inny kupiec się nie trafi,
Innego diabła już nie ma."
***
Próbowałam
zasnąć, ale byłam zbyt nabuzowana. Alucard skutecznie przepędził moje
zmęczenie. Pojawia się znikąd, porywa mnie bo nie ma nic ciekawszego do roboty
i wkręca w jakieś szaleństwo, a potem straszy i ma z tego niezłą zabawę.
Cholerny, napuszony władca świata.. Leżałam chwilę wpatrując się ze złością w
sufit. Zaraz wstałam i zaczęłam nerwowo krążyć po pokoju.
Kto by
pomyślał, że Nocny Łowca wejdzie z własnej woli w jakieś układy z wampirem? Ja
powinnam ZABIJAĆ takie istoty a nie z nimi pracować! Denerwowała mnie taka
,,więź” z nim, ten cały układ i postawione warunki.. Byłam na siebie zła, że
tak łatwo dałam się zaskoczyć tym ghoulom w fabryce. Jak mogłam postąpić tak
głupio? Godne pożałowania. No, ale powinnam cieszyć się, że żyję… Dzięki
Alucardowi. Należy mu się swego rodzaju wdzięczność, czy może jak już to ujęłam
,,dług” i rad nierad muszę go spłacić. Opadłam na łóżko godząc się z własną
bezsilnością w tej sprawie. Założyłam ręce pod głowę i wpatrzyłam się w sufit.
Może da się jakoś ominąć ten układ? Zamienić albo zrobić cokolwiek..?
Czuwałam do
świtu i nad ranem postanowiłam iść do kuchni poszukać Waltera albo Elaine. Nie
miałam zamiaru tu siedzieć i czekać Bóg wie na co. Chciałam jak najszybciej porozmawiać
z Integrą, a tylko oni mogli mnie do niej zaprowadzić. Zarzuciłam na siebie
jakiś sweter znaleziony w pokoju i po chwili namysłu wzięłam wsuwkę do włosów
która tak naprawdę była ostrym anielskim sztyletem. Ogarnęłam się w łazience i
wyszłam na korytarz kierując się do kuchni. To był jedyne pomieszczenie gdzie
umiałam trafić, nie chciałam na razie zwiedzać i sama łazić po tym labiryncie
korytarzy. Ten dom krył i zbyt wiele tajemnic, i miał zbyt nietypowych
lokatorów. Nie wiadomo co jeszcze może być w tym dziwnym budynku.
Szybkim krokiem szłam korytarzem,
oświetlonym ciepłym żółtawym światłem lamp po obu stronach ścian. W ciężkich,
złoconych, ozdobnych ramach wisiały obrazy jakichś ludzi, prawdopodobnie z rodu
Van Helsingów. Miałam wrażenie, że postacie faktycznie na mnie patrzą, mogłam
czuć na sobie ich świdrujący, ale martwy wzrok. Wzdrygnęłam się i postanowiłam
odgonić myśli od poprzednich właścicieli oraz od zastanawiania się nad
zawartością poszczególnych pokoi w korytarzu. Skupiłam się na czymś innym. Omówienie
mojego przyjęcia do organizacji to jedno ale jest też kwestia którą chciałam JA
uzgodnić. Skoro już zostałam zmuszona by tu zostać chcę uzyskać pozwolenie na
ostatnie wyjście do Instytutu by zabrać swoje rzeczy i pożegnać się.. Pożegnać
się z ludźmi wśród których czułam się jak rodzina, której praktycznie nigdy nie
miałam. Zostałam zabrana do Instytutu Londyńskiego jako dziecko, nie pamiętam
rodziców. Wiedziałam tylko tyle, że matka była śmiertelną, a ojciec Nocnym
Łowcą. Poślubiając śmiertelniczkę musiał zrezygnować z mocy i wystąpić ze
stowarzyszenia. Takim rodzinom zabiera się dziecko, gdyż krew Nocnych Łowców
jest dominująca i mimo, że jego rodzic
nie jest już Łowcą, ono dalej należy do Nefilim. Chciałam odnaleźć rodziców, ale.. Nie było ich nigdzie,
nawet ojca. Żadnej wzmianki.. jakby wraz z jego wystąpieniem zniszczyli o nim
wszystkie informacje tak, żeby nie pozostał po nim ani jeden ślad.
Pchnęłam
ciężkie wrota do kuchni. W pomieszczeniu nikogo nie było; tak jak się
obawiałam. Ogień palił się jednak na kominku więc usiadłam w fotelu i oparłam
jedną nogę na siedzeniu podciągając kolano do klatki piersiowej. Postanowiłam
zaczekać cierpliwie.
- A Ty kim jesteś? – usłyszałam chwilę potem czyjś głos zza
pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam wysoką brunetkę ubraną w granatową sukienkę
pokojówki i fartuszek. Patrzyła na mnie z ciekawością.
- Jestem Katy, ja.. – zaczęłam, ale wtedy weszła Elaine.
- Oh, nie spodziewałam się, ze przyjdziesz – uśmiechnęła się
do mnie – Katy to jest Sophie, pomaga mi w kuchni jak już wcześniej
wspomniałam. Sophie to Katy, jest tu.. – spojrzała na mnie z wahaniem.
Wiedziała o całej sprawie, nie była pewna czy wtajemniczać w nią kolejną osobę.
- Jestem tu z woli Alucarda, on.. – przełknęłam ślinę – w
pewnym sensie mam z nim umowę, uratował mnie. To.. skomplikowane.
- Umowę? Uratował cię? – Sophie otworzyła szerzej oczy – Jesteś
więc dla niego kimś specjalnym. To wielki zaszczyt – prawie się ukłoniła.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Jestem kimś specjalnym, bo zechciał mnie uratować?
I czy on jest tutaj aż tak naprawdę ważny?
~~,,Tak, jestem tutaj kimś ważnym” – usłyszałam w swojej
głowie głos mojego „wybawiciela”. Podsłuchiwał?? Z nadludzkim wysiłkiem
powstrzymałam się przed wyklęciem go w myślach.
- To nie zaszczyt, raczej konieczność.. Coś w rodzaju
długu.. – powiedziałam w końcu.
Elaine znów
zrobiła zmartwioną minę i zaczęła krzątać się po kuchni. Sophie dalej patrzyła
na mnie z ciekawością. Postanowiłam jej więc opowiedzieć dokładniej co się
stało, może czegoś się dowiem. Spytałam jej:
- Możesz mnie zaprowadzić do Sir Integry?
Zgodziła
się bez problemu i po chwili szłyśmy korytarzem ku schodom na piętro. Zaczęłam
opowiadać Sophie jak Alucard na mnie trafił i jaka umowa mnie obowiązuje.
Uznałam, że mogę jej zaufać. Gdy wspomniałam o układzie krwi pokiwała głową i
powiedziała:
- Rozumiem to. Kiedy zaczęłam tu pracować także byłam
traktowana jako dawczyni – skrzywiła się. – Użył mnie tylko 2-3 razy, potem
pani Integra zabroniła mu tego. Oficjalnie nie może pić krwi ludzkiej tylko
medyczną. Jak to jednak naprawdę jest, wszyscy dobrze wiemy..
Czyli nie
ja pierwsza nie ostatnia. Mało pocieszające…
- Chwila.. – powiedziałam powoli – Integra może mu czegoś
zabronić? W bibliotece zatytułowała go swoim ,,sługą”..
- Tak – pokojówka przytaknęła – To dość skomplikowane, sama
niewiele o tym wiem ale.. Sir Alucard jest całkowicie podległy Pani Integrze.
Można wiec powiedzieć, że jest na jej usługach a ona jest jego panią..
Pokiwałam
głową. To było coraz dziwniejsze.
- Mam głupie pytanie.. – zaczęłam, gdy weszłyśmy po schodach
na piętro – Czy od ugryzienia nie powinno się stawać wampirem?
Sophie
parsknęła śmiechem.
- Nie, inaczej pół Londynu miałoby kły. – popatrzyła na mnie
– Ale wiem o co Ci chodzi. Jeśli wampir cię ugryzie masz trzy dni. Jeśli w tym
czasie napijesz się krwi, sama stajesz się krwiopijcą. Jeśli nie, po trzech
dniach wracasz do bycia normalnym człowiekiem. Najgorsze jest to, że w ciągu
tych trzech dni dręczy cię niebywale pragnienie.. Nie możesz jednak niczego
zjeść, ani się napić. Zyskujesz też umiejętności, których nie posiadają inni
ludzie na przykład lepszy wzrok, szybkość, siłę.. Jednakże minimalne, zaledwie
ułamek tego co potrafią wampiry. –
zacisnęła usta – No i musisz być dziewicą żeby wampir mógł cię zmienić, inaczej
stajesz się ghoulem, gdy zostaniesz ugryziona i napijesz się czyjejś krwi.
Zacisnęłam usta. Hmm i już wiemy skąd
to jego pytanie przed postrzałem w fabryce. Jeśli miałabym śmiertelną ranę…
Wzdrygnęłam się. Przemieniłby mnie. Byłabym teraz wampirem pod jego rozkazami.
Zamknęłam oczy dziękując w duchu, że nadal jestem człowiekiem i że cudem
uniknęłam śmierci. Po chwili milczenia odezwałam się:
- Rozumiem.. Jeśli chodzi o wypicie krwi w ciągu tych trzech
dni.. Nieważne jaką się wypije? Ghoula, człowieka czy wampira?
- Hmm.. – zamyśliła się – To działa tak: Zwykła ludzka krew zmienia cię w wampira niższej klasy o przeciętnej mocy. Co do krwi ghoula to nie wiem ale lepiej takowej nie pić, może być toksyczna – uśmiechnęła się krzywo – A co do wampira.. Jeśli zmieszasz krew z tym, który cię ugryzł wtedy i on, i ty zyskujecie większą moc. Ty stajesz się wampirem klasy wyższej o dużej mocy. Jeśli chodzi o twój przypadek.. Przez krew Alucarda zacznę się ciebie bać – zastrzegła celując we mnie palcem i uśmiechając się lekko - Ty jako Nocny Łowca i on, jako eksperyment.. Nie wiadomo jacy byście się stali po zmieszaniu krwi. Widzisz z resztą, że jest najpotężniejszy wśród nieśmiertelnych..
- Hmm.. – zamyśliła się – To działa tak: Zwykła ludzka krew zmienia cię w wampira niższej klasy o przeciętnej mocy. Co do krwi ghoula to nie wiem ale lepiej takowej nie pić, może być toksyczna – uśmiechnęła się krzywo – A co do wampira.. Jeśli zmieszasz krew z tym, który cię ugryzł wtedy i on, i ty zyskujecie większą moc. Ty stajesz się wampirem klasy wyższej o dużej mocy. Jeśli chodzi o twój przypadek.. Przez krew Alucarda zacznę się ciebie bać – zastrzegła celując we mnie palcem i uśmiechając się lekko - Ty jako Nocny Łowca i on, jako eksperyment.. Nie wiadomo jacy byście się stali po zmieszaniu krwi. Widzisz z resztą, że jest najpotężniejszy wśród nieśmiertelnych..
- Nie da się ukryć – przerwał nam czyjś przeciągający sylaby
głos.
- Sir Alucard – pokojówka odwróciła się szybko do źródła
głosu i ukłoniła się. Ja również lekko się obróciłam tak by ujrzeć wysoką
sylwetkę wampira. Sophie wyglądała na lekko zmieszaną i przerażoną. Zarumieniła
się i powiedziała: - Lepiej już pójdę. Gabinet Pani Integry jest za rogiem
korytarza.
Unikając
wzroku wampira pospiesznie zeszła po schodach. Co on jej zrobił, że aż tak się
go bała? W ogóle nie dba o innych jak nie musi..
- Skończyłaś, Łowco? To idziemy. Integra, moja pani się
niecierpliwi – machnął na mnie dłonią w białej rękawiczce przerywając mój
myślowy potok oszczerstw. Zgrzytnęłam zębami - znowu czytał mi w myślach.
- Co zrobiłeś Sophie?
– zapytałam prosto z mostu idąc za wampirem długim korytarzem.
- Nic, pewnie się mnie boi. Ach i czuje coś takiego jak
respekt wobec mnie, powinienem cię
czegoś takiego nauczyć..
Przewróciłam
oczami. Weszliśmy w część gdzie po lewej stronie zaczynały się okna, korytarz
był więc rozświetlony światłem poranka. Patrzyłam na wampira z uwagą. Jak to
możliwe, że może chodzić za dnia i nie obracać się w popiół? Obserwowałam go
chwilę jak idzie powolnym, leniwym krokiem, jednak od jego postawy i chodu
wręcz biły słowa ,,move bitch, get out that way!”. Dogoniłam go. Przy nim byłam
śmiesznie mała, jak skrzat.
- Wiesz co? –
zaczęłam, zerkając w górę na jego twarz. Wzrok miał utkwiony gdzieś w
dalekim punkcie korytarza, a na oczy opadło mu kilka kosmyków ciemnych włosów.
Nie rozumiałam całego tego uświęcania jego osoby. To wampir z jakimi wcześniej
także miałam do czynienia, nic specjalnego. – Nie jesteś taki straszny
- Czyżby? – skierował na mnie swoje czerwone tęczówki – Nie
boisz się potworów? – odwrócił się ku mnie zatrzymując się.
- Mam własna definicję „potwora”. Ty się do niej nie
wliczasz jak na razie. – odparłam zgodnie z prawdą i popatrzyłam za okno w
zamyśleniu przesuwając dłonią po karku. W sumie to prawda, nie wiedziałam nic o
nim, nie miałam pojęcia co potrafi i jaki naprawdę jest. W moim mniemaniu
potworem była osoba bezpodstawnie mordująca z zimną krwią niewinne osoby. Taka
która uwielbia patrzeć na czyjeś cierpienia, która szuka byle powodu do zabawy
kimś. Taka dla której czyjeś życie, obojętnie kogo, nic nie znaczy. Taka która
nie żałuje nikogo i niczego. Akurat to jak w fabryce wykończył ghoule nie
wliczało się do tego. To były potwory, bezmyślne istoty pozbawione
człowieczeństwa.
Alucard zaśmiał
się dziwnie. Już odwracałam głowę w jego kierunku, gdy chwycił mnie za ramiona
i przyparł do ściany. Dłonie ułożył po obu stronach mojej głowy na ciemnym
drewnie, o które zmuszona byłam się oprzeć. Popatrzył na mnie ze zmrużonymi
oczami kręcąc głową.
- Widzisz co robię, a i tak nie nazwiesz mnie potworem.
Jesteś idiotką – wymruczał przybliżając się tak, że poczułam kojarzący mi się z
nim zapach prochu strzelniczego, krwi i wina.
- Możesz mnie zabić ale nie możesz mnie obrażać – założyłam
ręce na piersiach.
Alucard
parsknął śmiechem lekko odsuwając się
ode mnie.
- Katherine.. – zaczął opierając jedną dłoń na ścianie przy
mojej głowie, drugą chwycił kosmyk moich włosów. Odsunęłam się od niego
przylegając plecami do boazerii. – Nadal nie mogę zrozumieć co takiego jest w
twojej krwi.. Ostatnio czułem coś takiego lata temu, a i wtedy nie było to tak
intensywne..
- Katy. – poprawiłam go.
- Słucham? – uniósł brwi zbity z tropu.
- Katy, nie Katherine. – zaznaczyłam.
- Czemu miałbym zdrabniać tak piękne imię jak Katherine? –
zapytał cicho miękkim głosem, przekrzywiając głowę i przybliżając się.
Świdrował mnie wzrokiem.
- Co jest w mojej krwi? Co dokładnie masz na myśli? – Nie
odpowiedziałam mu tylko zadałam zupełnie inne pytanie, zakładając ręce na
piersi żeby mieć trochę przestrzeni. Nie podobało mi się to jak blisko mnie
stał, jak się do mnie zwracał i to jak na mnie patrzył. Niczym wąż
hipnotyzujący ofiarę…
Alucard
popatrzył w bok i po chwili milczenia rzekł:
- To cos znajomego, mam wrażenie, że.. – wymruczał jakby do
siebie, a zaraz potem dojrzałam jak jego źrenice zwężają się. Uniósł czujnie
wzrok i szybko się odsunął.
- Walter tu idzie. – oznajmił krótko.
Sapnęłam z
irytacji.
- Powiedz mi o co chodzi z tą krwią. – wycedziłam. Miałam
dość jego okazjonalnego bełkotu w tej sprawie. Nie dowiedziałam się do tej pory
praktycznie niczego.
- Nie.
Warknęłam
już całkiem wkurzona.
- Mów do cholery! – zacisnęłam dłonie w pięści.
- Nie. – Alucard uśmiechnął się, odsłaniając komplet zębów.
Straciłam
cierpliwość. Wyciągnęłam seraficki nóż z rękawa i rzuciłam w niego. Na moje
nieszczęście trafiłam tylko w kapelusz. Strąciłam go z głowy wampira, a ostrze
przyszpiliło nakrycie głowy do ściany. Alucard ryknął śmiechem, a ja stałam
pośrodku korytarza zaciskając zęby i patrząc na jego reakcję nieco
skonfundowana.
- Taak, wybrałem idealnie – wymruczał wciąż mając w glosie cień triumfalnego śmiechu – Nie
miałem takiej rozrywki od wieków. Dekady musiałem czekać na kogoś takiego –
spojrzał na mnie pożądliwie.
Opadły mi
ramiona. Otworzyłam usta, ale zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować usłyszałam
dźwięk otwieranych drzwi przy końcu korytarza. Z ulgą odwróciłam się w tamtą
stronę i odetchnęłam spokojniej widząc sylwetkę Waltera. Tymczasem Alucard
podszedł do ściany i wyciągnął z niej sztylet.
Gwizdnął i skomentował, diabelsko się uśmiechając:
- Głęboko..
Zmierzyłam go nienawistnym
spojrzeniem, gdy zakładał kapelusz na głowę i poprawiał poły płaszcza. Mógł
mnie zostawić w tej fabryce, a nie brać ze sobą, bo zachciało mu się mieć nową
zabaweczkę..
Tymczasem
Walter przybliżył się do nas i powiedział:
- Katy, Sir Integra wysłała mnie po ciebie, ale jak widzę
sama zdecydowałaś się przyjść.
Ignorując
wampira który stanął tuż za mną opowiedziałam:
- Tak, już idę. Dziękuję za informację..
Ruszyłam za
Walterem a Alucard podążył za mną niczym cień, wciąż śmiejąc się cicho.
***
Weszłam do
gabinetu. Ściany boczne pokrywały półki z książkami, od samej ziemi do sufitu
znajdującego się pięć metrów nad podłogą. Naprzeciwko drzwi były cztery wielkie
okna gotyckie, a pomiędzy dwoma środkowymi stało biurko zwrócone przodem do
wchodzących. Ujrzałam za nim tą samą blondynkę, która wpadła do biblioteki
wczorajszej nocy, gdy rozmawiałam z Alucardem. Była kobietą w średnim wieku o
popielatych blond włosach i jasnych oczach patrzących zza okrągłych okularów w złotej oprawce. W ustach trzymała cygaro.
Kiedy nas zobaczyła jej usta wygięły się w uśmiechu, wyjęła z nich fajkę i
strzepnęła popiół do popielniczki.
- Katherine Herondale, Nocna Łowczyni z Instytutu
Londyńskiego. Ojciec: Nocny Łowca, matka: śmiertelniczka. – powiedziała na
przywitanie, a zaraz potem dodała – Tyle
się zdołaliśmy dowiedzieć bezpośrednio od ciebie.
Otworzyłam
usta w niemym zdziwieniu. Jak się dowiedzieli..? Niczego im nie powiedziałam.
Spojrzałam na Alucarda, który stanął teraz przy krześle Integry. Obdarzył mnie pewnym
siebie uśmiechem i przekrzywił głowę. Czyżby użyli go by pogrzebał mi w pamięci,
gdy byłam nieprzytomna?
- Tak, wszystko się zgadza.. – odparłam powoli – Ale skąd pani to wie? – zapytałam podchodząc
bliżej.
- Hellsing to ważna organizacja, mamy swoje sposoby –
wykrzywiła usta w uśmiechu. – Stąd mamy dostęp do wielu ważnych informacji..
Jednak z tego co dowiedzieliśmy się o tobie, mamy pewien problem. – oświadczyła
i zaciągnęła się dymem z cygara. – Nie znaleźliśmy żadnej wzmianki o twoim ojcu
i pokrewieństwem z rodziną Herondale.
- Oh tak – bąknęłam – Tak, wiem. Szukałam też o nich
informacji ale bezskutecznie..
- Nie masz na nazwisko Herondale, pochodzisz z innej
rodziny. – przerwała mi Integra, a ja zamrugałam zszokowana.
Usiadłam,
czując dziwną słabość w nogach.
- Co? – zapytałam cicho. – To prawda?
- Przeanalizowaliśmy dokładnie informacje, nie masz w swoich
żyłach krwi Herondale’ów. – oświadczyła blondynka patrząc na mnie uważnie.
Alucard zaśmiał się cicho, więc przeniosła na niego wzrok.
- Chcesz się z nami czymś podzielić, Alucardzie?
Wampir
przymknął oczy, mówiąc:
- Jeszcze nie czas.
Zmarszczyłam
brwi. W jego głosie słychać było dziwną radość. Integra również wbijała w niego
wzrok, jednak po chwili znów odwróciła
się do papierów na biurku. Ja jednak wciąż patrzyłam na wampira. Gdy
jego pani odwróciła wzrok otworzył oczy i zmierzył mnie dzikim spojrzeniem. Co
go tak do cholery ucieszyło? Poruszyłam się niespokojnie. Alucard podszedł do
okna i oparł się o parapet. Nadal uśmiechał się nienaturalnie i widać było, że
powstrzymuje się od wybuchnięcia triumfalnym śmiechem. Integra nie zwróciła na
to większej uwagi, więc takie zachowanie widać było u niego „normalne”.
Postanowiłam dać temu spokój i wypytywać dalej:
- Znaleźliście jeszcze jakieś informacje o mojej rodzinie?
- Jesteśmy w trakcie poszukiwań – odparła Integra
przerzucając kartki w segregatorze. Wszystkie dokumenty były starannie
uporządkowane i wyglądały bardzo urzędowo.
– Pewne jest że
musisz mieć choć jednego z rodziców jako
Nocnego Łowcę. Matkę lub ojca. Gdy tylko czegoś się dowiemy poinformujemy cię.
Jak na razie.. nie mamy nic. – zgasiła z frustracją cygaro o popielniczkę.
Pokiwałam
głową. Jak to możliwe że przez całe życie myślałam że jestem kimś zupełnie
innym niż byłam? Kim jestem teraz? Zacisnęłam usta obejmując się ramionami.
Poczułam się nagle słaba i samotna. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Odetchnęłam
po chwili. Nieważne. Rodzina to nie więzy krwi; od dziecka to słyszałam i to
przyswoiłam. Tęskniłam za prawdziwymi rodzicami, ale znalazłam rodzinę, siostry
i braci w Instytucie. Matt, Isabelle i
moja przybrana matka Helen. Okazyjnie gościł u nas Johnny, jej facet,
ale słabo sprawdzał się w roli ojca. Matt jednak, jak to chłopcy, nie miał nic
przeciwko niemu i chętnie wyjeżdżał z nim na drobne misje albo walczył w sali
treningowej. Dla mnie w roli przybranego ojca bardziej sprawdzał się Gerald –
nasz mistrz. Mieszkał z nami w Instytucie i był naszym mentorem i nauczycielem.
Zajmował się magią i medycyną. Nauczał nas języków, sztuki obrony, nauk
starożytnych i współczesnych, rysowania znaków oraz udzielał informacji o
magicznych istotach. Był najmądrzejszym człowiekiem jakiego znałam, miałam w
nim autorytet i darzyłam go pełnym szacunkiem.
Integra
skończyła porządkować dokumenty i zwróciła się do mnie.
- Zdaje się że miałaś do mnie jakieś ważne pytanie.
Podniosłam
na nią wzrok i potwierdziłam.
- Tak, co stało się z moją grupą łowców? Wiecie coś? –
nerwowo bawiłam się bransoletką na nadgarstku którą dostałam od Isabelle. Jeśli
coś im się stało… Nie daruję sobie tego. - I co z resztą Łowców z Instytutu?
- Twoja grupa to już dawno trupy wykończone przez Alucarda –
odpowiedziała Integra – Część jednak przeżyła, nie zmieniła się w ghoule i są
aktualnie w pełni bezpieczni w Londyńskim Instytucie.
Zacisnęłam
dłonie w pięści. Trupy? Zerknęłam na wampira który z beztroską miną leniwie
poprawiał swoje białe rękawiczki. Czując na sobie moje spojrzenie podniósł
wzrok i uśmiechnął się pokazując ostre kły. Przełknęłam ślinę trawiąc usłyszaną
informację. Nocni Łowcy giną w walce, to normalne, zdążyłam się już
przyzwyczaić.. Jednak Matt, Izzy.. Żyją czy byli w tej grupce nieszczęśników
których ugryzły te mutanty?
- Czy.. – zaczęłam – Czy mogłabym wrócić do Instytutu? – zapytałam
– Wziąć tylko parę rzeczy i pożegnać się. – dopowiedziałam szybko mając duszę
na ramieniu.
Integra
zmierzyła mnie wzrokiem patrząc na mnie znad okularów i po chwili milczenia
znowu zapaliła cygaro. Śledziłam jej ruchy w napięciu czekając na odpowiedz.
Powinna się zgodzić i mnie puścić. Mam nadzieję że chociaż ona nie będzie
traktować mnie tutaj jak więźnia.
- Katherine, wiesz dobrze że nie możesz wrócić. Musisz
zostać już z nami odkąd Alucard zabrał cię do nas. Dowiedziałaś się już o
Organizacji, więc nie możesz jej opuścić. Znalazłaś się w danym momencie czasu,
w określonym miejscu i tak się złożyło, że misje twoja i Alucarda się
skrzyżowały. To, że cię uratował przeważyło szalę. Musiał cię zabrać. Poza
tym.. Jesteś Łowcą, a więc twoje umiejętności nam się bardzo przydadzą –
uśmiechnęła się lekko – Zwykle byśmy rozważali każdy możliwy sposób żeby
wyczyścić ci pamięć i odesłać, jak gdyby nigdy nic, tak jak to robimy z innymi
ludźmi. Twój przypadek jest jednak wyjątkowy, jesteś tu pierwszą Łowczynią. I..
skoro chcesz pojechać do Instytutu tylko na krótki okres czasu, jak mówisz
zabrać swoje rzeczy i pożegnać się.. Zezwalam na wyjazd. – oświadczyła Integra.
Słuchałam
jej uważnie, a kiedy skończyła, rozpromieniłam się. Już chciałam podziękować,
gdy znowu zaczęła mówić:
- Ale pamiętaj, nie możesz powiedzieć gdzie trafiłaś, ani
nic na temat Organizacji. Wszystko jest tajne więc musisz wymyślić coś w co
uwierzą i co usprawiedliwi twoje odejście. – nakazała. – Warunkiem jest twoje
milczenie. Zezwalam na wyjście, ale obowiązuje cię tajemnica milczenia.
Przytaknęłam.
Kamień spadł mi z serca.. Uzyskanie zgody na wyjazd do Instytutu poprawiło mi nastrój.
Dręczyło mnie tylko to czy moi najbliżsi żyją, jak najszybciej chciałam ich
zobaczyć. Zacisnęłam wargi, niepewność wierciła mi dziurę w umyśle skuteczniej
niż diamentowe wiertło. Po chwili postanowiłam odgonić od siebie negatywne
myśli i skupić się na czymś innym. Zapytałam na koniec tylko:
- Kiedy będę mogła jechać?
Integra
wymieniła spojrzenie z Walterem stojącym wciąż nieopodal drzwi.
- Jeszcze przed południem - dziś, zaraz po śniadaniu. –
oznajmiła – A pod wieczór mam dla ciebie zajęcie.
Ta
informacja poprawiła mi humor jeszcze bardziej. Jeszcze dziś, zaraz, będę mogła
się stąd wyrwać! Chciałam zapytać jaką sprawę ma dla mnie Integra, ale
przerwała mi unosząc dłoń.
- Działając w Organizacji Hellsing czekają cię różne zadania
– zaczęła mówić – Zajmujemy się eliminowaniem potworów tak jak wy, Łowcy.
Działamy na tych zasadach. Zabijamy tych którzy łamią prawa narażając ludzkość
i świat nadprzyrodzonych istot na ujawnienie. Będziesz jeździła na misje
głównie w Anglii ale jeśli będzie taka konieczność to i za granicę. Wraz z
Alucardem oczywiście. Jesteś jak to ujął ,,jego pomocnicą” – rzuciła mu
spojrzenie z ukosa. Wampir uważnie się nam przypatrywał dalej opierając się
leniwie o parapet. Integra zaciągnęła się dymem i kontynuowała – Seras
Victoria, wampirzyca, którą przemienił przyjedzie dziś po południu z naszego
korpusu wojennego w Ameryce Środkowej, by cię trochę podszkolić. Wszyscy
jesteśmy zdania, że Łowcy potrzebują nieco innego, ponadprogramowego,
indywidualnego szkolenia. Victoria zjawi
się tu z kapitanem Bernadotte, on jest dowódcą wojskowym i nie martw się –
zmrużyła oczy – to człowiek.
Chciałam
już skomentować to co powiedziała gdy przerwał mi Alucard:
- Słucham? Ten francuski idiota też tu przyjeżdża? –
prychnął.
- Alucard – warknęła Integra gromiąc go spojrzeniem, na co
ten przewrócił oczami. – Pozwalam ci odejść. – oświadczyła jasno i dobitnie.
Wampir
skrzywił się i z nieodgadnionym wyrazem twarzy przeszedł przez ścianę do innego
pomieszczenia. Wciąż nie mogłam się przyzwyczaić do tej umiejętności. Stoisz
przy ścianie, a tu nagle czujesz jak coś przy twoim boku się porusza, wpadasz w
ramiona które wzięły się znikąd.. Wzdrygnęłam się.
Integra
powoli wydmuchiwała szary dym z płuc.
- Jutro otrzymasz własną broń, wieczorem będziesz trenować
na wspólnej. Powiadomię was, gdy tylko zdarzy się jakiś poważniejszy wypadek i
będziecie musieli wyruszyć na misję. Teraz
Walter zawiezie cię do Instytutu, a potem odbierze. Pamiętaj: masz
obowiązek milczenia. To tyle. – zwróciła wzrok z powrotem na dokumenty.
Kiwnęłam
głową i wstałam. W Instytucie może dowiem się coś niecoś o moim pochodzeniu.
Jak to możliwe żeby oni nic nie wiedzieli o tym, że tak naprawdę nie mam nic
wspólnego z rodziną Heronalde, których nazwiskiem zawsze się tytułowałam?
Mam nadzieję, że sprawa choć w
niewielkim stopniu się wyjaśni. Może Gerald będzie coś wiedział.
Na
odchodnym odwróciłam się jeszcze i spytałam:
- Czy mogę zadać pytanie?
Integra
uniosła glowę znad książek.
- Słucham Katherine?
Zawahałam
się krótko, ale spontaniczne decyzje były na porządku dziennym w moim życiu.
- Czy Alucard zaraża?
Integra
uniosła brwi.
- Słucham? – zapytała zdziwiona z lekkim niedowierzaniem
odkładając długopis.
- Wygląda jakby miał wściekliznę, stąd pytam, bo trochę się
boję.
- Jedyne czym może zarazić to głupota – oświadczyła Integra
i uśmiechnęła się znad fajki – A teraz idź, mam sporo papierkowej roboty..
Zagryzłam
usta uśmiechając się lekko i pożegnałam się, wychodząc z Walterem na korytarz.
Sprawa nieco się wyjaśniła, a jednocześnie jeszcze bardziej pokomplikowała. Wtem
oświeciło mnie. Biblioteka. Musi być tu jakiś zbiór ksiąg, a ja mam parę pytań
dręczących mnie odkąd zobaczyłam wampira w szkarłacie. Chętnie dowiedziałabym
się czym jest dokładnie ta Organizacja, kto ją założył i kim jest Alucard.
Strażnikiem? Pierwszym Agentem? Tajną bronią? Sophie wspomniała coś, że jest
Eksperymentem...
Poprosiłam
żeby Walter pokazał mi bibliotekę. Musiałam się tam udać jak najszybciej. Okazała
się być pomieszczeniem z lewym skrzydle, ogromne drzwi były zamknięte, ale
klucz tkwił w zamku, więc nie był to pokój niedostępny. Uspokoiłam się, gdy
Walter zapewnił mnie, że mam tam wstęp wolny. Wiedząc już które drzwi do niej
prowadzą, zapamiętałam drogę tam z mojego pokoju z postanowieniem, że odwiedzę
tamto miejsce i trochę pogrzebie w
starych księgach i zapiskach, gdy tylko wrócę z wypadu do Instytutu. Skoro ten
dom sprawiał tak dziwne wrażenie to co znajdę w bibliotece?
***
Wciąż
miałam na sobie hellsingowy mundur, więc musiałam pożyczyć jakieś ciuchy na
czas wyjazdu do Instytutu. Sophie zgarnęła mnie do swojego pokoju i tam
zaczęłyśmy buszować wśród jej skromnej ilości ubrań. Miała doskonały porządek,
całkiem odmiennie niż ja – uchodziłam za bałaganiarę. Mimo wszystko mówiłam, że
w moim pokoju wcale nie ma burdelu – jest tylko artystyczny nieład. Tymczasem
robiłam taki „artystyczny nieład” w pokoju mojej nowej przyjaciółki.
Patrzyłyśmy, zestawiałyśmy stroje, zastanawiałyśmy się.. Po krótkiej chwili
usiadłyśmy zrezygnowane na łóżku – miałyśmy inne rozmiary, więc nic nie
pasowało na mnie i nie leżało na mnie naturalnie. Sophie była wyższa ode mnie i
jej ubrania wisiały na mnie jak na wieszaku, a żeby jechać do Instytutu
musiałam wyglądać wiarygodnie ubrana w ciuchy które na mnie pasują.
- Możemy spróbować wziąć coś od Anny.. – zaczęła pokojówka.
Uniosłam głowę.
- To druga pokojówka, pomaga między innymi w kuchni tak jak
ja. – dopowiedziała – Macie podobną posturę więc może jej ubrania by pasowały.
Kiwnęłam
głową i wstałam stękając jak staruszka z reumatyzmem. Nieprzespana noc i
ostatnie wrażenia nie podziałały dobrze na mój organizm. Ledwo żywa pomyślałam
z lubością o ziółkach Geralda, które nam przygotowywał po wyczerpujących
misjach. Od razu stawiały na nogi prędzej i skuteczniej niż kawa.
Poszłam za
Sophie do pokoju Anny. Znajdował się kilka metrów dalej, na tym samym
korytarzu. Zapukałyśmy do drzwi i otworzyła nam niewysoka blondynka. Miała proste,
długie, jasne włosy z lekko złotopomarańczowym brzydkim odcieniem; dostrzegłam
odrosty - włosy były farbowane. Ubrana była w jeszcze krótszą niż Sophie czarną
sukienkę, fartuszek i kabaretki. Zmierzyła nas szaroniebieskimi oczami i
zacisnęła wąskie usta. Oparła się o drzwi, unosząc brwi.
- Anno… - zaczęła Sophie.
- Co chcesz tym razem? – zapytała niezbyt przyjaznym tonem.
Miała niski, nosowy glos i zero sympatii w jego brzmieniu. W oczach też nie
dostrzegłam nic głębszego. Ledwo na mnie popatrzyła; traktowała mnie jak
powietrze.
- Pożycz parę ubrań dla Katy, nie ma własnych ciuchów, musi
dopiero po nie jechać, a nie może pojawić się tam w takim stroju.. – zaczęła
wyjaśniać trochę nieskładnie Sophie, ale Anna jej przerwała:
- Nie tłumacz, wiem wszystko – blondynka zmrużyła oczy
zerkając na mnie – Ta kolejna wampirza dziwka nie dostanie ode mnie niczego.
- Co? – zapytała skonfundowana brunetka, a ja uniosłam brwi.
- Słyszałaś. – oświadczyła Anna i założyła ręce na piersi –
Chcecie coś jeszcze? Bo mam coś do załatwienia z Alucardem.
- Nie, nic, ale powiedz co się stało..? – pytała dalej
Sophie.
- Nieważne – Anna uniosła oczy ku górze jakby się modląc
„dlaczego niektórzy są takimi debilami”. – Już? Bo jestem zajęta.
- Ale.. – zaczęła Sophie ale siłą została wyparta z progu
pokoju. Anna zatrzasnęła drzwi przed naszym nosem.
Chrząknęłam.
- Co to miało być? – zapytałam. Nie byłam oburzona takim
potraktowaniem mnie. Tacy ludzie mnie raczej bawili, a nie denerwowali.
- Nie wiem.. – odparła wolno brunetka – Zwykle się tak
raczej nie zachowuje, to znaczy.. nie obraża tak przypadkowych osób.
- Rozumiem, ale.. wampirza dziwka? – mruknęłam rozbawiona. –
w dodatku kolejna?
- Jest może lekko sfrustrowana, ale..
- Lekko? – wyszczerzyłam się.
- Dobra, nie ważne. Pogadam z nią później i dowiem się o co
chodzi, bo zareagowała naprawdę dziwnie. – powiedziała Sophie – A teraz chodź,
pożyczę ci jednak jakieś moje ubrania.
Wróciłyśmy
do jej pokoju gdzie nałożyłam szorty z podwiniętymi nogawkami i poprzecieranym
gdzieniegdzie materiałem oraz koszulkę w cienkie paski, której przód włożyłam w
szorty by jakoś ją „zmniejszyć”. Do spodni musiałam wziąć pasek. Gdy już jako
tako wyglądałam, poszłam do kuchni z Sophie na szybkie śniadanie składające się
z kawy i kilku ciastek. W głowie kołatała mi myśl o tym jak Anna powiedziała,
że ma coś do załatwienia z Alucardem i wyrażenie ,,wampirza dziwka”. Sama nie
była ubrana bardziej przyzwoicie niż prostytutka, więc o co tu chodzi? Niby nie
jest to jej normalne zachowanie, ale skąd taka wrogość wobec mnie, gdy jeszcze
nawet mnie nie poznała? Tonem głosu brzmiała jakby za wszelką cenę chciała
podkreślić, że jest tu „kimś”, szczególnie dla tego wampira.. Skrzywiłam się.
Nie miałam pojęcia o co jej chodzi i postanowiłam nie zawracać sobie na razie
nią głowy. Mam ważniejsze sprawy niż myślenie o jakiejś płytkiej niestabilnej
emocjonalnie osobie. Dopiłam kawę i chwyciłam jeszcze ciacho na drogę. Popędziłam
do holu głównego; ku mojej radości nie zgubiłam się – mój niezawodny zmysł
orientacji nadal działa. Przy drzwiach wyjściowych czekał Walter by zabrać mnie
do „byłego domu”, jak już mogłam tak to określić.
*********
Jako taki rodział trzeci. W następnym zapowiedz wyjazdu na którym COŚ BĘDZIE :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz