi rozkazywać? – prychnął Przywódca nadal trzymając mnie w żelaznym uścisku.    
            Nowoprzybyły uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów.. i wyraźnie widoczne, ostre kły. Rozszerzyły mi się źrenice. Wampir? Kolejny Przywódca? Wbijałam w niego wzrok, zszokowana.
- Jestem Alucard – przedstawił się– więcej nie musisz wiedzieć, do niczego już ci się to nie przyda – skwitował podchodząc bliżej na co strażnicy-zombie unieśli broń.
- Alucardzie, przeszkadzasz mi, dam ci szansę przeżycia jeśli teraz odejdziesz.. w szybkim tempie. – wycedził podenerwowany Przywódca.
            Alucard zaśmiał się złoswieszczo, przez co przebiegł mnie dreszcz. Przywódca warknął coraz bardziej rozeźlony swobodnym zachowaniem przybysza. Szkarłatny Łowca nic sobie z tego nie robił. Zaczął mówić:
- Czy ty naprawdę sądzisz ze twoje groźby robią na mnie wrażenie? Że mógłbym negocjować  z kimś takim jak ty? Że, co najważniejsze – parsknął śmiechem – ty i twoja grupka ghouli jesteście w stanie mnie zniszczyć?
- Mam dość, zabić go! – warknął wampir- Przywódca dając rozkaz swojemu klanowi.          Alucard dalej stał w lekceważącej pozie, uśmiechając się pobłażliwie; nawet gdy z karabinów zombie posypał się na niego grad pocisków. Otworzyłam usta teraz już całkiem przerażona. Kule przeszywały wampira na wylot, a on mimo tego wciąż uśmiechał się złowieszczo. W końcu padł na ziemię ( albo raczej to co z niego zostało), a Przywódca zaczął się triumfalnie śmiać. Szarpnęłam się, zaciskając pięści. Teraz naprawdę nic mnie już nie uratuje. Odpalenie karabinów tylko zacisnęło mentalny naszyjnik nadziei na mojej szyi. Zacisnęłam wargi i spuściłam głowę. Płakać nie będę, nigdy tego nie robiłam – było to oznaką słabości, niepożądaną i eliminowaną cechą u Łowców.
            Odetchnęłam głęboko i lekko uniosłam głowę. Zaraz potem zmarszczyłam brwi. Coś było nie w porządku.. Przez okna wlewał się intensywny blask promieni księżyca. W ich świetle kawałki ciała i kałuże krwi zaczęły się scalać ze sobą. Zamrugałam. ,,Wampiry mające dużą moc mogą się przecież regenerować, no tak.. Musi to być potężny wampir” – myślałam śledząc ruchy czarnej mgły oplatającej zregenerowanego już wampira.
~~,,Nie mylisz się” – usłyszałam w głowie. To był ten sam głęboki głos Szkarłatnego Łowcy słyszany przed hukiem strzałów broni zombie. Stał przed nami w prawie nienaruszonym stanie, z kpiącym uśmieszkiem na ustach. Jedyna różnicą było to że nie miał okularów i kapelusza; szczerze mówiąc, teraz wyglądał o wiele lepiej. Można było też teraz stwierdzić że ma jakieś 30 lat, może mniej. Spod ciemnych kosmyków włosów opadających na czoło i okalających twarz można było dostrzec jarzące się czerwienią oczy. Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie na chwilę. Wampir wykrzywił usta w uśmiechu... a potem zaczął rozwalać zombie wokół nas. Jednym pociskiem sprawiał, że ghoul rozsypywał się w drobny pył. Ruchy miał szybkie i precyzyjne, mój ludzki wzrok nie był w stanie za nimi nadążyć.
- Nie, to niemożliwe… - mamrotał Przywódca, całkiem skonfundowany – Dlaczego..?
- To kule zrobione ze stopu srebrnych krzyży z katedry Lanchester – wyjaśnił Alucard gdy wykończył ostatniego zombie i zwrócił się ku nam. – To najsilniejsza i najskuteczniejsza broń przeciwko wampirom, nawet tym najstarszym, no.. z pewnymi wyjątkami - przeczesał dłonią włosy.
            Wyczułam, że Wampir przyciągnął mnie mocniej do siebie. Skrzywiłam się i spojrzałam na Alucarda wysyłając mu wzrokiem niemą, niemal błagalną prośbę o ratunek.
- Chcesz ją żywą prawda? – zaczął Przywódca, Alucard obdarzył nas beznamiętnym spojrzeniem – A ja chcę tylko stąd bezpiecznie wyjść. Możemy uniknąć dalszego rozlewu krwi. Ponegocjujmy…
 - Nie mamy o czym dyskutować – stwierdził Szkarłatny Łowca podchodząc bliżej nas i przeładowując pistolet.
- Nie dostaniesz jej żywej w takim razie – syknął Wampir.
            Alucard mierzył nas spojrzeniem, milcząc przez jakiś czas. W końcu uśmiechnął się diabelsko i zapytał:
- Jesteś dziewicą, moja droga?
            Zamurowało mnie. 
- Eee.. – wyjąkałam. Twarz spłonęła mi rumieńcem. Mogę się założyć że wyglądałam w tamtej chwili jak burak albo pomidor schwytany w sidła.
- Spytałem cię o coś i żądam odpowiedzi – znów odezwał się Alucard unosząc  broń.
- Skąd takie pytanie?! – rzuciłam rozpaczliwie.
- Mów – warknął Szkarłatny Łowca, jego oczy błysnęły złowrogo.
- Tak.. – powiedziałam odwracając z zażenowania wzrok – Tak, jestem.
            Wtedy usłyszałam znowu jego głos w swojej głowie.
~~,, Muszę zabić tego parszywego szkodnika trzymającego cię. Niestety postrzelę także i ciebie, nie wiem jednak na ile twoja rana będzie poważna. Spróbujesz się szarpnąć, wyswobodzić, a ja strzelę. Jest szansa, że postrzał dosięgnie cię w małym stopniu, wtedy Cię wyleczę. Ale może też być śmiertelny. Wybieraj więc, mam pozwolić ci wtedy umrzeć czy zmienić cię abyś do mnie dołączyła?  Pamiętaj, w każdym przypadku będziesz musiała iść ze mną, nie mogę pozwolić Ci odejść. Zgadzasz się na warunki?”
            Odetchnęłam. Patrzyliśmy sobie w oczy  a ja rozważałam to co powiedział. Nic nie ryzykuję. Jeśli się nie zgodzę, zginę i tak, i tak, a jeśli przystanę na to co powiedział jest szansa na ratunek mojego życia. Wolno kiwnęłam głową.
            Zaraz po tym gwałtownie szarpnęłam się próbując się wyrwać z uścisku Przywódcy. W tym samym momencie usłyszałam huk wystrzału. Jęknęłam gdy poczułam ból w okolicy obojczyka i ramienia. Trysnęła krew. Przywódca wrzasnął przeraźliwie i rozsypał się w drobny mak a ja bez jakiegokolwiek oparcia zachwiałam się. Zanim upadłam podtrzymały mnie czyjeś silne dłonie. Obraz zaczął mi się zamazywać, ale rozpoznałam czerwone rękawy płaszcza. Nie czułam lewego ramienia, a głowa pulsowała tępym bólem. Poczułam jak Alucard układa mnie na posadzce. Uniósł mi głowę tak bym na niego spojrzała.
- Rana nie jest bardzo poważna, mogę Cię wyleczyć – powiedział. Jego głos słyszałam jakby dochodził spod wody; powoli traciłam przytomność.  – Wybieraj – nachylił się nade mną i wciągnął z lubością zapach krwi – umierasz albo pozwalasz mi cię wyleczyć i idziesz ze mną.
            Chciałam żyć bez względu na warunki jakie postawił. Nie wiedziałam gdzie mnie zabierze, ale w tamtej chwili nie obchodziło mnie to. Ból rozchodzący się od ramienia oszołamiał mnie.
- Zgadzam się – powiedziałam z wysiłkiem, ciężko oddychając – ulecz mnie.. Przystaję na warunki.
- Mądra dziewczynka – zamruczał Alucard i dotknął ustami skóry niedaleko moich warg zlizując z niej krew. Zadrżałam słysząc jego pomruk zadowolenia, kiedy posmakował mojej krwi.
            Wampir wyjął z kieszeni jakąś buteleczkę i szybko wylał parę kropel na ranę. Przymknęłam oczy w chwili słabości. Cholera, runy uzdrowienia bolały już mniej, ten lek piekł, miałam wrażenie że wypala mi skórę zamiast ją leczyć. Za chwilę jednak czułam już tylko przyjemne ciepło. Tkanki zaczęły mi się odbudowywać, a skóra goić. Po paru chwilach rana przestała pulsować tępym bólem. Otworzyłam oczy i spotkałam się ze spojrzeniem Alucarda. Zarumieniłam się - jego oczy były kilka centymetrów od moich. Spróbowałam cos powiedzieć ale nie byłam w stanie, tylko lekko otworzyłam usta.
            Wampir uśmiechnął się a zaraz potem przejechał nosem po mojej szyi.
- Taka delikatna.. – mruknął – Masz zadziwiająco dobrą krew, nigdy się z czymś takim nie spotkałem.. Jak Ci na imię?
- Katy.. – wymamrotałam sennie
- Katherine? – usłyszałam pytanie i już chciałam zaoponować – nienawidziłam tej wersji imienia. Osłabienie jednak zwyciężyło; pozwoliłam powiekom opaść całkowicie. Zanim zasnęłam usłyszałam w głowie:
~~,,zaśnij, będzie mniej bolalo”.
***
            Czułam jak wampir mnie podnosi i otula czymś miękkim i ciepłym. Odpłynąć nie dało mi tylko równomierne kołysanie spowodowane marszem. Gdy poczułam lekki powiew wiatru i usłyszałam dalekie pokrzykiwania oraz huki strzałów, otworzyłam oczy. Zobaczyłam na niebie ogromny czerwonawy księżyc.
- Piękna noc, prawda? – usłyszałam cichy głos Alucarda. – A teraz śpij, jesteś osłabiona.
- Nie, mogę iść sama, czuję się lepiej – zaoponowałam niemrawo, lekko się wyrywając. Mimo wszystko dłuższy bliski kontakt wampira i Nocnego Łowcy zawsze kończy się niechęcią i potrzebą oddalenia od siebie. –  I powiedz teraz gdzie mnie niesiesz. Słyszałeś?  Serio, postaw mnie!
- Milcz głupia! – warknął – Uciszysz się sama czy ja mam to zrobić?
            Mimo wszystko wyrwałam się z jego uścisku. Postawił mnie na ziemi chwytając mocno za ramiona. Popatrzył na mnie ze złością.
 - Co za uparte stworzenie – mruknął gniewnie, czerwień błysnęła w jego oczach.
            Gwałtowna zmiana położenia i ciśnienia spowodowała znów zawroty głowy. Zachwiałam się i oparłam na nim.
- Przepraszam – bąknęłam niechętnie patrząc gdzieś w bok. Jednak potrzebna mi była jego pomoc. Wciąż było mi niedobrze, a ziemia falowała pod moimi stopami.
- Ni wyrywaj się już i milcz – rzucił sucho wampir biorąc mnie z powrotem na ręce. – niosę Cię do Hellsing i do Integry.
            Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale on położył dwa palce na moich powiekach.  Gwałtownie zmorzył mnie sen. 
.
Alucard’s pov
            Niosłem śpiącą dziewczynę do helikoptera Hellsing. Dlaczego ona do cholery ładowała się do tej fabryki? Myślała że zabije Przywódcę? Cud, że przeżyła, że zdołałem ją ocalić. Musiałem ją zabrać, bo dowiedziała się o nas, widziała co potrafię. Jeśli rozpowiedziałaby, że wampir o nieprzeciętnych umiejętnościach działa jako łowca ghouli i innych potworów, zaczęto by coś podejrzewać, węszyć.. Ludzie tacy są, muszą wszystko wybadać, uwielbiają wtykać nos w nie swoje sprawy. Zaszkodziłoby to tajnej organizacji Hellsing.  Poza tym.. Katherine sama w sobie  mnie zaintrygowała. Jej zapach krwi miał w sobie coś z czym jeszcze nigdy się nie spotkałem.. Miałem wobec niej plany. Jednakże to Integra zadecyduje co z nią dalej zrobić. Akurat stała przy namiocie policji. Widząc mnie uniosła brwi i wypuściła tytoniowy dym z ust. Zmierzyła wzrokiem mnie oraz dziewczynę w moich ramionach i powiedziała:
- Myślałam, że wiesz co robić. Nie sądziłam że muszę rozkazywać Ci nawet w przypadku tak błahych spraw.  Zanieś ją do namiotu lekarskiego i oczyść pamięć.
- Ona idzie z nami. – oświadczyłem a Integra otworzyła szerzej oczy patrząc na mnie podejrzliwie – To była jej decyzja. I poniekąd konieczność, opowiem ci wszystko w Hellsing.
- Jak chcesz, Alucardzie. Jeśli to jej decyzja to nie mogę zaoponować, a co do owej konieczności.. Czekam na szczegóły. 

1 komentarz:

  1. Hmm klimacik dobry, Aluś już jest, więc plus dla ciebie. Mam nadzieję, że dalsze rozdziały wiele wniosą do fabuły i wszystko zostanie wyjaśnione :d

    OdpowiedzUsuń