Piszę na próbę, bo lubię, co z tego wyjdzie to zobaczymy.
---------------
Ze
zdeterminowaną miną ruszyłam w kierunku fabryki. Pod podeszwami moich czarnych vansów
zachrzęścił gruz – resztki zburzonych ścian i okolicznych budynków. Wszystko był totalną ruiną; w rejonie panowała
pandemia, tajemnicza choroba rozprzestrzeniała się w zatrważającym tempie.
Świadkowie mówili że ludzie zachowują się i wyglądają jak zombie. Z pewnymi
wyjątkami.. Inaczej wyglądali i zachowywali się przywódcy - bladzi i nadludzko
silni. Nasza diagnoza była jasna: wampiry i ghoule.
Poprawiłam
pas z bronią i obciągnęłam bluzkę z czarnego obcisłego materiału. Mój strój
bojowy był cały w czerni. Jestem Nocnym Łowcą, więc żaden wampirzy zombie mnie
nie zaskoczy. Ścisnęłam w dłoni miecz z anielskiego tworzywa, o ostrzu
nasączonym wodą święconą. Miałam jej w dodatku dwie buteleczki, tak na wszelki
wypadek.
Z daleka
słyszałam jak inni członkowie grupy wykańczają po kolei ghoule-zombie. Ja
zajęłam się przywódcą klanu. Zlokalizowałam więc cel na piętrze opuszczonej
fabryki i rozglądając się czujnie na boki, wspięłam się po schodach. Powoli otworzyłam
drzwi głównej hali, wślizgnęłam się do środka i omiotłam wzrokiem
pomieszczenie. Pełne było odłamków szkła, papierów, kawałków mebli i jakichś
maszyn. Wzdłuż sali stały nawy z półkami, na które padało blade światło
księżyca wpadające przez okna z resztkami szyb w okiennicach.
Nagle
dojrzałam jakiś ruch za jedną z półek na końcu pomieszczenia. Zmarszczyłam
groźnie brwi; to była jakaś postać.
Brudne, plugawe stworzenie zabijające wszystko co popadnie. Stwór był daleko,
więc schowałam miecz, jednocześnie wyciągając błyskawicznie pistolet ze
srebrno-żelaznymi kulami. Usłyszałam jak wampir się zaśmiał. Długie kły
błysnęły w bladym świetle księżyca.
- Nie jesteś w stanie mnie zabić, Łowco – powiedział, powoli
podchodząc bliżej mnie.
- Zdziwisz się – wycedziłam unosząc broń również idąc w jego
kierunku by mieć pewniejszy strzał.
Nagle
zniknął. Zamrugałam zaskoczona. Obejrzałam się za siebie. Pustka i cisza. Wtem
usłyszałam dźwięk od którego włosy zjeżyły mi się na głowie – ociężały odgłos
wielu kroków i oddechy dużej grupy.. osób? Z powrotem obróciłam się ku miejscu
gdzie widziałam wampira i otworzyłam szerzej oczy. Z naw zaczęły wychodzić
ghoule – strażnicy swojego Pana. Było ich całe mnóstwo. Przełknęłam ślinę, a
broń w mojej dłoni zadrżała. Cofnęłam się o krok wpadając na kogoś. Gwałtownie
wciągnęłam powietrze, gdy czyjeś ramiona oplotły mnie od tyłu i skutecznie
unieruchomiły. Broń wypadła mi z ręki i z głuchym odgłosem uderzyła w posadzkę.
- Mówiłem, że mnie nie zabijesz – usłyszałam tuż obok mojego
ucha złośliwy głos Przywódcy. Stojący
nieopodal strażnicy-zombie zaśmiali się szyderczo.
Dłonie
wampira przesunęły się – jedna na moją talię obejmując mnie wpół, a druga przez
moje piersi na szyję.
- Puszczaj mnie! – jęknęłam próbując się wyrwać i dosięgnąć
mojego sztyletu, wody święconej, czegokolwiek…
-Siedź grzecznie i nie wyrywaj się, jesteś mi potrzebna. –
zastrzegł wampir zaciskając ręce na moim ciele. – I nie radzę krzyczeć..
Warknęłam z
bezsilnej złości i kopnęłam go w kolano. Syknął i wbił palce w moje ciało.
- Głupia, zapłacisz za to. Zabiję cię.. Powoli i boleśnie..
Ale najpierw.. – zaczął syczeć złowieszczo, delektując się groźbą. Zacisnęłam zęby. Czułam już jego
oddech na szyi i paznokcie rozrywające materiał mojej koszulki na obojczykach.
Zacisnęłam
powieki przygotowana na najgorsze..
W tej samej
chwili usłyszałam jak z hukiem otwierają się drzwi wejściowe do hali.
Otworzyłam oczy i zamarłam. Stał tam wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Elegancko,
aczkolwiek trochę nietypowo ubrany. Wzrok przykuwał czerwony płaszcz, kapelusz
i okulary z pomarańczowobrązowymi szkłami. Twarz miał ukrytą w cieniu pod
kapeluszem, trudno więc było ocenić jego wiek. Na pierwszy plan wysuwał się srebrny
pistolet trzymany w jego prawej ręce .. wymierzony centralnie we mnie.
Przełknęłam ślinę. Ratunek? Gość nie wygląda na wybawiciela. Mimo wszystko.. Mam zacząć skręcać mój naszyjnik nadziei..?
- No no, nie radzę w ten sposób marnować krwi – odezwał się
człowiek w szkarłacie i wciągnął powietrze – w dodatku tak dobrej jakości..
Puść ją, nie będę powtarzał dwa razy.
- Kim ty jesteś żeby wpadać tu i mieć czelność mi rozkazywać?
– prychnął Przywódca nadal trzymając mnie w żelaznym uścisku.
Nowoprzybyły
uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów.. i wyraźnie widoczne, ostre kły.
Rozszerzyły mi się źrenice. Wampir? Kolejny Przywódca? Wbijałam w niego wzrok,
zszokowana.
- Jestem Alucard – przedstawił się– więcej nie musisz
wiedzieć, do niczego już ci się to nie przyda – skwitował podchodząc bliżej na
co strażnicy-zombie unieśli broń.
- Alucardzie, przeszkadzasz mi, dam ci szansę przeżycia
jeśli teraz odejdziesz.. w szybkim tempie. – wycedził podenerwowany Przywódca.
Alucard
zaśmiał się złoswieszczo, przez co przebiegł mnie dreszcz. Przywódca warknął
coraz bardziej rozeźlony swobodnym zachowaniem przybysza. Szkarłatny Łowca nic
sobie z tego nie robił. Zaczął mówić:
- Czy ty naprawdę sądzisz ze twoje groźby robią na mnie
wrażenie? Że mógłbym negocjować z kimś
takim jak ty? Że, co najważniejsze – parsknął śmiechem – ty i twoja grupka
ghouli jesteście w stanie mnie zniszczyć?
- Mam dość, zabić go! – warknął wampir- Przywódca dając
rozkaz swojemu klanowi. Alucard
dalej stał w lekceważącej pozie, uśmiechając się pobłażliwie; nawet gdy z
karabinów zombie posypał się na niego grad pocisków. Otworzyłam usta teraz już
całkiem przerażona. Kule przeszywały wampira na wylot, a on mimo tego wciąż
uśmiechał się złowieszczo. W końcu padł na ziemię ( albo raczej to co z niego
zostało), a Przywódca zaczął się triumfalnie śmiać. Szarpnęłam się, zaciskając
pięści. Teraz naprawdę nic mnie już nie uratuje. Odpalenie karabinów tylko
zacisnęło mentalny naszyjnik nadziei na mojej szyi. Zacisnęłam wargi i
spuściłam głowę. Płakać nie będę, nigdy tego nie robiłam – było to oznaką
słabości, niepożądaną i eliminowaną cechą u Łowców.
Odetchnęłam głęboko i lekko uniosłam
głowę. Zaraz potem zmarszczyłam brwi. Coś było nie w porządku.. Przez okna
wlewał się intensywny blask promieni księżyca. W ich świetle kawałki ciała i
kałuże krwi zaczęły się scalać ze sobą. Zamrugałam. ,,Wampiry mające dużą moc
mogą się przecież regenerować, no tak.. Musi to być potężny wampir” – myślałam
śledząc ruchy czarnej mgły oplatającej zregenerowanego już wampira.
~~,,Nie mylisz się” – usłyszałam w głowie. To był ten sam
głęboki głos Szkarłatnego Łowcy słyszany przed hukiem strzałów broni zombie.
Stał przed nami w prawie nienaruszonym stanie, z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
Jedyna różnicą było to że nie miał okularów i kapelusza; szczerze mówiąc, teraz
wyglądał o wiele lepiej. Można było też teraz stwierdzić że ma jakieś 30 lat,
może mniej. Spod ciemnych kosmyków włosów opadających na czoło i okalających
twarz można było dostrzec jarzące się czerwienią oczy. Jego spojrzenie
zatrzymało się na mnie na chwilę. Wampir wykrzywił usta w uśmiechu... a potem
zaczął rozwalać zombie wokół nas. Jednym pociskiem sprawiał, że ghoul
rozsypywał się w drobny pył. Ruchy miał szybkie i precyzyjne, mój ludzki wzrok
nie był w stanie za nimi nadążyć.
- Nie, to niemożliwe… - mamrotał Przywódca, całkiem skonfundowany
– Dlaczego..?
- To kule zrobione ze stopu srebrnych krzyży z katedry
Lanchester – wyjaśnił Alucard gdy wykończył ostatniego zombie i zwrócił się ku
nam. – To najsilniejsza i najskuteczniejsza broń przeciwko wampirom, nawet tym najstarszym,
no.. z pewnymi wyjątkami - przeczesał dłonią włosy.
Wyczułam,
że Wampir przyciągnął mnie mocniej do siebie. Skrzywiłam się i spojrzałam na
Alucarda wysyłając mu wzrokiem niemą, niemal błagalną prośbę o ratunek.
- Chcesz ją żywą prawda? – zaczął Przywódca, Alucard obdarzył
nas beznamiętnym spojrzeniem – A ja chcę tylko stąd bezpiecznie wyjść. Możemy
uniknąć dalszego rozlewu krwi. Ponegocjujmy…
- Nie mamy o czym
dyskutować – stwierdził Szkarłatny Łowca podchodząc bliżej nas i przeładowując
pistolet.
- Nie dostaniesz jej żywej w takim razie – syknął Wampir.
Alucard
mierzył nas spojrzeniem, milcząc przez jakiś czas. W końcu uśmiechnął się
diabelsko i zapytał:
- Jesteś dziewicą, moja droga?
Zamurowało
mnie.
- Eee.. – wyjąkałam. Twarz spłonęła mi rumieńcem. Mogę się
założyć że wyglądałam w tamtej chwili jak burak albo pomidor schwytany w sidła.
- Spytałem cię o coś i żądam odpowiedzi – znów odezwał się
Alucard unosząc broń.
- Skąd takie pytanie?! – rzuciłam rozpaczliwie.
- Mów – warknął Szkarłatny Łowca, jego oczy błysnęły
złowrogo.
- Tak.. – powiedziałam odwracając z zażenowania wzrok – Tak,
jestem.
Wtedy
usłyszałam znowu jego głos w swojej głowie.
~~,, Muszę zabić tego parszywego szkodnika trzymającego cię.
Niestety postrzelę także i ciebie, nie wiem jednak na ile twoja rana będzie
poważna. Spróbujesz się szarpnąć, wyswobodzić, a ja strzelę. Jest szansa, że
postrzał dosięgnie cię w małym stopniu, wtedy Cię wyleczę. Ale może też być
śmiertelny. Wybieraj więc, mam pozwolić ci wtedy umrzeć czy zmienić cię abyś do
mnie dołączyła? Pamiętaj, w każdym
przypadku będziesz musiała iść ze mną, nie mogę pozwolić Ci odejść. Zgadzasz
się na warunki?”
Odetchnęłam.
Patrzyliśmy sobie w oczy a ja rozważałam
to co powiedział. Nic nie ryzykuję. Jeśli się nie zgodzę, zginę i tak, i tak, a
jeśli przystanę na to co powiedział jest szansa na ratunek mojego życia. Wolno
kiwnęłam głową.
Zaraz po
tym gwałtownie szarpnęłam się próbując się wyrwać z uścisku Przywódcy. W tym
samym momencie usłyszałam huk wystrzału. Jęknęłam gdy poczułam ból w okolicy
obojczyka i ramienia. Trysnęła krew. Przywódca wrzasnął przeraźliwie i rozsypał
się w drobny mak a ja bez jakiegokolwiek oparcia zachwiałam się. Zanim upadłam
podtrzymały mnie czyjeś silne dłonie. Obraz zaczął mi się zamazywać, ale
rozpoznałam czerwone rękawy płaszcza. Nie czułam lewego ramienia, a głowa
pulsowała tępym bólem. Poczułam jak Alucard układa mnie na posadzce. Uniósł mi
głowę tak bym na niego spojrzała.
- Rana nie jest bardzo poważna, mogę Cię wyleczyć –
powiedział. Jego głos słyszałam jakby dochodził spod wody; powoli traciłam
przytomność. – Wybieraj – nachylił się
nade mną i wciągnął z lubością zapach krwi – umierasz albo pozwalasz mi cię
wyleczyć i idziesz ze mną.
Chciałam
żyć bez względu na warunki jakie postawił. Nie wiedziałam gdzie mnie zabierze,
ale w tamtej chwili nie obchodziło mnie to. Ból rozchodzący się od ramienia
oszołamiał mnie.
- Zgadzam się – powiedziałam z wysiłkiem, ciężko oddychając
– ulecz mnie.. Przystaję na warunki.
- Mądra dziewczynka – zamruczał Alucard i dotknął ustami
skóry niedaleko moich warg zlizując z niej krew. Zadrżałam słysząc jego pomruk
zadowolenia, kiedy posmakował mojej krwi.
Wampir
wyjął z kieszeni jakąś buteleczkę i szybko wylał parę kropel na ranę.
Przymknęłam oczy w chwili słabości. Cholera, runy uzdrowienia bolały już mniej,
ten lek piekł, miałam wrażenie że wypala mi skórę zamiast ją leczyć. Za chwilę
jednak czułam już tylko przyjemne ciepło. Tkanki zaczęły mi się odbudowywać, a
skóra goić. Po paru chwilach rana przestała pulsować tępym bólem. Otworzyłam
oczy i spotkałam się ze spojrzeniem Alucarda. Zarumieniłam się - jego oczy były
kilka centymetrów od moich. Spróbowałam cos powiedzieć ale nie byłam w stanie,
tylko lekko otworzyłam usta.
Wampir uśmiechnął się a zaraz potem
przejechał nosem po mojej szyi.
- Taka delikatna.. – mruknął – Masz zadziwiająco dobrą krew,
nigdy się z czymś takim nie spotkałem.. Jak Ci na imię?
- Katy.. – wymamrotałam sennie
- Katherine? – usłyszałam pytanie i już chciałam zaoponować
– nienawidziłam tej wersji imienia. Osłabienie jednak zwyciężyło; pozwoliłam
powiekom opaść całkowicie. Zanim zasnęłam usłyszałam w głowie:
~~,,zaśnij, będzie mniej bolalo”.
***
Czułam jak
wampir mnie podnosi i otula czymś miękkim i ciepłym. Odpłynąć nie dało mi tylko
równomierne kołysanie spowodowane marszem. Gdy poczułam lekki powiew wiatru i
usłyszałam dalekie pokrzykiwania oraz huki strzałów, otworzyłam oczy.
Zobaczyłam na niebie ogromny czerwonawy księżyc.
- Piękna noc, prawda? – usłyszałam cichy głos Alucarda. – A
teraz śpij, jesteś osłabiona.
- Nie, mogę iść sama, czuję się lepiej – zaoponowałam
niemrawo, lekko się wyrywając. Mimo wszystko dłuższy bliski kontakt wampira i
Nocnego Łowcy zawsze kończy się niechęcią i potrzebą oddalenia od siebie. – I powiedz teraz gdzie mnie niesiesz. Słyszałeś?
Serio, postaw mnie!
- Milcz głupia! – warknął – Uciszysz się sama czy ja mam to
zrobić?
Mimo
wszystko wyrwałam się z jego uścisku. Postawił mnie na ziemi chwytając mocno za
ramiona. Popatrzył na mnie ze złością.
- Co za uparte
stworzenie – mruknął gniewnie, czerwień błysnęła w jego oczach.
Gwałtowna
zmiana położenia i ciśnienia spowodowała znów zawroty głowy. Zachwiałam się i
oparłam na nim.
- Przepraszam – bąknęłam niechętnie patrząc gdzieś w bok.
Jednak potrzebna mi była jego pomoc. Wciąż było mi niedobrze, a ziemia falowała
pod moimi stopami.
- Ni wyrywaj się już i milcz – rzucił sucho wampir biorąc
mnie z powrotem na ręce. – niosę Cię do Hellsing i do Integry.
Otworzyłam
usta by coś powiedzieć, ale on położył dwa palce na moich powiekach. Gwałtownie zmorzył mnie sen.
.
Alucard’s pov
Niosłem
śpiącą dziewczynę do helikoptera Hellsing. Dlaczego ona do cholery ładowała się
do tej fabryki? Myślała że zabije Przywódcę? Cud, że przeżyła, że zdołałem ją
ocalić. Musiałem ją zabrać, bo dowiedziała się o nas, widziała co potrafię.
Jeśli rozpowiedziałaby, że wampir o nieprzeciętnych umiejętnościach działa jako
łowca ghouli i innych potworów, zaczęto by coś podejrzewać, węszyć.. Ludzie
tacy są, muszą wszystko wybadać, uwielbiają wtykać nos w nie swoje sprawy.
Zaszkodziłoby to tajnej organizacji Hellsing. Poza tym.. Katherine sama w sobie mnie zaintrygowała. Jej zapach krwi miał w
sobie coś z czym jeszcze nigdy się nie spotkałem.. Miałem wobec niej plany.
Jednakże to Integra zadecyduje co z nią dalej zrobić. Akurat stała przy
namiocie policji. Widząc mnie uniosła brwi i wypuściła tytoniowy dym z ust.
Zmierzyła wzrokiem mnie oraz dziewczynę w moich ramionach i powiedziała:
- Myślałam, że wiesz co robić. Nie sądziłam że muszę rozkazywać
Ci nawet w przypadku tak błahych spraw.
Zanieś ją do namiotu lekarskiego i oczyść pamięć.
- Ona idzie z nami. – oświadczyłem a Integra otworzyła
szerzej oczy patrząc na mnie podejrzliwie – To była jej decyzja. I poniekąd
konieczność, opowiem ci wszystko w Hellsing.
- Jak chcesz, Alucardzie. Jeśli to jej decyzja to nie mogę
zaoponować, a co do owej konieczności.. Czekam na szczegóły.
Hmm klimacik dobry, Aluś już jest, więc plus dla ciebie. Mam nadzieję, że dalsze rozdziały wiele wniosą do fabuły i wszystko zostanie wyjaśnione :d
OdpowiedzUsuń