*****
Alucard gdzieś się zapodział i bardzo dobrze, nie miałam
ochoty znosić jego obecności. Jednakże Waltera też nigdzie nie dostrzegłam. Bez
przeszkód doszłam do drzwi wejściowych i już sięgałam po klamkę, gdy nagle
oplótł ją jakiś ciemny cień. Zmarszczyłam brwi i zatrzymałam rękę w połowie
ruchu. Chwilę potem cień rozszerzył się coraz bardziej aż przyćmił zarys drzwi.
Spośród ciemnych kształtów wyłonił się wampir, a ja gwałtownie odskoczyłam odziemnej masy. Wampir zaśmiał się
wkurzająco na moją reakcję.
- Źle. Wróć. – nakazał.
- Co Ty tu robisz? Daj mi wyjść, mam pozwolenie.. – zaczęłam
twardo czując jak niedawne szczęście powoli mnie opuszcza zastępowane
niepewnością i strachem.
- Podejdź tu – kiwnął na mnie palcem. Zmarszczyłam brwi i
założyłam ręce na piersiach. Nie podejdę do niego z własnej woli. Za żadne
skarby świata. Chcę już wyjść do cholery!
Wampir
westchnął teatralnie i pstryknął palcami a ja poczułam jak coś oplata moje
nadgarstki. Zerknęłam w dół by ujrzeć parę cienistych więzów. Chciałam
zaprotestować, ale uciszył mnie nakładając cień na moje usta. Miałam wrażenie
jakby mi je zszył. Mimo wszystko to mnie nie bolało..
- Idziemy – zakomenderował ruszając w stronę jednej z kotar
wiszącej na ścianie holu. Zaparłam się nogami w ziemi, ale on pociągnął mnie za
sobą cieniami, z którymi nie miałam żadnych szans. Spojrzałam na jego sylwetkę
z mieszaniną strachu, nienawiści i pogardy. Dosłownie wlokąc mnie za sobą,
wampir odsunął kotarę i wszedł w ukryty za nią korytarz. Nie było tu żadnego
okna, a jedynym źródłem światła były pochodnie wiszące na ścianach. Dawały
słaby, ciepły blask padający na nasze sylwetki i oświetlały pyłki kurzu w
powietrzu wybijane do góry z posadzki przez nasze buty. Korytarz był widocznie
zapomniany i w ogóle nie uczęszczany. Alucard dobrze to zaplanował - nie było
szans na to że ktoś mógłby nam tu przeszkodzić.
- Podejrzewałem że możesz protestować, stąd cieniste szwy na
ustach, nie chce mi się słuchać teraz twoich krzyków. – powiedział wciąż
odwrócony ode mnie. Szarpnęłam się niepewnie w cienistych więzach, ale gdy
spróbowałam wyswobodzić nadgarstek, cień mnie zranił. Jęknęłam bezgłośnie –
było to bolesne jak oparzenie.
Wyczuwając to Alucard odwrócił się ku mnie z krzywym uśmiechem na ustach
i zmrużonymi oczami.
- Myślałaś.. – zaczął i ledwo dostrzegalnie zrobił ruch
dłonią w powietrzu. Cienie oplotły teraz także moje przedramiona i ramiona
odrzucając mnie na ścianę tak mocno i szybko, że aż zaparło mi dech w
piersiach. – …że puszczę cię tam bez żadnej ochrony, bez żadnej sposobności
wiedzy co się aktualnie z tobą dzieje? Błąd. – przekrzywił głowę pochodząc do
mnie i patrząc na moje ciało tak jak znawca sztuki ocenia artystyczne dzieło. Przełknęłam
ślinę. Na Anioła, co on zamierza zrobić??? Spanikowana chciałam odsunąć się,
gdy wyciągnął ku mnie rękę, ale cienie skutecznie uczyniły mnie bezwolną. Teraz
unieruchomił mi nawet stopy tak bym nie mogła się ani ruszyć ani go kopnąć (na
co nie ukrywam miałam ogromną ochotę, mimo że wiedziałam iż jest to głupie i
bezcelowe).
Wampir
tymczasem nie zwracając uwagi na moją niemrawą próbą wyswobodzenia się przyglądał mi się zamyślony. Jego wzrok
błądził gdzie w okolicach moich obojczyków. W końcu pochylił się o odgarnął mi
włosy z lewego ramienia.
- Odwróć głowę – rozkazał jednocześnie dwoma palcami
dotykając mojego policzka i przesuwając
moją głowę w moją prawą stronę. Zadrżałam czując jego chłodne ręce na skórze najpierw
twarzy, a potem obojczyków. Wtem dotknął mnie czymś zimnym; poczułam mrożący chłód na lewym ramieniu. Nie miałam
odwagi ani możliwości odwrócić ku niemu głowę, by zobaczyć co robi, szarpnęłam
się tylko i wydałam cichy bezgłośny jęk protestu.
- Nie ruszaj się – warknął. Za chwilę poczułam okropny ból w
miejscu gdzie dotknął mnie czymś jakby lodem. Teraz odczułam wrażenie jakby
lodowe igły wbijały mi się w skórę. Gdybym mogła, wydarłabym się na cały
Hellsing.
Po chwili
wampir odsunął się ode mnie, a ja zerknęłam na moje lewe ramię. Z wrażenia
niemal opadła mi szczęka. Zobaczyłam znak, coś jakby tatuaż. Popatrzyłam na wampira pytająco.
- Masz na skórze mój znak, teraz będę wiedział jak, gdzie, kiedy i co się z tobą dzieje. Taka mała konieczność –
wyszczerzył się. Spojrzałam na niego z niechęcią. On zaś ponownie szybko
przybliżył się do mnie i oparł dłonie na ścianie po obu stronach mojego ciała. Znów
popatrzyłam na niego z lękiem, zastanawiając się co jeszcze chce mi zrobić.
Alucard natomiast tylko oznajmił cichym
głosem:
- Moc wiążąca mnie z Hellsing słabnie. Słabnie od nocy gdy
zabrałem cię ze sobą. I nawet nie myśl że będziesz w stanie o tym komukolwiek
powiedzieć. – dokończył uśmiechając się wyniośle i prostując się. Gdy na niego spojrzałam,
po raz pierwszy mogłam dostrzec w nim obraz dawnego arystokraty. Patrzył na
mnie z władczym błyskiem w oku, z ciemnymi kosmykami włosów opadających na kark
i twarz. Stał pośród ciemności, wśród
wirujących pyłkach wiekowego kurzu, na tle kamiennej ściany, oświetlonej
blaskiem najbliższej pochodni; światło padało również na sylwetkę wampira,
czyniąc go jeszcze bardziej tajemniczym. Mimo że czułam do niego jednocześnie
strach i niechęć, musiałam przyznać: jego postawa budziła respekt. Obdarzył
mnie krótkim uśmieszkiem i rozpłynął się w ciemnej mgle zabierając więżące mnie
cienie ze sobą.
***
Kaszląc,
opadłam na kolana na zakurzoną kamienną posadzkę. Pobieżnie zerknęłam czy na
rękach i nogach nie mam śladów oparzeń, ale cienie nie zostawiły żadnych widocznych
znaków. Potem powoli przeniosłam wzrok na tatuaż. Wyglądał jak herb rodowy. Był
na nim przedstawiony wilk, a dokładniej jego pysk, gwiazdy i jakiś napis
runiczny na cienkiej wstędze na dole. Na górze miał skrzyżowane ze sobą dwa
miecze, a całość okalały ozdobne wzory. Musiałam przyznać, że herb był niczego
sobie, podobał mi się.
Otrzepałam
się pobieżnie i wyjrzałam delikatnie zza kotary na główny hol. Nikogo nie
zauważywszy prawie biegiem dopadłam do dębowych drzwi. Otworzyłam je i z hukiem
zatrzasnęłam za sobą. Oparłam się o nie na zewnątrz oddychając szybko. Powoli
zerknęłam na swoje odbicie w szybie okiennej niedaleko drzwi. Z zaskoczeniem
stwierdziłam że nie mam nawet potarganych włosów. Zero śladów tak jakby sytuacja
sprzed paru minut nigdy się nie wydarzyła. Odsunęłam rękaw bluzki. Znak nadal
tam był. Mroczny, ale piękny, trwale we mnie wyryty.
Rozglądając
się na boki ruszyłam pod bramę, gdzie czekał na mnie czarny samochód z
przyciemnionymi szybami. Wsiadłam i opadłam na siedzenie. Walter nijak
skomentował moje spóźnienie. Z ulgą
patrzyłam na mijane drzewa i krajobraz oddalający mnie coraz bardziej od
siedziby Hellsing. Pamiętam, że nie mogę powiedzieć nikomu o tym co się
aktualnie ze mną dzieje. Musiałam wymyślić jakąś wiarygodną bajeczkę.
Zacisnęłam usta. Kłamstwo nie było mi obce, a w udawaniu prawdy byłam mistrzem.
Z krzywym uśmiechem pomyślałam o tym, że Loki – nordycki bóg kłamstw i bohater
moich ulubionych filmów Marvela mógłby być ze mnie dumny.
Oparłam
głowę o szybę. ,,Moc wiążąca mnie z Hellsing słabnie” - huczało mi w głowie.
Cholera jasna, chyba przyczyniłam się do uwolnienia tego sadystycznego potwora
z ograniczających go wiekowych więzów.. Jak to się stało? Co teraz zrobi? Nie
będę próbowała jednak powiedzieć o tym komukolwiek. Jeszcze pojawi się nagle w
kłębach dymu i z miejsca od razu wyrwie mi język albo zaszyje usta, tym razem
trwale. Wzdrygnęłam się i obciągnęłam rękaw koszulki na lewym ramieniu.
Instruowałam
Waltera jak ma dojechać do Instytutu. Krążyliśmy po centrum Londynu aż
zatrzymaliśmy się na ulicy niedaleko wielkiej gotyckiej katedry niewidocznej
dla oczu zwykłych śmiertelników.
- Przyjadę za jakiś czas, zadzwonię. – usłyszałam Waltera.
- Okay – mruknęłam bezmyślnie wpatrując się w złocisty dach
Instytutu przebijający się pośród normalnych budynków.
Prawie
uciekłam z samochodu. Szybkim korkiem doszłam do bramy, przekroczyłam ją i
ruszyłam do drzwi. Rozluźniłam się gdy weszłam na znajome, szare, betonowe
schody. Pociągnęłam za złoty dzwonek który wydał głośny ale śpiewny dźwięk. Naraz
rozległy się czyjeś kroki, a ciężkie dębowe drzwi otworzyły się. Zza nich
wyjrzała twarz Matta. Uśmiechnęłam się widząc jego złociste oczy oraz zmierzwione
blond włosy, jak zwykle zaczesane do tyłu. On zaś zmierzył mnie zszokowanym
spojrzeniem i otworzył lekko usta.
- Hej Matt – powiedziałam z bladym uśmiechem. Musiałam
wyglądać żałośnie.
- Katy – odezwał się w końcu łamiącym się głosem –
myśleliśmy, że nie żyjesz! Że zostałaś w fabryce, a ghoule..
- Żyję, żyję, spokojnie, ja tylko.. – zaczęłam wyjaśnienia,
ale przerwał mi zamykając mnie w mocnym, niedźwiedzim uścisku. Odwzajemniłam po
chwili powitanie wtulając nos w jego ramię. Uśmiechnęłam się czując znajomy
zapach jego perfum.
Wtem zawiał
silny wiatr zdmuchując mi część włosów na twarz.
- Wejdźmy do środka – powiedział Matt odsuwając się ode
mnie, nie puszczając mnie jednak całkowicie
– Jesteś cała zimna.
***
Siedziałam
w salonie Instytutu z kubkiem herbaty dłoniach i już swoich ubraniach – stokrotkowej
granatowej spódnicy z czarnym paskiem i złotą klamrą, czarnej podkoszulce i
beżowym rozpinanym swetrze. Obok mnie na kanapie siedziała Isabelle, a Matt
stał oparty o kominek. Nie byli oni rodzeństwem. Właściwie byliśmy zbiórką
dzieciaków które zostały albo znalezione, albo odebrane własnym rodzicom. Dura
lex, sed lex. Tak trzeba. Zajmowała się nami Charlotte – szefowa Instytutu
Londyńskiego. Kobieta złożyła dłonie razem i usiadła w fotelu przy kanapie.
Zaczęłam opowiadać. Zmyśliłam jakąś historię o tym jak ukryłam się w fabryce i
straciłam przytomność, a gdy się obudziłam nie było wokół mnie nikogo.
Przedstawiłam im też bajeczkę o wujku z Londynu u którego się zatrzymałam.
Wyjaśniłam, że on ostatnio nienajlepiej się czuje, a ja chcę mu pomóc – gotowanie,
sprzątanie, pomoc w domu, no i spędzenie trochę czasu razem. Mówiąc,
wpatrywałam się w kawałek wzorzystego dywanu przy kanapie. Wahałam się czy
zapytać o moje więzy rodzinne. Musiałabym jednak powiedzieć skąd to podejrzenie
a tłumaczenie i dalsze brnięcie w to mogłoby się źle skończyć. Przemilczałam
więc to zagadnienie. Gdy skończyłam mówić Charlotte skomentowała:
- Wszystko rozumiem, ale Kodeks.. – zacisnęła usta. Fakt,
mój rzekomy wujek nie był Łowcą, więc na takie pobyty u zwykłych ludzi trzeba było
mieć specjalne pozwolenie naszej Rady Łowców – Clave. To oni sprawowali pieczę
nad Instytutami na całym świecie, pilnowali przestrzegania praw; zajmowali się
ogólnie tym czym normalny rząd w państwie. Siedzibę mieli oczywiście nie gdzie
indziej tylko we Włoszech, dokładniej we Florencji.
- Chyba można pójść na ustępstwo – odezwała się Isabelle
odgarniając z twarzy swoje długie czarne włosy – Nie jedzie przecież do niego
na całą wieczność tylko na krótki okres czasu.
Popatrzyłam
w bok zagryzając usta. Oj żebyście wiedzieli jaki to okres czasu.. Charlotte
westchnęła.
- Nie mogę cię puścić bez zgody Clave – wstała z fotela –
napiszę do nich, a odpowiedź powinna przyjść zaraz po południu.
- Dzięki Charlotte – popatrzyłam na nią z lekkim uśmiechem.
Gdy kobieta
wyszła, Izzy rzuciła odwracając się ku mnie:
- Myślałam że zatrzymałaś się u jakiegoś chłopaka – oparła
glowę o oparcie kanapy i spojrzała na mnie szarymi oczami – Liczyłam na małą
sensację a tu.. lipa, nada, nic.
Przewróciłam
oczami.
- Żadnych sensacji. Poza tym.. Z ramion ghouli w ramiona
miłości swojego życia? To nie bajka, plus miłość życia nie byłaby zadowolona
gdybym przyszła cała brudna po misji – odparłam, a Izzny wykrzywiła pełne usta
w uśmiechu. Przeciągnęła się mówiąc:
- Okay, okay, wybacz ale jestem padnięta, po porannym
treningu umieram. – podniosła się z kanapy – Idziecie coś zjeść? – spojrzała na
mnie i na Matta.
- Nie, dzięki, muszę pogadać z Katy – odparł chłopak nie
patrząc na mnie. Przez całą rozmowę był milczący jak głaz. Izzy pokiwała głową
i mrugnęła do mnie porozumiewawczo na odchodnym. Gdy zamknęły się za nią drzwi
usłyszałam głos Matta:
- Katy..
Popatrzyłam
na niego. Odgarnął blond kosmyki grzywki z czoła i spojrzał na mnie
bursztynowymi oczami. Odezwał się:
- Ile z tej historii wymyśliłaś i dlaczego?
Otworzyłam
usta. Cholera, domyślił się. Tylko on, czy inni tez coś przeczuwali?
- Dlaczego sądzisz, że kłamię? – spuściłam głowę wpatrując
się w swoje kolana.
Podszedł do
kanapy i usiadł obok mnie.
- Znam cię na tyle, że potrafię wyczuć kiedy coś jest nie
tak
Zamknęłam
oczy. No tak, Matt był dla mnie jak brat; z nikim nie spędzałam tyle czasu co z
nim.
- Hej… - chłopak wyciągnął rękę i założył mi zbłąkany kosmyk
włosów za ucho. – Mała, już jest dobrze, jesteś w domu.. powiedz mi prawdziwą
wersję wydarzeń.
Podniosłam
na niego wzrok i wypuściwszy wolno powietrze z płuc, powiedziałam:
- Wampir uratował mi życie – oświadczyłam. Matt patrzył na
mnie uważnie, a ja wiedziałam, że to co powiem zostanie tylko między nami.
Chrzanić tajemnicę milczenia. Kontynuowałam: – Zabrał mnie z fabryki do tajnej organizacji
Hellsing..
Matt
szeroko otworzył oczy i gwałtownie wciągnął powietrze do płuc. Spojrzałam na
niego zbita z tropu. Wiedział coś o tym?
- Hellsing? – powtórzył po mnie. – Mówisz poważnie? –
wydawał się być naprawdę zaniepokojony. Aha, czyli wiedział o tym. Czy tylko ja
jestem aż tak niedoinformowana?
- Tak, Hellsing – potwierdziłam zrezygnowana.
- A tym wampirem jest ten słynny Alucard? – chłopak pochylił
się nade mną. Przełknęłam ślinę i potwierdziłam. Cholera o nim też wiedział?
Matt opadł
na oparcie kanapy i przeczesał włosy palcami.
- Dziewczyno.. – pokręcił głową – Czego zażądał w zamian?
Po chwili
milczenia odparłam cicho wypranym z emocji głosem:
- Mojej krwi.
- Mojej krwi.
Chłopak
zacisnął usta ze złości. Po chwili milczenia odezwałam się:
- Skąd ty o nich wiesz?
Matt
odetchnął żeby trochę ochłonąć i odpowiedział:
- Od Geralta. Hellsing i Nocni Łowcy nie są przyjaźnie do
siebie nastawieni. To dwie wrogie organizacje. Nie pracujemy razem, więc jeśli
nasze misje się skrzyżują bez oporów możemy nawzajem się zabijać.. – mruknął.
Skrzywiłam
się. A mogłam uważać trochę na naukach społecznych.. Westchnęłam a Matt
podniósł się z kanapy.
- Chodź – wciągnął do mnie rękę.
- Dokąd? – spytałam zaskoczona. Cud że jeszcze w ogóle on
chce ze mną rozmawiać.
- Proszę pani, proszę za mną. Do biblioteki – skłonił się
lekko podając mi ramię. – Geralt na pewno nam coś doradzi.
Uśmiechnęłam
się blado i wstałam.
- Nam? – spytałam.
- Głuptasie, myślałaś, że zostawię cię z tym samą? –
zmierzwił mi włosy, na co zaśmiałam się lekko i walnęłam go łokciem w bok. Naraz
jednak spoważniałam i zagryzając usta, popatrzyłam na niego. Muszę mu
powiedzieć o moim pokrewieństwie, muszę..
- Jest coś jeszcze – odezwałam się cicho. – Więzy rodzinne..
W Hellsing dowiedziałam się, że moje dotychczasowe nazwisko Herondale tak
naprawdę nie należy do mnie. Nie jestem spokrewniona z tamtą rodziną. To
sprawdzona informacja..
Matt potarł
kark w zakłopotaniu.
- Wiedziałeś o tym? – zapytałam cofając się o krok.
- Coś niecoś.. Nie dopuszczali mnie do szczegółowych
informacji ale nigdy nie było jasne do jakiej rodziny należysz.. – mruknął
patrząc gdzieś w bok.
Nic mi nie
powiedział! Przez tyle lat! Czułam się oszukana. Nawet najbliżsi zatajali
przede mną istotne informacje i mieli przede mną tajemnice. Odwróciłam się od
niego i ruszyłam w kierunku swojego pokoju walcząc ze łzami złości zbierającymi
się w moich oczach.
- Zaczekaj! – usłyszałam krzyk Matta. Chłopak dogonił mnie a
ja przyspieszyłam, nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Z nikim, gwoli ścisłości.
- Charlotte była zdania że to się może odbić na twojej
psychice – brak pewności twojego pochodzenia.. Niewygodnie było mi to ukrywać,
przepraszam cię..
- Życie w kłamstwie jest lepsze? – burknęłam.
- Łatwiejsze.. – odpowiedział cicho. – Miałaś beztroskie
dzieciństwo, bez żadnego piętna morderstw i zła. Nie chciałem zepsuć ci twojej
niewinności, nie chciałem byś miała zaburzony spokój..
Popatrzyłam
w bok.
- Żyłaś w świadomości że twoi rodzice gdzieś tam są,
bezpieczni. Nie chciałem byś nosiła takie piętno jak ja – brak rodziców,
samotność, śmierć… Zamordowano ich
praktycznie na moich oczach.. Nigdy nie zapomnę tego głodu w oczach wampirów
gdy ich zabijali. – mówił cichym głosem patrząc w dal na coś czego moje oczy
dostrzec nie mogły.
- Rozumiem.. – odezwałam się, ale on ciągnąl dalej.
- Dlatego ich nienawidzę, poprzysiągłem zemstę i brak
litości dla każdego wampira jakiego spotkam. Nienawidzę ich. – dokończył twardo
i spojrzał na mnie płonącymi oczami.