czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 3 ~~ ,,I kto tu jest niegrzeczną dziewczynką?"

,,Sprzedaj mi swoją duszę,
inny kupiec się nie trafi,

Innego diabła już nie ma."
***

            Próbowałam zasnąć, ale byłam zbyt nabuzowana. Alucard skutecznie przepędził moje zmęczenie. Pojawia się znikąd, porywa mnie bo nie ma nic ciekawszego do roboty i wkręca w jakieś szaleństwo, a potem straszy i ma z tego niezłą zabawę. Cholerny, napuszony władca świata.. Leżałam chwilę wpatrując się ze złością w sufit. Zaraz wstałam i zaczęłam nerwowo krążyć po pokoju.
            Kto by pomyślał, że Nocny Łowca wejdzie z własnej woli w jakieś układy z wampirem? Ja powinnam ZABIJAĆ takie istoty a nie z nimi pracować! Denerwowała mnie taka ,,więź” z nim, ten cały układ i postawione warunki.. Byłam na siebie zła, że tak łatwo dałam się zaskoczyć tym ghoulom w fabryce. Jak mogłam postąpić tak głupio? Godne pożałowania. No, ale powinnam cieszyć się, że żyję… Dzięki Alucardowi. Należy mu się swego rodzaju wdzięczność, czy może jak już to ujęłam ,,dług” i rad nierad muszę go spłacić. Opadłam na łóżko godząc się z własną bezsilnością w tej sprawie. Założyłam ręce pod głowę i wpatrzyłam się w sufit. Może da się jakoś ominąć ten układ? Zamienić albo zrobić cokolwiek..?
            Czuwałam do świtu i nad ranem postanowiłam iść do kuchni poszukać Waltera albo Elaine. Nie miałam zamiaru tu siedzieć i czekać Bóg wie na co. Chciałam jak najszybciej porozmawiać z Integrą, a tylko oni mogli mnie do niej zaprowadzić. Zarzuciłam na siebie jakiś sweter znaleziony w pokoju i po chwili namysłu wzięłam wsuwkę do włosów która tak naprawdę była ostrym anielskim sztyletem. Ogarnęłam się w łazience i wyszłam na korytarz kierując się do kuchni. To był jedyne pomieszczenie gdzie umiałam trafić, nie chciałam na razie zwiedzać i sama łazić po tym labiryncie korytarzy. Ten dom krył i zbyt wiele tajemnic, i miał zbyt nietypowych lokatorów. Nie wiadomo co jeszcze może być w tym dziwnym budynku.
            Szybkim krokiem szłam korytarzem, oświetlonym ciepłym żółtawym światłem lamp po obu stronach ścian. W ciężkich, złoconych, ozdobnych ramach wisiały obrazy jakichś ludzi, prawdopodobnie z rodu Van Helsingów. Miałam wrażenie, że postacie faktycznie na mnie patrzą, mogłam czuć na sobie ich świdrujący, ale martwy wzrok. Wzdrygnęłam się i postanowiłam odgonić myśli od poprzednich właścicieli oraz od zastanawiania się nad zawartością poszczególnych pokoi w korytarzu. Skupiłam się na czymś innym. Omówienie mojego przyjęcia do organizacji to jedno ale jest też kwestia którą chciałam JA uzgodnić. Skoro już zostałam zmuszona by tu zostać chcę uzyskać pozwolenie na ostatnie wyjście do Instytutu by zabrać swoje rzeczy i pożegnać się.. Pożegnać się z ludźmi wśród których czułam się jak rodzina, której praktycznie nigdy nie miałam. Zostałam zabrana do Instytutu Londyńskiego jako dziecko, nie pamiętam rodziców. Wiedziałam tylko tyle, że matka była śmiertelną, a ojciec Nocnym Łowcą. Poślubiając śmiertelniczkę musiał zrezygnować z mocy i wystąpić ze stowarzyszenia. Takim rodzinom zabiera się dziecko, gdyż krew Nocnych Łowców jest dominująca i  mimo, że jego rodzic nie jest już Łowcą, ono dalej należy do Nefilim. Chciałam  odnaleźć rodziców, ale.. Nie było ich nigdzie, nawet ojca. Żadnej wzmianki.. jakby wraz z jego wystąpieniem zniszczyli o nim wszystkie informacje tak, żeby nie pozostał po nim ani jeden ślad.
            Pchnęłam ciężkie wrota do kuchni. W pomieszczeniu nikogo nie było; tak jak się obawiałam. Ogień palił się jednak na kominku więc usiadłam w fotelu i oparłam jedną nogę na siedzeniu podciągając kolano do klatki piersiowej. Postanowiłam zaczekać cierpliwie.
- A Ty kim jesteś? – usłyszałam chwilę potem czyjś głos zza pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam wysoką brunetkę ubraną w granatową sukienkę pokojówki i fartuszek. Patrzyła na mnie z ciekawością.
- Jestem Katy, ja.. – zaczęłam, ale wtedy weszła Elaine.
- Oh, nie spodziewałam się, ze przyjdziesz – uśmiechnęła się do mnie – Katy to jest Sophie, pomaga mi w kuchni jak już wcześniej wspomniałam. Sophie to Katy, jest tu.. – spojrzała na mnie z wahaniem. Wiedziała o całej sprawie, nie była pewna czy wtajemniczać w nią kolejną osobę.
- Jestem tu z woli Alucarda, on.. – przełknęłam ślinę – w pewnym sensie mam z nim umowę, uratował mnie. To.. skomplikowane.
- Umowę? Uratował cię? – Sophie otworzyła szerzej oczy – Jesteś więc dla niego kimś specjalnym. To wielki zaszczyt – prawie się ukłoniła. Spojrzałam na nią zdziwiona. Jestem kimś specjalnym, bo zechciał mnie uratować? I czy on jest tutaj aż tak naprawdę ważny?
~~,,Tak, jestem tutaj kimś ważnym” – usłyszałam w swojej głowie głos mojego „wybawiciela”. Podsłuchiwał?? Z nadludzkim wysiłkiem powstrzymałam się przed wyklęciem go w myślach.
- To nie zaszczyt, raczej konieczność.. Coś w rodzaju długu.. – powiedziałam w końcu.
            Elaine znów zrobiła zmartwioną minę i zaczęła krzątać się po kuchni. Sophie dalej patrzyła na mnie z ciekawością. Postanowiłam jej więc opowiedzieć dokładniej co się stało, może czegoś się dowiem. Spytałam jej:
- Możesz mnie zaprowadzić do Sir Integry?
            Zgodziła się bez problemu i po chwili szłyśmy korytarzem ku schodom na piętro. Zaczęłam opowiadać Sophie jak Alucard na mnie trafił i jaka umowa mnie obowiązuje. Uznałam, że mogę jej zaufać. Gdy wspomniałam o układzie krwi pokiwała głową i powiedziała:
- Rozumiem to. Kiedy zaczęłam tu pracować także byłam traktowana jako dawczyni – skrzywiła się. – Użył mnie tylko 2-3 razy, potem pani Integra zabroniła mu tego. Oficjalnie nie może pić krwi ludzkiej tylko medyczną. Jak to jednak naprawdę jest, wszyscy dobrze wiemy..
            Czyli nie ja pierwsza nie ostatnia. Mało pocieszające…
- Chwila.. – powiedziałam powoli – Integra może mu czegoś zabronić? W bibliotece zatytułowała go swoim ,,sługą”..
- Tak – pokojówka przytaknęła – To dość skomplikowane, sama niewiele o tym wiem ale.. Sir Alucard jest całkowicie podległy Pani Integrze. Można wiec powiedzieć, że jest na jej usługach a ona jest jego panią..
            Pokiwałam głową. To było coraz dziwniejsze.
- Mam głupie pytanie.. – zaczęłam, gdy weszłyśmy po schodach na piętro – Czy od ugryzienia nie powinno się stawać wampirem?
            Sophie parsknęła śmiechem.
- Nie, inaczej pół Londynu miałoby kły. – popatrzyła na mnie – Ale wiem o co Ci chodzi. Jeśli wampir cię ugryzie masz trzy dni. Jeśli w tym czasie napijesz się krwi, sama stajesz się krwiopijcą. Jeśli nie, po trzech dniach wracasz do bycia normalnym człowiekiem. Najgorsze jest to, że w ciągu tych trzech dni dręczy cię niebywale pragnienie.. Nie możesz jednak niczego zjeść, ani się napić. Zyskujesz też umiejętności, których nie posiadają inni ludzie na przykład lepszy wzrok, szybkość, siłę.. Jednakże minimalne, zaledwie ułamek tego co potrafią  wampiry. – zacisnęła usta – No i musisz być dziewicą żeby wampir mógł cię zmienić, inaczej stajesz się ghoulem, gdy zostaniesz ugryziona i napijesz się czyjejś krwi.
            Zacisnęłam usta. Hmm i już wiemy skąd to jego pytanie przed postrzałem w fabryce. Jeśli miałabym śmiertelną ranę… Wzdrygnęłam się. Przemieniłby mnie. Byłabym teraz wampirem pod jego rozkazami. Zamknęłam oczy dziękując w duchu, że nadal jestem człowiekiem i że cudem uniknęłam śmierci. Po chwili milczenia odezwałam się:
- Rozumiem.. Jeśli chodzi o wypicie krwi w ciągu tych trzech dni.. Nieważne jaką się wypije? Ghoula, człowieka czy wampira?
- Hmm.. – zamyśliła się – To działa tak: Zwykła ludzka krew zmienia cię w wampira niższej klasy o przeciętnej mocy. Co do krwi ghoula to nie wiem ale lepiej takowej nie pić, może  być toksyczna – uśmiechnęła się krzywo – A co do wampira.. Jeśli zmieszasz krew z tym, który cię ugryzł wtedy i on, i ty zyskujecie większą moc. Ty stajesz się wampirem klasy wyższej o dużej mocy. Jeśli chodzi o twój przypadek.. Przez krew Alucarda zacznę się ciebie bać – zastrzegła celując we mnie palcem i uśmiechając się lekko -  Ty jako Nocny Łowca i on, jako eksperyment.. Nie wiadomo jacy byście się stali po zmieszaniu krwi. Widzisz z resztą, że jest najpotężniejszy wśród nieśmiertelnych..
- Nie da się ukryć – przerwał nam czyjś przeciągający sylaby głos.
- Sir Alucard – pokojówka odwróciła się szybko do źródła głosu i ukłoniła się. Ja również lekko się obróciłam tak by ujrzeć wysoką sylwetkę wampira. Sophie wyglądała na lekko zmieszaną i przerażoną. Zarumieniła się i powiedziała: - Lepiej już pójdę. Gabinet Pani Integry jest za rogiem korytarza.
            Unikając wzroku wampira pospiesznie zeszła po schodach. Co on jej zrobił, że aż tak się go bała? W ogóle nie dba o innych jak nie musi..
- Skończyłaś, Łowco? To idziemy. Integra, moja pani się niecierpliwi – machnął na mnie dłonią w białej rękawiczce przerywając mój myślowy potok oszczerstw. Zgrzytnęłam zębami - znowu czytał mi w myślach.
 - Co zrobiłeś Sophie? – zapytałam prosto z mostu idąc za wampirem długim korytarzem.
- Nic, pewnie się mnie boi. Ach i czuje coś takiego jak respekt wobec mnie, powinienem cię  czegoś takiego nauczyć..
            Przewróciłam oczami. Weszliśmy w część gdzie po lewej stronie zaczynały się okna, korytarz był więc rozświetlony światłem poranka. Patrzyłam na wampira z uwagą. Jak to możliwe, że może chodzić za dnia i nie obracać się w popiół? Obserwowałam go chwilę jak idzie powolnym, leniwym krokiem, jednak od jego postawy i chodu wręcz biły słowa ,,move bitch, get out that way!”. Dogoniłam go. Przy nim byłam śmiesznie mała, jak skrzat.
- Wiesz co? –   zaczęłam, zerkając w górę na jego twarz. Wzrok miał utkwiony gdzieś w dalekim punkcie korytarza, a na oczy opadło mu kilka kosmyków ciemnych włosów. Nie rozumiałam całego tego uświęcania jego osoby. To wampir z jakimi wcześniej także miałam do czynienia, nic specjalnego. – Nie jesteś taki straszny
- Czyżby? – skierował na mnie swoje czerwone tęczówki – Nie boisz się potworów? – odwrócił się ku mnie zatrzymując się.
- Mam własna definicję „potwora”. Ty się do niej nie wliczasz jak na razie. – odparłam zgodnie z prawdą i popatrzyłam za okno w zamyśleniu przesuwając dłonią po karku. W sumie to prawda, nie wiedziałam nic o nim, nie miałam pojęcia co potrafi i jaki naprawdę jest. W moim mniemaniu potworem była osoba bezpodstawnie mordująca z zimną krwią niewinne osoby. Taka która uwielbia patrzeć na czyjeś cierpienia, która szuka byle powodu do zabawy kimś. Taka dla której czyjeś życie, obojętnie kogo, nic nie znaczy. Taka która nie żałuje nikogo i niczego. Akurat to jak w fabryce wykończył ghoule nie wliczało się do tego. To były potwory, bezmyślne istoty pozbawione człowieczeństwa.
            Alucard zaśmiał się dziwnie. Już odwracałam głowę w jego kierunku, gdy chwycił mnie za ramiona i przyparł do ściany. Dłonie ułożył po obu stronach mojej głowy na ciemnym drewnie, o które zmuszona byłam się oprzeć. Popatrzył na mnie ze zmrużonymi oczami kręcąc głową.
- Widzisz co robię, a i tak nie nazwiesz mnie potworem. Jesteś idiotką – wymruczał przybliżając się tak, że poczułam kojarzący mi się z nim zapach prochu strzelniczego, krwi i wina.  
- Możesz mnie zabić ale nie możesz mnie obrażać – założyłam ręce na piersiach.
            Alucard parsknął śmiechem  lekko odsuwając się ode mnie.
- Katherine.. – zaczął opierając jedną dłoń na ścianie przy mojej głowie, drugą chwycił kosmyk moich włosów. Odsunęłam się od niego przylegając plecami do boazerii. – Nadal nie mogę zrozumieć co takiego jest w twojej krwi.. Ostatnio czułem coś takiego lata temu, a i wtedy nie było to tak intensywne..
- Katy. – poprawiłam go.
- Słucham? – uniósł brwi zbity z tropu.
- Katy, nie Katherine. – zaznaczyłam.
- Czemu miałbym zdrabniać tak piękne imię jak Katherine? – zapytał cicho miękkim głosem,  przekrzywiając głowę i przybliżając się. Świdrował mnie wzrokiem.
- Co jest w mojej krwi? Co dokładnie masz na myśli? – Nie odpowiedziałam mu tylko zadałam zupełnie inne pytanie, zakładając ręce na piersi żeby mieć trochę przestrzeni. Nie podobało mi się to jak blisko mnie stał, jak się do mnie zwracał i to jak na mnie patrzył. Niczym wąż hipnotyzujący ofiarę…
            Alucard popatrzył w bok i po chwili milczenia rzekł:
- To cos znajomego, mam wrażenie, że.. – wymruczał jakby do siebie, a zaraz potem dojrzałam jak jego źrenice zwężają się. Uniósł czujnie wzrok i szybko się odsunął.
- Walter tu idzie. – oznajmił krótko.
            Sapnęłam z irytacji.
- Powiedz mi o co chodzi z tą krwią. – wycedziłam. Miałam dość jego okazjonalnego bełkotu w tej sprawie. Nie dowiedziałam się do tej pory praktycznie niczego.
- Nie.
            Warknęłam już całkiem wkurzona.
- Mów do cholery! – zacisnęłam dłonie w pięści.
- Nie. – Alucard uśmiechnął się, odsłaniając komplet zębów.
            Straciłam cierpliwość. Wyciągnęłam seraficki nóż z rękawa i rzuciłam w niego. Na moje nieszczęście trafiłam tylko w kapelusz. Strąciłam go z głowy wampira, a ostrze przyszpiliło nakrycie głowy do ściany. Alucard ryknął śmiechem, a ja stałam pośrodku korytarza zaciskając zęby i patrząc na jego reakcję nieco skonfundowana.
- Taak, wybrałem idealnie – wymruczał wciąż mając  w glosie cień triumfalnego śmiechu – Nie miałem takiej rozrywki od wieków. Dekady musiałem czekać na kogoś takiego – spojrzał na mnie pożądliwie.
            Opadły mi ramiona. Otworzyłam usta, ale zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi przy końcu korytarza. Z ulgą odwróciłam się w tamtą stronę i odetchnęłam spokojniej widząc sylwetkę Waltera. Tymczasem Alucard podszedł do ściany i wyciągnął z niej sztylet.
Gwizdnął i skomentował, diabelsko się uśmiechając:
- Głęboko..
            Zmierzyłam go nienawistnym spojrzeniem, gdy zakładał kapelusz na głowę i poprawiał poły płaszcza. Mógł mnie zostawić w tej fabryce, a nie brać ze sobą, bo zachciało mu się mieć nową zabaweczkę..
            Tymczasem Walter przybliżył się do nas i powiedział:
- Katy, Sir Integra wysłała mnie po ciebie, ale jak widzę sama zdecydowałaś się przyjść.
            Ignorując wampira który stanął tuż za mną opowiedziałam:
- Tak, już idę. Dziękuję za informację..
            Ruszyłam za Walterem a Alucard podążył za mną niczym cień, wciąż śmiejąc się cicho.
***
            Weszłam do gabinetu. Ściany boczne pokrywały półki z książkami, od samej ziemi do sufitu znajdującego się pięć metrów nad podłogą. Naprzeciwko drzwi były cztery wielkie okna gotyckie, a pomiędzy dwoma środkowymi stało biurko zwrócone przodem do wchodzących. Ujrzałam za nim tą samą blondynkę, która wpadła do biblioteki wczorajszej nocy, gdy rozmawiałam z Alucardem. Była kobietą w średnim wieku o popielatych blond włosach i jasnych oczach patrzących zza okrągłych okularów  w złotej oprawce. W ustach trzymała cygaro. Kiedy nas zobaczyła jej usta wygięły się w uśmiechu, wyjęła z nich fajkę i strzepnęła popiół do popielniczki.
- Katherine Herondale, Nocna Łowczyni z Instytutu Londyńskiego. Ojciec: Nocny Łowca, matka: śmiertelniczka. – powiedziała na przywitanie, a zaraz potem dodała –  Tyle się zdołaliśmy dowiedzieć bezpośrednio od ciebie.
            Otworzyłam usta w niemym zdziwieniu. Jak się dowiedzieli..? Niczego im nie powiedziałam. Spojrzałam na Alucarda, który stanął teraz przy krześle Integry. Obdarzył mnie pewnym siebie uśmiechem i przekrzywił głowę. Czyżby użyli go by pogrzebał mi w pamięci, gdy byłam nieprzytomna?   
- Tak, wszystko się zgadza.. – odparłam powoli –  Ale skąd pani to wie? – zapytałam podchodząc bliżej.
- Hellsing to ważna organizacja, mamy swoje sposoby – wykrzywiła usta w uśmiechu. – Stąd mamy dostęp do wielu ważnych informacji.. Jednak z tego co dowiedzieliśmy się o tobie, mamy pewien problem. – oświadczyła i zaciągnęła się dymem z cygara. – Nie znaleźliśmy żadnej wzmianki o twoim ojcu i pokrewieństwem z rodziną Herondale.
- Oh tak – bąknęłam – Tak, wiem. Szukałam też o nich informacji ale bezskutecznie..
- Nie masz na nazwisko Herondale, pochodzisz z innej rodziny. – przerwała mi Integra, a ja zamrugałam zszokowana.
            Usiadłam, czując dziwną słabość w nogach.
- Co? – zapytałam cicho. – To prawda?
- Przeanalizowaliśmy dokładnie informacje, nie masz w swoich żyłach krwi Herondale’ów. – oświadczyła blondynka patrząc na mnie uważnie. Alucard zaśmiał się cicho, więc przeniosła na niego wzrok.
- Chcesz się z nami czymś podzielić, Alucardzie?
            Wampir przymknął oczy, mówiąc:
- Jeszcze nie czas.
            Zmarszczyłam brwi. W jego głosie słychać było dziwną radość. Integra również wbijała w niego wzrok, jednak po chwili znów odwróciła  się do papierów na biurku. Ja jednak wciąż patrzyłam na wampira. Gdy jego pani odwróciła wzrok otworzył oczy i zmierzył mnie dzikim spojrzeniem. Co go tak do cholery ucieszyło? Poruszyłam się niespokojnie. Alucard podszedł do okna i oparł się o parapet. Nadal uśmiechał się nienaturalnie i widać było, że powstrzymuje się od wybuchnięcia triumfalnym śmiechem. Integra nie zwróciła na to większej uwagi, więc takie zachowanie widać było u niego „normalne”. Postanowiłam dać temu spokój i wypytywać dalej:
- Znaleźliście jeszcze jakieś informacje o mojej rodzinie?
- Jesteśmy w trakcie poszukiwań – odparła Integra przerzucając kartki w segregatorze. Wszystkie dokumenty były starannie uporządkowane i wyglądały bardzo urzędowo.
 – Pewne jest że musisz mieć choć jednego z rodziców  jako Nocnego Łowcę. Matkę lub ojca. Gdy tylko czegoś się dowiemy poinformujemy cię. Jak na razie.. nie mamy nic. – zgasiła z frustracją cygaro o popielniczkę.   
            Pokiwałam głową. Jak to możliwe że przez całe życie myślałam że jestem kimś zupełnie innym niż byłam? Kim jestem teraz? Zacisnęłam usta obejmując się ramionami. Poczułam się nagle słaba i samotna. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Odetchnęłam po chwili. Nieważne. Rodzina to nie więzy krwi; od dziecka to słyszałam i to przyswoiłam. Tęskniłam za prawdziwymi rodzicami, ale znalazłam rodzinę, siostry i braci w Instytucie. Matt, Isabelle i  moja przybrana matka Helen. Okazyjnie gościł u nas Johnny, jej facet, ale słabo sprawdzał się w roli ojca. Matt jednak, jak to chłopcy, nie miał nic przeciwko niemu i chętnie wyjeżdżał z nim na drobne misje albo walczył w sali treningowej. Dla mnie w roli przybranego ojca bardziej sprawdzał się Gerald – nasz mistrz. Mieszkał z nami w Instytucie i był naszym mentorem i nauczycielem. Zajmował się magią i medycyną. Nauczał nas języków, sztuki obrony, nauk starożytnych i współczesnych, rysowania znaków oraz udzielał informacji o magicznych istotach. Był najmądrzejszym człowiekiem jakiego znałam, miałam w nim autorytet i darzyłam go pełnym szacunkiem.
            Integra skończyła porządkować dokumenty i zwróciła się do mnie.
- Zdaje się że miałaś do mnie jakieś ważne pytanie.
            Podniosłam na nią wzrok i potwierdziłam.
- Tak, co stało się z moją grupą łowców? Wiecie coś? – nerwowo bawiłam się bransoletką na nadgarstku którą dostałam od Isabelle. Jeśli coś im się stało… Nie daruję sobie tego. - I co z resztą Łowców z Instytutu?
- Twoja grupa to już dawno trupy wykończone przez Alucarda – odpowiedziała Integra – Część jednak przeżyła, nie zmieniła się w ghoule i są aktualnie w pełni bezpieczni w Londyńskim Instytucie.
            Zacisnęłam dłonie w pięści. Trupy? Zerknęłam na wampira który z beztroską miną leniwie poprawiał swoje białe rękawiczki. Czując na sobie moje spojrzenie podniósł wzrok i uśmiechnął się pokazując ostre kły. Przełknęłam ślinę trawiąc usłyszaną informację. Nocni Łowcy giną w walce, to normalne, zdążyłam się już przyzwyczaić.. Jednak Matt, Izzy.. Żyją czy byli w tej grupce nieszczęśników których ugryzły te mutanty?
- Czy.. – zaczęłam – Czy mogłabym wrócić do Instytutu? – zapytałam – Wziąć tylko parę rzeczy i pożegnać się. – dopowiedziałam szybko mając duszę na ramieniu.
            Integra zmierzyła mnie wzrokiem patrząc na mnie znad okularów i po chwili milczenia znowu zapaliła cygaro. Śledziłam jej ruchy w napięciu czekając na odpowiedz. Powinna się zgodzić i mnie puścić. Mam nadzieję że chociaż ona nie będzie traktować mnie tutaj jak więźnia.
- Katherine, wiesz dobrze że nie możesz wrócić. Musisz zostać już z nami odkąd Alucard zabrał cię do nas. Dowiedziałaś się już o Organizacji, więc nie możesz jej opuścić. Znalazłaś się w danym momencie czasu, w określonym miejscu i tak się złożyło, że misje twoja i Alucarda się skrzyżowały. To, że cię uratował przeważyło szalę. Musiał cię zabrać. Poza tym.. Jesteś Łowcą, a więc twoje umiejętności nam się bardzo przydadzą – uśmiechnęła się lekko – Zwykle byśmy rozważali każdy możliwy sposób żeby wyczyścić ci pamięć i odesłać, jak gdyby nigdy nic, tak jak to robimy z innymi ludźmi. Twój przypadek jest jednak wyjątkowy, jesteś tu pierwszą Łowczynią. I.. skoro chcesz pojechać do Instytutu tylko na krótki okres czasu, jak mówisz zabrać swoje rzeczy i pożegnać się.. Zezwalam na wyjazd. – oświadczyła Integra.
            Słuchałam jej uważnie, a kiedy skończyła, rozpromieniłam się. Już chciałam podziękować, gdy znowu zaczęła mówić:
- Ale pamiętaj, nie możesz powiedzieć gdzie trafiłaś, ani nic na temat Organizacji. Wszystko jest tajne więc musisz wymyślić coś w co uwierzą i co usprawiedliwi twoje odejście. – nakazała. – Warunkiem jest twoje milczenie. Zezwalam na wyjście, ale obowiązuje cię tajemnica milczenia.
            Przytaknęłam. Kamień spadł mi z serca.. Uzyskanie zgody na wyjazd do Instytutu poprawiło mi nastrój. Dręczyło mnie tylko to czy moi najbliżsi żyją, jak najszybciej chciałam ich zobaczyć. Zacisnęłam wargi, niepewność wierciła mi dziurę w umyśle skuteczniej niż diamentowe wiertło. Po chwili postanowiłam odgonić od siebie negatywne myśli i skupić się na czymś innym. Zapytałam na koniec tylko:
- Kiedy będę mogła jechać?
            Integra wymieniła spojrzenie z Walterem stojącym wciąż nieopodal drzwi.
- Jeszcze przed południem - dziś, zaraz po śniadaniu. – oznajmiła – A pod wieczór mam dla ciebie zajęcie.
            Ta informacja poprawiła mi humor jeszcze bardziej. Jeszcze dziś, zaraz, będę mogła się stąd wyrwać! Chciałam zapytać jaką sprawę ma dla mnie Integra, ale przerwała mi unosząc dłoń.
- Działając w Organizacji Hellsing czekają cię różne zadania – zaczęła mówić – Zajmujemy się eliminowaniem potworów tak jak wy, Łowcy. Działamy na tych zasadach. Zabijamy tych którzy łamią prawa narażając ludzkość i świat nadprzyrodzonych istot na ujawnienie. Będziesz jeździła na misje głównie w Anglii ale jeśli będzie taka konieczność to i za granicę. Wraz z Alucardem oczywiście. Jesteś jak to ujął ,,jego pomocnicą” – rzuciła mu spojrzenie z ukosa. Wampir uważnie się nam przypatrywał dalej opierając się leniwie o parapet. Integra zaciągnęła się dymem i kontynuowała – Seras Victoria, wampirzyca, którą przemienił przyjedzie dziś po południu z naszego korpusu wojennego w Ameryce Środkowej, by cię trochę podszkolić. Wszyscy jesteśmy zdania, że Łowcy potrzebują nieco innego, ponadprogramowego, indywidualnego szkolenia.  Victoria zjawi się tu z kapitanem Bernadotte, on jest dowódcą wojskowym i nie martw się – zmrużyła oczy – to człowiek.
            Chciałam już skomentować to co powiedziała gdy przerwał mi Alucard:
- Słucham? Ten francuski idiota też tu przyjeżdża? – prychnął.
- Alucard – warknęła Integra gromiąc go spojrzeniem, na co ten przewrócił oczami. – Pozwalam ci odejść. – oświadczyła jasno i dobitnie.
            Wampir skrzywił się i z nieodgadnionym wyrazem twarzy przeszedł przez ścianę do innego pomieszczenia. Wciąż nie mogłam się przyzwyczaić do tej umiejętności. Stoisz przy ścianie, a tu nagle czujesz jak coś przy twoim boku się porusza, wpadasz w ramiona które wzięły się znikąd.. Wzdrygnęłam się.
            Integra powoli wydmuchiwała szary dym z płuc.
- Jutro otrzymasz własną broń, wieczorem będziesz trenować na wspólnej. Powiadomię was, gdy tylko zdarzy się jakiś poważniejszy wypadek i będziecie musieli wyruszyć na misję. Teraz  Walter zawiezie cię do Instytutu, a potem odbierze. Pamiętaj: masz obowiązek milczenia. To tyle. – zwróciła wzrok z powrotem na dokumenty.
            Kiwnęłam głową i wstałam. W Instytucie może dowiem się coś niecoś o moim pochodzeniu. Jak to możliwe żeby oni nic nie wiedzieli o tym, że tak naprawdę nie mam nic wspólnego z rodziną Heronalde, których nazwiskiem zawsze się tytułowałam? Mam  nadzieję, że sprawa choć w niewielkim stopniu się wyjaśni. Może Gerald będzie coś wiedział.
            Na odchodnym odwróciłam się jeszcze i spytałam:
- Czy mogę zadać pytanie?
            Integra uniosła glowę znad książek.
- Słucham Katherine?
            Zawahałam się krótko, ale spontaniczne decyzje były na porządku dziennym w moim życiu.
- Czy Alucard zaraża?
            Integra uniosła brwi.
- Słucham? – zapytała zdziwiona z lekkim niedowierzaniem odkładając długopis.
- Wygląda jakby miał wściekliznę, stąd pytam, bo trochę się boję.
- Jedyne czym może zarazić to głupota – oświadczyła Integra i uśmiechnęła się znad fajki – A teraz idź, mam sporo papierkowej roboty..
            Zagryzłam usta uśmiechając się lekko i pożegnałam się, wychodząc z Walterem na korytarz. Sprawa nieco się wyjaśniła, a jednocześnie jeszcze bardziej pokomplikowała. Wtem oświeciło mnie. Biblioteka. Musi być tu jakiś zbiór ksiąg, a ja mam parę pytań dręczących mnie odkąd zobaczyłam wampira w szkarłacie. Chętnie dowiedziałabym się czym jest dokładnie ta Organizacja, kto ją założył i kim jest Alucard. Strażnikiem? Pierwszym Agentem? Tajną bronią? Sophie wspomniała coś, że jest Eksperymentem...
            Poprosiłam żeby Walter pokazał mi bibliotekę. Musiałam się tam udać jak najszybciej. Okazała się być pomieszczeniem z lewym skrzydle, ogromne drzwi były zamknięte, ale klucz tkwił w zamku, więc nie był to pokój niedostępny. Uspokoiłam się, gdy Walter zapewnił mnie, że mam tam wstęp wolny. Wiedząc już które drzwi do niej prowadzą, zapamiętałam drogę tam z mojego pokoju z postanowieniem, że odwiedzę tamto miejsce i trochę pogrzebie  w starych księgach i zapiskach, gdy tylko wrócę z wypadu do Instytutu. Skoro ten dom sprawiał tak dziwne wrażenie to co znajdę w bibliotece? 
***
            Wciąż miałam na sobie hellsingowy mundur, więc musiałam pożyczyć jakieś ciuchy na czas wyjazdu do Instytutu. Sophie zgarnęła mnie do swojego pokoju i tam zaczęłyśmy buszować wśród jej skromnej ilości ubrań. Miała doskonały porządek, całkiem odmiennie niż ja – uchodziłam za bałaganiarę. Mimo wszystko mówiłam, że w moim pokoju wcale nie ma burdelu – jest tylko artystyczny nieład. Tymczasem robiłam taki „artystyczny nieład” w pokoju mojej nowej przyjaciółki. Patrzyłyśmy, zestawiałyśmy stroje, zastanawiałyśmy się.. Po krótkiej chwili usiadłyśmy zrezygnowane na łóżku – miałyśmy inne rozmiary, więc nic nie pasowało na mnie i nie leżało na mnie naturalnie. Sophie była wyższa ode mnie i jej ubrania wisiały na mnie jak na wieszaku, a żeby jechać do Instytutu musiałam wyglądać wiarygodnie ubrana w ciuchy które na mnie pasują.
- Możemy spróbować wziąć coś od Anny.. – zaczęła pokojówka.
            Uniosłam głowę.
- To druga pokojówka, pomaga między innymi w kuchni tak jak ja. – dopowiedziała – Macie podobną posturę więc może jej ubrania by pasowały.
            Kiwnęłam głową i wstałam stękając jak staruszka z reumatyzmem. Nieprzespana noc i ostatnie wrażenia nie podziałały dobrze na mój organizm. Ledwo żywa pomyślałam z lubością o ziółkach Geralda, które nam przygotowywał po wyczerpujących misjach. Od razu stawiały na nogi prędzej i skuteczniej niż kawa.
            Poszłam za Sophie do pokoju Anny. Znajdował się kilka metrów dalej, na tym samym korytarzu. Zapukałyśmy do drzwi i otworzyła nam niewysoka blondynka. Miała proste, długie, jasne włosy z lekko złotopomarańczowym brzydkim odcieniem; dostrzegłam odrosty - włosy były farbowane. Ubrana była w jeszcze krótszą niż Sophie czarną sukienkę, fartuszek i kabaretki. Zmierzyła nas szaroniebieskimi oczami i zacisnęła wąskie usta. Oparła się o drzwi, unosząc brwi.
- Anno… - zaczęła Sophie.
- Co chcesz tym razem? – zapytała niezbyt przyjaznym tonem. Miała niski, nosowy glos i zero sympatii w jego brzmieniu. W oczach też nie dostrzegłam nic głębszego. Ledwo na mnie popatrzyła; traktowała mnie jak powietrze.
- Pożycz parę ubrań dla Katy, nie ma własnych ciuchów, musi dopiero po nie jechać, a nie może pojawić się tam w takim stroju.. – zaczęła wyjaśniać trochę nieskładnie Sophie, ale Anna jej przerwała:
- Nie tłumacz, wiem wszystko – blondynka zmrużyła oczy zerkając na mnie – Ta kolejna wampirza dziwka nie dostanie ode mnie niczego.
- Co? – zapytała skonfundowana brunetka, a ja uniosłam brwi.
- Słyszałaś. – oświadczyła Anna i założyła ręce na piersi – Chcecie coś jeszcze? Bo mam coś do załatwienia z Alucardem.
- Nie, nic, ale powiedz co się stało..? – pytała dalej Sophie.
- Nieważne – Anna uniosła oczy ku górze jakby się modląc „dlaczego niektórzy są takimi debilami”. – Już? Bo jestem zajęta.
- Ale.. – zaczęła Sophie ale siłą została wyparta z progu pokoju. Anna zatrzasnęła drzwi przed naszym nosem.
            Chrząknęłam.
- Co to miało być? – zapytałam. Nie byłam oburzona takim potraktowaniem mnie. Tacy ludzie mnie raczej bawili, a nie denerwowali.
- Nie wiem.. – odparła wolno brunetka – Zwykle się tak raczej nie zachowuje, to znaczy.. nie obraża tak przypadkowych osób.
- Rozumiem, ale.. wampirza dziwka? – mruknęłam rozbawiona. – w dodatku kolejna?
- Jest może lekko sfrustrowana, ale..
- Lekko? – wyszczerzyłam się.
- Dobra, nie ważne. Pogadam z nią później i dowiem się o co chodzi, bo zareagowała naprawdę dziwnie. – powiedziała Sophie – A teraz chodź, pożyczę ci jednak jakieś moje ubrania.

            Wróciłyśmy do jej pokoju gdzie nałożyłam szorty z podwiniętymi nogawkami i poprzecieranym gdzieniegdzie materiałem oraz koszulkę w cienkie paski, której przód włożyłam w szorty by jakoś ją „zmniejszyć”. Do spodni musiałam wziąć pasek. Gdy już jako tako wyglądałam, poszłam do kuchni z Sophie na szybkie śniadanie składające się z kawy i kilku ciastek. W głowie kołatała mi myśl o tym jak Anna powiedziała, że ma coś do załatwienia z Alucardem i wyrażenie ,,wampirza dziwka”. Sama nie była ubrana bardziej przyzwoicie niż prostytutka, więc o co tu chodzi? Niby nie jest to jej normalne zachowanie, ale skąd taka wrogość wobec mnie, gdy jeszcze nawet mnie nie poznała? Tonem głosu brzmiała jakby za wszelką cenę chciała podkreślić, że jest tu „kimś”, szczególnie dla tego wampira.. Skrzywiłam się. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi i postanowiłam nie zawracać sobie na razie nią głowy. Mam ważniejsze sprawy niż myślenie o jakiejś płytkiej niestabilnej emocjonalnie osobie. Dopiłam kawę i chwyciłam jeszcze ciacho na drogę. Popędziłam do holu głównego; ku mojej radości nie zgubiłam się – mój niezawodny zmysł orientacji nadal działa. Przy drzwiach wyjściowych czekał Walter by zabrać mnie do „byłego domu”, jak już mogłam tak to określić.
*********
Jako taki rodział trzeci.  W następnym zapowiedz wyjazdu na którym COŚ BĘDZIE :D